Obsesja na punkcie “Tygrysa”

Ameryka od środka


Czasami, a może coraz częściej trudno jest zrozumić priorytety zarówno amerykańskich mediów, jak też ich odbiorców. Ameryka uwikłana jest w dwie wojny, ludzie tracą domy, cierpią z powodu bezrobocia, w Kongresie dominuje niemoc, a ekonomia nadal zachowuje się niczym mocno okaleczony olbrzym, który nie jest w stanie wstać o własnych siłach na nogi. Tymczasem od kilku tygodni serwuje się nam nieustannie medialne brzęczenie na temat powrotu podupadłego herosa golfa, Tigera Woodsa, do czynnego “życia sportowego”.

 

Słyszałem już niezliczoną ilość razy rozważania na temat tego, jak bardzo ważny jest ten powrót dla golfa, licznych koncernów powierzających “Tygrysowi” reklamę, telewizji, fascynatów trafiania małą, białą piłką do dziury oraz dla całej reszty świata. Wstępne komentarze przed najważniejszym, amerykańskim turniejem “Masters”, w którym Tiger postanowił wziąć udział po przerwie spowodowanej seksualną terapią odwykową, przypominały dyskusje o wydarzeniu typu “koniec zimnej wojny” albo “Niemcy kapitulują”. Tymczasem chodzi o człowieka, który przez wiele lat udawał kogoś innego niż był w rzeczywistości i który zdradzał swoją szwedzką małżonkę nałogowo i z kim popadnie. A gdy w końcu wpadł, przepadł na pewien czas bez wieści, by “podreperować charakter” i stać się ponownie kryształowo czystym człowiekiem, który nadal będzie mógł zarabiać miliony na machaniu golfowym kijem.

 

Z powodów, które są niewytłumaczalne, nikt nie przecistawia się tej fali wieści o upadku i potencjalnym wzlocie gwiazdy golfa przez zadawanie prostego pytania: “Who cares?”. Dlaczego Amerykę ma obchodzić los Tigera? Czym aż tak zasłużył się dla ludzkości, że nie można go po prostu zignorować, albo zdawkowo poinformować, że wystąpił w Masters i zajął którąś tam pozycję? Obsesja na punkcie Woodsa w zasadzie nie zna granic. Podczas gdy on sam wrócił na pola golfowe, w prasie niemal codziennie pojawiają się nowe rewelacje o jego miłosnych eskapadach, schadzkach z bogatą kolekcją atrakcyjnych, młodych pań, łącznie z córką sąsiada, a co bardziej obsesyjni dziennikarze robią wszystko, by dociec, na czym dokładnie polegała kuracja odwykowa Tigera.

 

On sam wystąpił w końcu na szumnie zapowiadanej konferencji prasowej, w czasie której zwracał się niezwykle przyjacielsko do licznie zgromadzonej żurnalistyki, wyraził – a jakże – skruchę i zaraz potem wrócił do zarabiania nowej góry pieniędzy. Dał do zrozumienia, że to wszystko jego wina i że ma nadzieję, iż w wyniku całego tego skandalu stanie się “lepszym człowiekiem”. Bezpośrednią transmisję z tej głupawki nadało kikla stacji telewizyjnych, a obszerne fragmenty pokazano potem w wieczornych dziennikach.

 

W tym samym czasie w Afganistanie coraz bardziej obłąkany Karzaj zapowiadał, że przyłączy się do Talibanu, Obama podpisał nowy układ rozbrojeniowy z Rosją, 200 tysiącom Amerykanów skończyły się zasiłki dla bezrobotnych, w kopalni w West Virginia zginęło 25 górników, a w Bagdadzie nasiliła się fala zamachów bombowych, w wyniku czego z życiem rozstało się kilkaset osób. Należałoby zatem jeszcze raz zapytać wszystkich tych, którzy zachłystują się nałogowo golfowo-seksualną biografią Tigera Woodsa – “co to kogo obchodzi?”.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*