Nikt nic nie wie

Ameryka od środka

Najtrudniejszą sprawą dla wyborców, jeśli chodzi o Mitta Romneya, jest to, że tak naprawdę nikt dokładnie nie wie, kim były gubernator stanu Massachusetts jest i co zamierza. W swojej karierze politycznej często zmieniał zdanie w ważkich sprawach, a ostatnio zrobił to dwukrotnie w ciągu zaledwie dwóch dni, wyrażając poglądy wzajemnie ze sobą sprzeczne.

 

Jak wiadomo, przed laty Romney uważany był za polityka centrystycznego, który w wielu sprawach nie zgadzał się ze swoją partią. Między innymi, w roli gubernatora Mitt wielokrotnie zapewniał, że jest przeciwnikiem delegalizacji aborcji i dodawał, że zatwierdzone przed wieloma laty przepisy na ten temat są “utrwalonym prawem”, które należy zostawić w spokoju. Potem postawę tę całkowicie zmienił i jeszcze w czasie prawyborów chwalił się tym, iż jest politykiem zdecydowanie “pro-life”, który zabiegać będzie o prawa dzieci nienarodzonych.

 

Sama zmiana zdania nie może być sensownie kwestionowana. Ludzie często zmieniają swoje poglądy pod wpływem przeróżnych czynników, nowych doświadczeń lub własnych przemyśleń. Jednak w wykonaniu Romneya ta metamorfoza światopoglądowa jest co najmniej dziwna.

 

Niedawno w wywiadzie dla dziennika “Des Moines Register” republikański kandydat powiedział, co następuje: “Nie jestem świadom istnienia jakiejkolwiek inicjatywy ustawodawczej dotyczącej aborcji, która byłaby częścią mojego programu w roli prezydenta”. Pomijam już fakt, że jest to zdanie mocno pokrętne, a przez to podatne na różne interpretacje. Jednak jego zasadniczym przesłaniem wydaje się być to, że Romney w roli prezydenta nie ma zamiaru forsować jakichkolwiek ustaw aborcyjnych.

 

To, czy będzie takie ustawy forsował, czy też nie – jego sprawa. To czy jest przeciwny aborcji w każdych okolicznościach, czy też nie – też jego sprawa. Ale wyborcom należy się wiedza o tym, co naprawdę kandydat myśli. Tymczasem już następnego dnia po udzieleniu wywiadu Romney zaczął gwałtownie “pedałować do tyłu”, zapewne pod naciskiem zbulwersowanych konserwatystów, i oświadczył, że będzie prowadził energiczną politykę na rzecz ochrony “życia poczętego” i że jako prezydent natychmiast wyeliminuje federalne finansowanie takich organizacji jak Planned Parenthood.

 

Powstaje w związku z tym proste pytanie: który Romney jest prawdziwy? Najbardziej niepokojące jest to, że nikt tego nie wie nie tylko w sferze dyskusji o aborcji, ale również w wielu innych punktach programu wyborczego kandydata. Niemal śmieszne zaczyna być to, że Romney powtarza nieustannie w kółko, iż zredukuje podatki, zmniejszy deficyt i wyrzuci “Obamacare” do śmieci, ale gdy co bardziej zdolni matematycznie komentatorzy pytają, jakie przywileje podatkowe bądź programy federalne “wytnie” w celu sfinansowania tego wszystkiego, zawsze odpowiada tak samo – nie zdradzę żadnych szczegółów, bo to będzie temat do późniejszej dyskusji z Kongresem i wyborcami.

 

Naprawdę? Kandydatowi chyba się coś pokręciło, bo to nie tak działa. Zwykle jest tak, że politycy prezentują swoje zamierzenia szczegółowo i bez ogródek, a dopiero potem dochodzi do dyskusji na temat tychże zamierzeń, a to z kolei prowadzi do ich modyfikacji. Romney zdaje się przekazywać nam następujące przesłanie – “nie powiem wam, co zamierzam, ani co naprawdę myślę, ale wybierzcie mnie, a wtedy wszystko będzie wspaniale”. Coś mi się wydaje, że w wyborczej furmance Mitta konie zaprzężone są głowami do wozu.

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*