Nietykalni

Wyobraźmy sobie przez chwilę, że jakiś znany i poważany politolog amerykański wydaje książkę, w której argumentuje, iż Ameryką tak naprawdę rządzą Polacy, którzy na tyle przeniknęli do wszystkich struktur władz, że amerykańskie interesy państwowe są w zasadzie dokładnie takie same jak interesy państwa polskiego.

Nasza reakcja na tego rodzaju argumentację sprowadzałaby się zapewne do znaczącego pukania się w głowę i kwestionowania zdrowia psychicznego autora. Jednak z pewnością nie uznalibyśmy tego dzieła za antypolskie, jako że przypisywanie naszej grupie etnicznej niczym niepotwierdzonych wpływów mijałoby się z prawdą, ale byłoby w pewnym sensie pochlebne.

Dwaj naukowcy amerykańscy – John Mearsheimer i Stephen Walt – właśnie wydali książkę, w której próbują między innymi udowodnić, że małej grupie żydowskich przeważnie intelektualistów i członków rządu udało się wciągnąć Amerykę w wojnę w Iraku, ponieważ los Izraela leży im co najmniej tak samo na sercu, jak los ich ojczyzny.

Twierdzą, że sprawna siatka lobbystów Izraela, neokonserwatywnych intelektualistów, a także chrześcijańskich fundamentalistów zdołała na tyle silnie wpłynąć na politykę zagraniczną Waszyngtonu, że narodowe interesy Ameryki stały się dla niej drugorzędne oraz że niektóre decyzje polityczne, podejmowane na korzyść Izraela zagrażają bezpieczeństwu narodowemu Stanów Zjednoczonych. Ich zasadnicza teza brzmi tak: izraelskiemu lobby udało się “odwieść politykę zagraniczną od tego, co dyktowałby wzgląd na interesy narodowe i jednocześnie przekonać wielu Amerykanów, że interesy amerykańskie i interesy innego państwa – w tym przypadku Izraela – są w zasadzie identyczne”.

Nie jest to teza nowa, bo od czasu do czasu pojawiają się tego rodzaju głosy, zwykle w ramach przeróżnych teorii spiskowych. Tym razem jednak chodzi o poważanych politologów, a zatem trudno jest ich książkę zbyć wzuszeniem ramion. Jak zatem powitane zostało to dzieło? Już w ubiegłym roku, gdy naukowcy opisali swoje argumenty na łamach “London Review of Books”, wybuchło oburzenie. Przedstawiciele żydowskich ugrupowań w USA określili naukowców mianem antysemitów, a zaproszenia na wykłady dla obu profesorów odwoływane są niemal seryjnie – odwołano spotkania ze studentami w New Jork University i w chicagowskiej Council of Global Affairs. Chodzi oczywiście o to, iż nagle na zapraszających padł blady strach, że zostaną skojarzeni z antyizraelskimi tezami, co w USA jest prawie jednoznaczne z polityczną śmiercią.

Oczywiście autorzy książki próbują sugerować, gdzie się tylko da, iż ich książka nie jest wystąpieniem ani przeciw Żydom, ani też przeciwko Izraelowi, lecz wyłącznie naukową analizą tego, co się obecnie dzieje w amerykańskiej polityce. Ich racje są systematycznie ignorowane, a w niektórych kręgach wyśmiewane, choć bez żadnego sensownego uzasadnienia.

Stanowisko tych, którzy obu profesorów uważają za antysemitów, jest zgoła idiotyczne. Jeśli głoszone przez nich tezy są nieprawdziwe, w przypisywaniu środowisku żydowskiemu zakulisowej mocy na szczeblu federalnym nie ma z pewnością niczego obraźliwego. Jeśli natomiast mają rację, to trudno zrozumieć, w jaki sposób autorzy obrażają kogokolwiek przez publikację dobrze udokumentowanych faktów. Tak czy inaczej, książka jest przynajmniej w miarę racjonalnym wstępem do dalszej dyskusji, a nie złośliwą zaczepką.

Paradoksalne jest to, że do wykładów obu profesorów nie dopuszczają skutecznie właśnie ci, którzy zapewniają, iż na nic w USA nie mają żadnego wpływu. Gdy jednak dochodzi do dyskusji na ich temat, nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do tego, iż uważają się za nietykalnych, czyli że najlepszym uzasadnieniem tez Mearsheimera i Walta jest reakcja, z jaką ich dzieło się spotkało. A doskonale obrazuje to również tzw. “odpór”, jaki naukowcom dał Abraham Foxman, który spłodził rzecz pt. “Najbardziej śmiertelne grzechy: lobby izraelskie i mit o żydowskiej kontroli”. W przedmowie do tego tekstu były sekretarz stanu USA George Schltz pisze: “To jest tylko i wyłącznie teoria spiskowa. Naukowcy wielkich uniwersytetów powinni się wstydzić rozpowszechniać coś takiego”.
Pewnie, znacznie wygodniej by było, gdyby zajęli się potakiwaniem.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*