Nazywam się Soroko

Napisać tekst o samym sobie? Spotykam się z Państwem na łamach Dziennika Związkowego od dobrych kilku miesięcy, najwyższa pora, by się Wam trochę przedstawić. Będzie to krótki oddech przed gorącym majem, gdy NATO sparaliżuje miasto. Poznajmy się zatem trochę bliżej, zwłaszcza że Dziennik Związkowy towarzyszył mi od pierwszych chwil spędzonych na emigracji, felietony Andrzeja Heyduka czytam od zawsze, a pan Wojciech Borkowski nie raz burzył we mnie krew, by skreślić kilka polemicznych słów. Mam teraz ku temu okazję. Pamiętam półmetrowe zaspy śniegu, grudzień 1995 roku, gdy pierwszy raz wylądowałem w Chicago. Byłem na piątym roku filozofii, zadzwonili rodzice z Chicago i trzeba było przylecieć po zieloną kartę. Moja mama wyleciała z Polski jeszcze w stanie wojennym i załapała się na amnestię, jaką mylnie przypisuje się Reaganowi. On ją wprawdzie podpisał, ale to administracja Cartera rozpoczęła cały proces. Air India, Poznań – Londyn – Chicago – Londyn – Poznań, tę trasę ćwiczyłem wielokrotnie przez następne kilkanaście lat, dodając do niej wkrótce moją ukochaną Norwegię.

 

Mama i Tata namawiali mnie na Stany Zjednoczone od lat, ale ja twardo nie chciałem tutaj mieszkać. Wciągnał mnie sklep muzyczny Fripp, jaki wtedy przenosiliśmy na Stary Rynek do Muzeum Instrumentów Muzycznych, no i Radio Obywatelskie (gadające radio, które otworzył w Poznaniu członek rodziny Gamble – tej od Procter&Gamble, który zamiast nudnych posiedzień w zarządach korporacji wolał zostać pastorem od alkoholików, pokochał Polskę a w Poznaniu otworzył radio i firmę medialną Media Rodzina, która posiada np. prawa do wszystkich przygód Harry’ego Pottera. Tylko od czasu do czasu zjawiał się sztywny pan z centrali, kontrolujący, czy dziwny pastor nie wydaje za dużo rodzinnych pieniędzy na swoje polskie fanaberie. Niemniej to wtedy, gdy po raz pierwszy wracałem z USA do Polski, zatrzymując się w Amsterdamie oraz w Oslo, nawiązałem pierwsze bezpośrednie kontakty z wytwórniami płytowymi i staliśmy się przedstawicielem tak dziwnie brzmiących, a tak piękną muzykę wydających małych, rodzinnych muzycznych biznesów, jak Kirkelig Kultursverksted (www.kkv.no). Na Youtubce jest sporo Kari Bremnes – znajdźcie, a poznacie największą norweską artystkę, której miałem również okazję robić koncert w Warszawie. Był to rok 2000 i wtedy przekonałem się, że małe poznańskie wydawnictwo Multikulti może z powodzeniem zorganizować w Warszawie koncert Kari Bremnes i dyrygować wszystkim zdalnie przez internet, będąc jednocześnie na wakacjach na Hawajach, gdzie zaprosili mnie moi kochani rodzice. Tak, to był fascynujący okres przeplatany przylotami do Nowego Jorku, Chicago, wyjazdami do Norwegii czy udziałem w słynnych targach muzycznych MIDEM w Cannes, gdzie znalazłem się z dyrektorem Muzeum Instrumentów Muzycznych, który zasiadał w komisji wręczającej nagrodę Krzysztofowi Pendereckiemu.

 

W tym czasie poznałem niesamowitych muzyków w Londynie, www.tigerlillies.com, zafascynowany prostymi kompozycjami, głosem ala il castrato Farinelli, groteską, czarnym humorem, teatrem, bajkami dr. Heindricha Hoffmana z połowy XIX wieku, które wystawiali na kilku scenach świata. Spotykaliśmy się zatem w Berlinie, Nowym Jorku, a przede wszystkim w rodzinnym Londynie i w Chicago, gdzie przez dwa miesiące, dzień w dzień, bez dnia przerwy, wystawiali sztukę Shockheaded Peter. Kupiliśmy wtedy licencje na dwie płyty i zaprosiliśmy The Tiger Lillies na Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta 2001, który odbywa się latem w Poznaniu oczywiście.

 

Moi rodzice ostatecznie zwinęli amerykańskie żagle i w 2000 wrócili na stałe do Polski, więc ich zaprosiłem na premierę. Cóż, przeżyli szok, zamilkli na kilka dni. Zespół bywał potem kilkakrotnie jeszcze zarówno w Chicago, jak i w Polsce. Piosenki Tiger Lillies wylądowały w repertuarze Maćka Maleńczuka. Przygoda z Tiger Lillies trwa do dziś i pewnie, jak tylko będzie taka możliwość, zaprosimy ich do naszej szikagowskiej siedziby Multikulti.

 

Wtedy po raz pierwszy kręciłem film dokumentalny, śledząc muzyków z kamerą. Nadarzyła się okazja, bo Bartek robił wtedy dyplom i potrzebował tematu, więc się zgadaliśmy i powstał z tego film, który kilka lat temu pokazała TV Kultura. No, ale wtedy, gdy Bartek zjawił się z kamerą, dźwiękowcem i z poważną miną zapytał – szefie, to jak kręcimy – byłem zielony i trzeba było improwizować. Już w 1996 roku, podczas mojego drugiego, krótkiego pobytu w USA, ściągnąłem Patrycję Barber. Lecieliśmy wszyscy razem, ja jako menadżer na Poznań Jazz Fair – mieliśmy nosa, bo za chwilę P. B. stała się światowej klasy artystką, zdobywając od tego czasu czołowki notowań DownBeatu.

 

Ten przełom wieków był niesamowity – ściągnęliśmy do Polski kultową wytwórnię kultowego muzyka nowojorskiej sceny awangardowej Johna Zorna i jego wytwórnię – fundację Tzadik, zaczęliśmy wydawać płyty, organizować koncerty. Wszystkie szikagowskie wytwórnie płytowe od Premonition (P. B, Fred Anderson) po historię bluesa i jazzu, jaką nieprzerwanie od już prawie 60 lat wydaje Bob Koester z Delmark Records, po Atavistic, Okkę wylądowały w katalogu dystrybucyjnym Multikulti z Poznania. Jedynie Thrill Jockey Records (Tortoise) z okolic Pilsen oparła się mojemu urokowi i współpracowała z konkurencją (niejaki Szwałek), ale i on był z Poznania, tyle dobrego.

 

Myślę też, że nieprzypadkowo festiwal Made in Chicago, który promuje chicagowski jazz ma miejsce w Poznaniu. Polecam te informacje szczególnie konsulowi, by następnym razem nie kompromitował się, jak przy występie Wacka Zimpla na Umbrella Festiwal rok temu (Wacek właśnie występuje w Polsce z kolejnym szikagowskim mistrzem perkusji Michaelem Zerangiem) nie ma mocniejszych więzi muzycznych, jak te zaczerpnięte pomiędzy Poznaniem i Chicago (Ken Vandermark, Tim Daisy, Vincent Davis, Kahil El Zabar,…, Kogo się nie spytacie, grał w Polsce i traktuje nasz kraj niezwykle serdecznie, a zwłaszcza poznańską publiczność, Frippa, Multikulti, Mały Dom Kultury, Dragon Klub).

 

Wpadłem na kolejny szatański pomysł, wypromowania muzyki świata z przecudownej wytwórni, którą wszystkim gorąco polecam, www.putumayo.com. Dla tak małej firmy jak nasza wejście w potężną sieć EMPIK było krokiem milowym odczuliśmy to szybko w rosnących obrotach. Zrobiliśmy wtedy ogólnopolską akcję promocyjną inwestując spore środki. EMPIK zamawiał ogromne ilości, lecz szybko okazało się, że nie wywiązuje się z płatności. Szantażowali nas ucięciem zamówień, doprowadzając ostatecznie na skraj bankructwa, a mnie osobiście do decyzji o wylocie na dłużej do Stanów i uregulowania w końcu obywatelstwa, bo ile można było latać w tę i z powrotem. Nastąpił finansowy kolaps i zdecydowałem się na radykalny ruch.

 

Przyleciałem pod koniec lata 2001, jeszcze stały wieże WTC. Zacząłem pracę w Zrzeszeniu Amerykańsko-Polskim w dziale imigracyjnym, którym do teraz kieruje Grażyna Zajączkowska. Przez 10 lat prowadziłem kursy na obywatelstwo oraz kursy języka angielskiego. Na łamach MaxWeeka przez dwa lata prowadziłem Szkołę Na Obywatelstwo. Zacząłem pisać w magazynie PLUS, świetnym, z klasą, dwujęzycznym, eleganckim. Pamiętam Zrzeszenie jeszcze z 1998 roku, gdy Learning Center prowadziła Joanna Borowiec. Mocno skonfliktowana z executive director Karen Popowski odeszła, by wrócić na stanowisko głównej szefowej, gdy KP przeszła na emeryturę, lecz długo firmą nie pokierowała. Nastąpił okres bezkrólewia, wtedy bezpardonowo podziękowano i mnie za wspólpracę, a stanowisko dyrektora objął amerykański ortodoksyjny Żyd, Gary Kezner, pierwszy szef nie polskiego pochodzenia.

 

I wtedy założyliśmy własną organizację. Zimą 2010 z Piotrkiem Michalakiem (ex 1030AM) wynajęliśmy górne piętro biurowca, który stoi zaraz obok Muzeum Polskiego przy ulicy Milwaukee. Teraz jest to siedziba kilku organizacji, w których zarządach zasiadam, Chicago Community Darkroom, Unity For A Change, jestem też prezydentem Multikulti, NFP. Nasz art kolektyw, tzw. community center, działa już dwa lata. Wspomnę tylko, wyskakując na koniec z osobistych wspomnień, że właśnie zamieniamy nasze piętro na centrum prasowe. Zbliżający się za 2 tygodnie szczyt NATO obsługiwać będzie z naszej siedziby kilkadziesiąt niezależnych dziennikarzy z całych Stanów Zjednoczonych, gościć będziemy także Amy Goodman z DemocracyNow.org.

 

Jan Wiktor Soroko



Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*