Marco Rubio – pierwsza ofiara reformy, której nie ma

Jeszcze przed rokiem senator Marco Rubio z Florydy był wielki ulubieńcem tzw. „ruchu herbacianego”. Ba, działacze tego ruchu uważali go za potencjalnie najlepszego kandydata republikańskiego na prezydenta w wyborach 2016 roku. Młody, konserwatywny i w dodatku Latynos – wymarzona postać dla partii, która w kręgach latynoskich od paru lat mocno „dołuje”.

Marco Rubio, senator z Florydy, syn kubańskich imigrantów fot. Gage Skidmore

Marco Rubio, senator z Florydy, syn kubańskich imigrantów fot. Gage Skidmore

Jednak to było przed rokiem. Niedawno pod Kapitolem w Waszyngtonie odbył się wiec „herbaciarzy”, w czasie którego pod adresem Rubio rzucano kwiecistymi bukietami wyzwisk typu „zdrajca, „kłamca”, „tchórz”, itd. Na mównicę wychodzili od czasu do czasu co bardziej stuknięci członkowie Kongresu, na czele z Michele Bachmann, która na szczęście dla Ameryki przechodzi na w niczym niezasłużoną emeryturę. Tak, to ta sama Bachmann, która w swoim czasie wyraziła pogląd, iż nie ma żadnych dowodów na to, że dwutlenek węgla jest szkodliwym dla człowieka gazem i która przypisała nestorom amerykańskiego państwa (Franklin, Jefferson, etc.) „walkę z niewolnictwem”. Pani Bachmann nie zostawiła na byłym „gieroju” z Florydy suchej nitki, sugerując, że jego polityczna kariera zmierza dokładnie tam gdzie jej – do nikąd.

Skąd ta dramatyczna zmiana w szeregach dawnych herbacianych wielbicieli Rubio? Czyżby jakiś skandal na tle seksualnym? A może okazało się, iż Marco jest nielegalnym imigrantem urodzonym w Belize i ma troje nieślubnych dzieci rozsianych po całych Karaibach?

Nic podobnego. Z pozycji czysto moralnych nie można się do senatora przyczepić, przynajmniej na razie. Jego upadek w oczach byłych fanów wynika z tego, że Rubio popiera – o zgrozo – proponowaną w Waszyngtonie reformę imigracyjną, na mocy której miliony nielegalnych mieszkańców USA mają dostać szansę legalizacji pobytu i uzyskania w dalekiej przyszłości obywatelstwa (nie mówiąc już o tym, że na mocy tej samej ustawy Polacy być może wreszcie będą mogli przyjeżdżać do USA bez wiz).

Dla herbaciarzy ustawa ta jest wstępem do totalnej apokalipsy, zapewne dlatego, że w ten sposób przybędzie kilka milinów nowych wyborców, którzy zwykle na ludzi takich jak Rubio i Bachmann nie głosują. Szermuje się argumentami, że legalizacja pobytu aż tylu ludzi będzie bardzo kosztowna i niczego nie zmieni jeśli chodzi o dalszy masowy napływ „nielegalnych” przez południową granicę. Do pewnego stopnia jest to zapewne prawda, ale jeszcze bardziej oczywistą prawdą jest to, że sprzeciw wobec kompromisowej ustawy, wynegocjowanej w trakcie wielomiesięcznych negocjacji w Kongresie, ma podłoże czysto polityczne. Herbaciarze nie tylko nie chcą dodatkowych „lewaków” w roli wyborców, ale nie znoszą też myśli o tym, że w Waszyngtonie coś może zostać zatwierdzone ma mocy dwupartyjnego poparcia. A już zupełnie nie do przyjęcia jest myśl o tym, że zatwierdzenie tej ustawy mogłoby zostać zapisane w bilansie administracji Obamy w kolumnie „Sukcesy”.

Dalsze losy reform prawa imigracyjnego pozostają dość niepewne. Pierwsze ofiary tego cyrku już jednak są. Marco Rubio jest jedną z nich.

Andrzej Heyduk

Categories: Ameryka, Felietony

Comments

  1. PGR Jackowo
    PGR Jackowo 22 czerwca, 2013, 14:55

    Racja, totalny cyrk. Republikanie, a szczególnie wory herbaciane stracili kontakt z rzeczywistością i uporczywie niszczą ten kraj. Szkoda, że taki jeden Rzepkowski tego nie dostrzega…

    Reply this comment
  2. guziec
    guziec 14 lipca, 2013, 02:54

    To pan ma jakieś dowody na to że dwutlenek węgla jest szkodliwy dla człowieka? Proszę je natychmiast opublikować, Coca-Cola, Pepsi i wszystkie browary muszą mieć miliony ludzi na sumieniu, rozpuszczając tą truciznę w swoich produktach.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*