Młodzi imigranci kontra USA

Młodzi imigranci kontra USA

Ograniczenia natury prawnej, humanitarnej i politycznej utrudniają administracji prezydenta Baracka Obamy rozwiązywanie kryzysu spowodowanego napływem dzieci z Ameryki Środkowej. Przepisy uchwalone jeszcze za czasów prezydentury George’a Busha dotyczące zwalczania przemytu ludzi do celów kryminalnych, głównie prostytucji i niewolniczej pracy, uniemożliwiają odsyłanie dzieci do ich rodzinnych krajów bez przesłuchania. Natomiast dzieci z Meksyku i Kanady mogą być deportowane bez większych problemów prawnych.

fot.Roberto Escobar/EPA

fot.Roberto Escobar/EPA

Administracja Obamy domaga się, aby przepisy dotyczące odsyłania dzieci z Ameryki Środkowej były bardziej elastyczne. Ale nawet gdyby Kongres się na to zgodził, co wydaje się mało prawdopodobne ze względu na konflikt dzielący obie partie, to pozostają złożone problemy humanitarne i logistyczne.

Rząd znacznie przyśpieszył rozpatrywanie spraw osób dorosłych zatrzymanych na granicy. Powstało też więcej ośrodków zatrzymań. Ale największe problemy są związane z nielegalnymi młodymi imigrantami, których tylko w maju bieżącego roku zatrzymano blisko 10 tysięcy. Wszystkie osoby, bez względu na wiek, muszą być poddane przesłuchaniom deportacyjnym, jeżeli zatrzymano je, gdy nielegalnie przekraczały granicę. Władze imigracyjne szukają sposobów na przyśpieszenie i uproszczenie tego przepisu, szczególnie w odniesieniu do dzieci.

Dziennikarze pytali sekretarza bezpieczeństwa Jeha Johnsona, czy dzieci z Ameryki Środkowej szybko wrócą do swoich krajów. Odpowiedział, że podejmowane są już kroki w tej sprawie. Administracja Obamy jest krytykowana, że działa zbyt wolno i zbyt ostrożnie w obliczu kryzysu wywołanego napływem w tym roku ponad 60 tysięcy dzieci bez opieki, zatrzymanych na granicy z Meksykiem.

Większość z nich pochodzi z Gwatemali, Hondurasu i Salwadoru, gdzie bieda i przemoc ze strony gangów skłaniają rodziców do wysyłania dzieci w długą i niebezpieczną podróż do USA.

Liczba nieletnich przekracza możliwości agencji federalnych. Gdy do południowej Kalifornii odesłano samolotem z Teksasu grupę nielegalnych imigrantów, głównie matek z dziećmi, dla których brakowało miejsca w schroniskach w Teksasie, doprowadziło to do gniewnej konfrontacji z mieszkańcami miejscowości Murriega, dokąd z lotniska autobusami przywieziono emigrantów. Tamtejsi mieszkańcy narzekali, że wymaga się od nich zbyt dużo, a gubernator Teksasu Rick Perry powiedział, że w odniesieniu do imigrantów zawiodła dyplomacja i zawiodło przywództwo USA, które nie dostrzegło zwiększającej się dramatycznie od kilku lat fali młodych nielegalnych imigrantów.

Przepisy uchwalone za czasów prezydentury George’a Busha wymagają, aby dzieci bez opieki były przekazywane do Departamentu Zdrowia i Opieki Humanitarnej, który ma je otoczyć pieczą i zapewnić im lokum. Co więcej, przed odesłaniem do ojczystych krajów młodzi imigranci muszą zostać przesłuchani. Gdyby te przepisy uchylono, to z pewnością postępowanie wobec zatrzymanych byłoby szybsze.

Obecnie praktyką jest, że dzieci z Ameryki Środkowej są oddawane w ręce krewnych przebywających już w Stanach Zjednoczonych. Matki z dziećmi są wypuszczane na wolność, z dokumentem, że mają się stawić później do sądu imigracyjnego. Tylko 20 proc. z nich wywiązuje się z tego obowiązku. Wypuszczanie na wolność pojedynczych imigrantów czy matek z dziećmi oznacza w praktyce, że pozostaną w USA.

Wojciech Minicz

Categories: Felietony, Minicz

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*