Nikt nic nie wie – Ameryka od środka

W atmosferze narastającej katastrofy ekonomicznej w Waszyngtonie trwają dyskusje o tym, co robić. Izba Reprezentantów zatwierdziła tzw. “pakiet stymulacyjny”, ale jest to decyzja podjęta wyłącznie przez demokratów, ponieważ republikanie jednogłośnie się sprzeciwili. Być może w niedalekiej przyszłości pojawi się jakiś kompromis, ale jasne jest to, iż trwa walka między dwoma zasadniczymi obozami.

Prezydent Obama i jego ekipa zabiegają o ustanowienie jakichś sensownych zasad państwowego interwencjonizmu, polegającego na inwestowaniu w wybrane części gospodarki przy jednoczesnych obniżkach niektórych podatków. Przeciwnicy tej polityki są natomiast zdania, iż w zasadzie trzeba gospodarkę pozostawić w spokoju, a zachęcać ją do renesansu wyłącznie na drodze cięć podatkowych. Są nawet tacy, którzy uważają, że trzeba cały ten kryzys pozostawić samemu sobie, bo prędzej czy później “wszystko się naprawi”.

Z wszystkiego tego wynika niestety tylko jedno: nikt nie wie, co robić i nikt nie jest w stanie przewidzieć dalszego rozwoju wydarzeń. Dotyczy to nie tylko prezydenta, jego doradców oraz Kongresu, ale również czołowych ekonomistów, którzy sprzeczają się dokładnie o to samo, co wszyscy inni. Owszem, interwencja państwa w czasie tzw. Wielkiej Depresji nie dała początkowo większych rezultatów, ale były to zupełnie inne czasy, w których światowa gospodarka była w innej niż dziś kondycji. Dlatego trudno dziś zgadnąć, czy miliardowe inwestycje w odbudowę infrastruktury kraju przyniosą jakiś namacalny efekt, czy też okażą się być niezwykle kosztownym fiaskiem.
Media oferują nam codziennie liczne analizy i prognostyki. Trzeba do nich podchodzić z ogromną ostrożnością, bo w gruncie rzeczy mają one znikomą wartość. Wszystko okaże się “w praniu”, co niestety nie jest najlepszą metodą dowiadywania się o skuteczności polityki rządu.

W obliczu skali problemu i niewiedzy specjalistów o ewentualnej skuteczności poczynań, są tylko dwa rozwiązania. Po pierwsze, można biernie obserwować dalszy bieg wypadków i mieć nadzieję na lepsze jutro. Po drugie, można zrobić COŚ, w zasadzie nieważne co, czyli próbować wpływać na obecną recesję, nawet jeśli nie bardzo wiadomo, czy będzie to wpływ pozytywny. Gdy Franklin D. Roosevelt ogłaszał swój “New Deal”, który miał wyzwolić kraj z okowów katastrofalnego kryzysu, nikt nie wiedział, co z tego może wyniknąć. Skutki były w sumie bardzo skromne, a Ameryka pozostawała w stanie ostrej depresji aż do II wojny światowej. Jednak FDR dał wszystkim Amerykanom do zrozumienia, że rząd “coś robi”, że nie porzuca nadziei i że podejmuje kroki zmierzające do przełamania kryzysu. Było to wtedy niezwykle ważne dla wszystkich tych, którzy tracili pracę, dorobek całego życia oraz poczucie tego, że gdzieś tam w Waszyngtonie nadal ktoś przejmuje się ich losem.

Dziś znajdujemy się w bardzo podobnej sytuacji. Należy mieć nadzieję, że Kongres – w sposób dwupartyjny – dogada się jakoś z prezydentem i zatwierdzi w miarę wyważony pakiety stymulacyjny. Nie ma i nie będzie żadnych gwarancji, że pakiet ten okaże się wielkim sukcesem. Jednak bierność jest obecnie nie do przyjęcia, podobnie jak nie do przyjęcia jest forsowanie rozwiązań rządzącej partii bez odpowiednich konsultacji z opozycją. Barack Obama ma na głowie wiele różnych, poważnych problemów, ale żaden nie jest tak doniosły jak narastający kryzys ekonomiczny. Być może zatem znajdzie jakiś kompromis – w duchu swoich wcześniejszych zapowiedzi zreformowania Waszyngtonu. Da to wszystkim tak potrzebne dziś poczucie wspólnego działania na rzecz restauracji kraju.

Nie zmienia to niestety mojego przekonania o tym, że tak naprawdę nie ma żadnych gwarancji, że bieżący rok przyniesie poprawę. Nie da się przewidzieć, co będzie dalej i wszyscy w rządzie federalnym doskonale o tym wiedzą. Można tylko trzymać kciuki za sukces.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*