Nieodwracalne szkody

Ameryka od środka

Rick Santorum wycofał się wprawdzie z dalszej walki o republikańską nominację na prezydenta, ale zanim to zrobił, zdążył wyrządzić wiele szkód, szczególnie jeśli chodzi o polityka, który – jak wszystko na to wskazuje – zmierzy się z prezydentem Obamą w ostatecznej, jesiennej rozgrywce. Zdaniem większości analityków, Santorum nigdy nie miał większych szans na zwycięstwo, ponieważ reprezentuje skrajnie prawicowe skrzydło swojej partii. Mimo to, przez wiele miesięcy zachowywał się tak, jakby był “jedynym prawdziwym” konserwatystą, i w tej roli ostro atakował Mitta Romney’a.

 

W czasie niezliczonych wystąpień były senator z Pensylwanii nazywał Romne “fałszywym prawicowcem” i “najsłabszym republikańskim kandydatem na prezydenta w historii”. Prorokował też, że Romney nie będzie miał żadnych szans w starciu z Obamą. Swoimi wypowiedziami zyskał sobie sporą popularność wśród tzw. “bazy” republikańskiej, dla której Romney to skryty liberał, którego poglądy polityczne niewiele się różnią od Obamy. Problem w tym, że owa baza to zdecydowana mniejszość ogółu wyborców, a zatem wyłącznie jej poparcie nigdy nie może być kluczem do zwycięstwa.

 

Przedłużająca się obecność Santoruma w prawyborczym sezonie zmusiła pozostałych kandydatów do ostrego zwrotu w prawo. Rick wygłaszał szokujące często treści, szczególnie dotyczące kobiet oraz tzw. “problemów społecznych”. Z jego inicjatywy w USA wznowiono dyskusję o tym, czy stosowanie środków antykoncepcyjnych jest “moralnie naganne”, mimo że temat ten pozostawał kompletnie nieobecny w amerykańskiej polityce przez ostatnie półwiecze. Ponadto Santorum wzbudził konsternację z chwilą, gdy oświadczył, iż Obama jest snobem, dlatego że promuje wyższe studia dla amerykańskiej młodzieży i że kobiety są “zbyt emocjonalne”, by mogły służyć w wojsku.

 

Przez wiele miesięcy Santorum definiował dyskusję republikańskich kandydatów na prezydenta, przeciągając całą stawkę w kierunku skrajnie prawicowego światopoglądu, który dla większości elektoratu jest po prostu bez znaczenia. I tak zamiast rozmawiać z wyborcami o ich realnych problemach związanych przede wszystkim z amerykańską gospodarką, dyskutowano o pseudo-problemach. A wynik tego wszystkiego jest dla Romneya fatalny.

 

Ponieważ były gubernator stanu Massachusetts musiał reagować w taki czy inny sposób na przedłużającą się kandydaturę Santoruma, sam wdał się w wypowiedzi, które w żaden sposób nie były dla niego korzystne. I dziś jest tak, że przegrywa on z kretesem z Obamą w dwóch niezwykle ważnych częściach elektoratu: kobiety i Latynosi. Oczywiście do wyborów jest jeszcze dość daleko, a zatem sytuacja może się zmienić, jednak kandydatura Santoruma umieściła Romneya w niezbyt dobrej pozycji startowej.

 

Na głosy wyborców murzyńskich nie może w żaden sposób liczyć, bo wszystko wskazuje na to, iż 90% tego elektoratu poprze Obamę. Przewaga prezydenta wśród kobiet sięga prawie 20%, co jest wynikiem szokującym. Natomiast Latynosi odwrócili się od Romneya już dawno, głównie w wyniku jego mocno poplątanych i kontrowersyjnych poglądów na kwestię nielegalnych imigrantów.

 

Kampania Mitta robi co może, by wszystkie te deficyty jakoś zredukować. Jednak niewiele może. Gdyby Santoruma w tej ostrej czasami rozgrywce nigdy nie było, Romney byłby dziś w znacznie korzystniejszej dla siebie sytuacji. I znamienne jest to, że Rick Santorum nadal oficjalnie nie poparł swojego byłego konkurenta. Być może nadal myśli, że to jednak on powinien był wygrać.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*