Ludowa Republika Alaski – Ameryka od środka

Zanim na scenie politycznej pojawiła się Sarah Palin, o Alasce mówiło się w USA bardzo niewiele. Gdzieś tam daleko, w klimacie odpychająco zimnym, znajduje się od połowy ubiegłego stulecia 49. stan Unii, który jest na tyle „oddzielny”, że UPS i Fedex mają dla niego specjalne taryfy. Gdy jednak stan ten stał się nagle ważny w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej, reszta kraju zaczęła zauważać specyfikę Alaski.

Gubernator Palin jeszcze do niedawna cieszyła się w swoim stanie rekordową popularnością. Nie jest to specjalnie dziwne – cała gospodarka tego stanu zależy w znacznej mierze od światowych cen ropy naftowej, a rekordowy poziom tych cen w pierwszej połowie bieżącego roku zalał stanowy budżet gotówką. Nie wszyscy zapewne wiedzą, że gotówka ta jest raz w roku rozdawana mieszkańcom stanu w postaci czeku prosto od pani gubernator. W tych warunkach trudno nie cieszyć się popularnością wśród wyborców. Mieszkańcy Alaski nie tylko dostają od swojego rządu pieniądze, ale nie płacą praktycznie żadnych podatków stanowych.

Niestety bonanza ta właśnie się skończyła. Ekonomiści twierdzą, iż Alaska może zachować swoją niezłą kondycję finansową pod warunkiem, że ropa naftowa kosztować będzie przynajmniej 74 dolary za baryłkę. Jednak na razie ceny oscylują wokół poziomu 60 dolarów, co dla pani Palin jest fatalną wiadomością. Po wyborczych zmaganiach przyjdzie jej stawić czoła poważnym problemom, których nigdy przedtem nie musiała rozwiązywać.

Wszystko to składa się na dziwny paradoks. Sarah Palin pod koniec kampanii wyborczej zaczęła nazywać Baracka Obamę socjalistą, a nawet marksistą. Mówiono też często o jego zamiarze „redystrybucji” dochodów, co kojarzono z niemal komunistycznym, wymuszonym egalitaryzmem. Tymczasem Palin jest „szefową” najbardziej socjalistycznego ze wszystkich stanów USA, bo rozdaje pieniądze na prawo i na lewo. Tyle, że z socjalizmu tego przyjdzie się jej dość szybko wycofać, gdyż finansowy raj przestał istnieć.

Alaska jest krainą dziwną również z innego powodu. Senator Ted Stevens został skazany za przekupstwo i składanie fałszywych zeznań, ale prosto z sali sądowej pojechał do domu i wziął udział w wyborach, deklarując przedtem publicznie, że jego wina nie została w sądzie potwierdzona. Wynik wyborów nie jest jeszcze znany, ale Stevens nadal ma szanse na sukces. Natomiast w walce o miejsce w Izbie Reprezentantów wygrał ponownie Don Young, który wydał ponad milion dolarów na prawników, którzy walczą w jego imieniu z zarzutami o korupcję. Jest on ponadto związany ze skazanym wcześniej lobbystą Jackiem Abramoffem. Wszystko to zdaje się nie przeszkadzać wyborcom na Alasce, którzy mogą do Waszyngtonu wysłać dwóch przestępców.

Sarah Palin usiłowała przedstawić się Ameryce jako „przyziemna kobieta”, stojąca na czele bardzo ważnego dla kraju stanu, przywiązanego do tradycyjnych wartości moralnych. Wszystko to jednak stało się niewypałem, w miarę jak pani gubernator zaczęła zdradzać zdumiewającą ignorancję i przywiązanie do kosztownej garderoby. W kręgach republikańskich nadal panuje przekonanie, iż Palin wróci do waszyngtońskiej polityki, np. w ramach kampanii wyborczej w roku 2012. Jeśli tak się istotnie stanie, moim zdaniem jest to dobra wiadomość dla demokratów. Początkowy entuzjazm, jaki tu i ówdzie budziła nikomu wcześniej nie znana przywódczyni Alaski mocno przygasł, a jej nieustanna obecność w mediach zaczyna być coraz bardziej irytująca.

Palin niemal na pewno marzy o wielkiej karierze politycznej, o czym zresztą sama czasami wspomina. Jednak kluczem do tej kariery jest powrót na Alaskę i zajęcie się skutecznie czysto stanowymi problemami. Jednocześnie, w przerwach między uprawianiem socjalizmu redystrybucyjnego, powinna też czasami zajrzeć do atlasu geograficznego i zacząć czytać o tym, co się dzieje nie tylko na przedmieściach Anchorage, ale również na całym świecie.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*