Moje, Twoje, Nasze

Okiem felietonisty


Równowaga między tymi trzema pojęciami jest fundamentem każdego systemu politycznego. To co jest “moje” jest bardzo ważne, ale powinno się również szanować to – co jest “twoje”, a wszyscy, wspólnie, musimy dbać o to – co jest “nasze”. Ta równowaga musi być zachowana.

Narzucany w PRL-u odgórny “porządek”, który się sprowadzał do pilnowania i wytwarzania tego, co jest “nasze”, wystarczył tylko na czasy tuż po wielkiej katastrofie jaką była II wojna światowa. Po kilkunastu latach ogromnych wyrzeczeń i tytanicznego wysiłku całego narodu ten rodzaj motywacji przestał być dostateczną siłą scalającą naród i pojawiły się oczywiste żądania, aby to co “moje”, było istotną częścią tego, co jest “nasze”. Towarzysze reżimowi z ówczesnego pseudokomunistycznego reżimu PRL-owskiego nie mieli głowy do takich regulacji. Oni byli motywowani własnymi przywilejami i przywiązani powrozem ideowym z reżimem sowieckim. Nikt nie potrafił uruchomić mechanizmu motywacyjnego związanego z posiadaniem własności, czyli dbania o “moje”, ani z szanowaniem własności innych ludzi, czyli tego co “twoje”.

 

W końcu to co było “nasze”, przestało być wystarczającą motywacją do wysiłku w krajach RWPG.

 

Kalekie próby ratowania tamtego systemu ostatecznie skończyły się w roku 1989, kiedy rozpoczęła się seria “pomarańczowych rewolucji”, próbujących wymusić demokrację w krajach wyzwolonych z sowieckiego reżimu.

 

Po dwudziestu latach eksperymentów większość tych krajów jest ciągle na początku tej drogi do demokracji. Okazało się, że PRL demoralizował nie tylko elity partyjne, ale w takim samym stopniu zdeprawował elity pozostające w opozycji. Kolejne wybory wyłaniały liderów pozbawionych charakteru i elementarnej moralności. Przez ostatnie dwadzieścia lat poznaliśmy wielu liderów, nadających się raczej do galerii osobliwości, a nie do reprezentowania narodu w tak trudnych latach pazernego globalizmu. Krótkowzroczność niektórych polskich polityków była i jest zadziwiająca.

 

W obecnej Polsce, to co za czasów PRL-u było “nasze”, czyli majątek narodowy przeszedł na własność bardzo wąskiej grupy obcych grup kapitałowych.

 

Naród, który uwierzył w to, że był twórcą i motorem zmian w roku 1989 został tylko obserwatorem, “kibicem”, tej kapitałowej transformacji. Naród został zwolniony z dbania o to – co jest “nasze”, bo to przestało być polskie, czyli “nasze”, a nawet nazwę zmieniało na obco brzmiącą. Polacy zaczęli dbać o to – co jest “moje” i na tym polu transformacja przyniosła rzeczywiste zmiany. Do szanowania tego – co jest “twoje”, trzeba dorosnąć i na to musimy jeszcze poczekać.

 

Kolejna fala kryzysu ekonomicznego, która dotkliwie dotknęła Polskę, szczególnie ostro uświadamia Polakom ten stan poniżenia, który spowodowany jest brakiem kontroli nad kapitałem i biznesami operującymi na terenie Rzeczpospolitej. Z Polski uciekają fabryki, do krajów skąd te fabryki przybyły. Polski rząd może być tylko obserwatorem tej migracji. Globalizm okazał się cynicznym graczem systemu, który sam stworzył na obszarach dawnego RWPG.

 

Niewielki procent ludzi z tych krajów może być zadowolony z tego co ma, czyli z tego co “moje”, ale większość odczuwa ogromną pustkę z utracenia tego, co “nasze” wspólne, narodowe.

 

A w każdym kraju wspólne, narodowe, bywają radości i smutki, zwycięstwa i klęski, mitologia i kultura. Zabieranie narodowi tego, co wspólne, “nasze”, jest śmiertelnym grzechem globalistów.

 

Komuniści zabierali narodowi to – co “moje”, globaliści to – co “nasze”.

 

Jeżeli taka jest różnica między tymi dwoma totalitarnymi systemami, to czekają nas duże zmiany w nie tak odległej przyszłości.

28 lutego 2013

www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*