Nieuchronny odwrót

Ameryka od środka

 

Gdy wojna w Iraku toczyła się na całego, wielokrotnie wspominałem w tym miejscu, że nie wierzę w sukces amerykańskich poczynań w tym kraju ani nawet nie wiem, co taki sukces mogłoby stanowić. Potem jednak był tzw. “surge” generała Petraeusa, nastąpiło mocne uspokojenie sytuacji i niemal wszyscy założyli, że “idzie ku dobremu” i że Amerykanie będą się mogli wycofać, pozostawiając za sobą stabilne, w miarę demokratyczne państwo. Niestety nadal uważam, że ostateczny wynik tej wojny będzie dość daleki od tego, o czym marzył kiedyś George W. Bush, a co ponownie usiłuje zdefiniować Barack Obama.

 

Przed kilkoma dniami jeden z generałów irackich stwierdził, iż armia jego kraju nie będzie w stanie samodzielnie i skutecznie działać aż do roku 2020. Ale nawet ta wypowiedź jest do pewnego stopnia optymistyczna. Wszędzie są oznaki tego, że bez amerykańskiej podpórki Irak szybko przestanie być stabilny. Nikt nie jest wprawdzie w stanie przewidzieć, jakie siły dojdą do głosu po wycofaniu się wojsk USA i jaki kształt przybierze iracki rząd. Wszystko wskazuje na to, że nawet jeśli będzie to rząd w miarę reprezentatywny, budowane z takim mozołem i za tak wielkie pieniądze struktury sprawowania władzy runą w gruzy pod naporem odwiecznych, sekciarskich animozji. Całkiem możliwe jest zatem, że Irak osunie się w stronę anarchii lub też zostanie zdominowany przez jakiegoś nowego dyktatora. Oba scenariusze to klęska dla Ameryki.

 

Niestety bardzo podobne prognostyki można snuć w przypadku Afganistanu. Choć Biały Dom mówi o wycofaniu się z tego kraju do roku 2014, prawie nikt nie bierze tego terminu serio. Jeśli zostanie dotrzymany, w Kabulu do władzy prawie natychmiast dojdą talibowie, czego spodziewa się nawet Hamid Karzaj. Jedyną alternatywą jest pozostawanie sił NATO w Afganistanie w nieskończoność, ale to jest niewykonalne politycznie, bo zainteresowanie świata podpieraniem skorumpowanych władz afgańskich bardzo szybko spada.

 

Biorąc to wszysto pod uwagę, Stany Zjednoczone stoją w obliczu dwóch prawie pewnych porażek. Żadnej z tych wojen nie da się wygrać w tradycyjnym sensie zwycięstwa. Można tylko udawać, że jest w tym wszystkim bliżej nieokreślony sukces, choć w przypadku Afganistanu nawet o to będzie trudno. Przez następne lata z pewością słyszeć będziemy od czasu do czasu o kolejnych “krokach w kierunku stabilizacji”, ale jest to tylko pozór. W gruncie rzeczy w Pentagonie już dziś doskonale wiedzą, że czeka nas odwrót na dwóch frontach. Na razie trwa pośpieszne budowanie jakiegoś sensownego obrazu “zwycięstwa” oraz w zasadzie całkowicie zmyślonych strategii osiągania kolejnych sukcesów. Amerykanie coraz częściej pytają jednak natarczywie, co my w Afganistanie robimy i co nam z tego przyjdzie. Problem w tym, że nikt dokładnie nie wie. Al-Kaidy już tam nie ma, a walka z talibami nie ma dla polityki zagranicznej USA większego sensu lub znaczenia. Z Iraku pewnie jeszcze zdążymy się wycofać przed załamaniem się wszystkiego tego, co zostało tam zbudowane. Odwrót z Afganistanu będzie niemal na pewno boleśniejszy, tak jak był dla Armii Czerwonej i licznych wcześniejszych najeźdźców.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*