Kucharze polityczni – Okiem felietonisty

Problemem trapiącym politycznych kibiców jest śledzenie losów politycznych kucharzy. Tak jak piłka nożna ma swoich wiernych kibiców, tak aktualna polityka prowadzona przez liderów partyjnych ma szerokie rzesze biernych i czynnych obserwatorów. Jednak nawet najbardziej wytrwali kibice politycznych rozgrywek gubią się w lawinie zdarzeń i nie potrafią wskazać, kto jest „trenerem” ideologicznym poszczególnych ugrupowań, kto sponsorem klubu, a kto właścicielem ligi?

Patrząc uważnie na rozgrywki drugiej ligi politycznej w Europie Wschodniej, po transformacji politycznej, wpadamy w kosmiczną czarną dziurę, która przypomina wirówkę nonsensów. Przyglądając się wytworom kulinarnym kucharzy z tego rejonu, dochodzimy do wniosku, że jedyną potrawą polityczną, jaką ci kucharze potrafią przygotowywać, jest polityczny bigos. Dobrze przygotowany bigos może być bardzo smacznym posiłkiem, ale ten bigos, którzy przygotowują politykierzy kochający własne występy telewizyjne i wywiady medialne, jest zupełnie niejadalny.

Dobrze nam znany koalicjant PiS, pan Roman Giertych z LPR, dzieli się własnymi przepisami kulinarnymi z dziennikiem „Polska”, w których zdradza zmiany upodobań kulinarnych po odejściu z rządu w roku 2007. Ten tekst opatrzony jest tytułem „Przeżyć wielkie tsunami”. W tym manifeście polityczno-kulinarnym pan Roman Giertych podaje nowy przepis na bigos, ale we własnym garnku gotuje nową, zapowiadaną przez niego przyszłą koalicję PiS-SLD.

Ten tekst poprzedza wstęp, skrót redakcyjny myśli wielkiego kucharza, cytuję: “PiS współpracuje z SLD, żeby osłabić Platformę, m.in. w sprawie mediów publicznych, i razem przejąć władzę. Ich sojusz cementują bliskie relacje prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Aleksandrem Kwaśniewskim – oskarża były wicepremier”–koniec wstępu.

Ten dobrze zapowiadający się kucharz epatuje czytelników pikantnymi przyprawami, cytuję: “Na naszych oczach powstaje brunatno-czerwona koalicja, która, jak zacznie rządzić, może doprowadzić Polskę do ekonomicznej katastrofy”.

Według Giertycha w brunatnych koszulkach grają zawodnicy PiS, a w czerwonych SLD, a porozumienie Napieralski-Kaczyński, to tylko kwestia czasu. Były wicepremier w rządzie koalicyjnym PiS z LPR-em, ostrzega nas dramatycznie: ”Tolerowanie siły ugrupowań radykalno-socjalistycznych jest absolutnym zagrożeniem dla demokracji i stabilności państwa. W tym kontekście w sposób oczywisty istnieje konieczność zniesienia finansowania partii politycznych i umożliwienia biznesowi wspierania ugrupowań politycznych”.

Tak to lider LPR-u domaga się umożliwienia w Polsce finansowania partii politycznych przez biznes. Ten rodzaj finansowania tworzy właśnie niereformowalną „demokrację korporacyjną”, ale kucharz udaje, że nie rozumie problemu? Kucharze polityczni nie należą do grupy subtelnych artystów. Trudno po 2 latach poznać wicepremiera Giertycha.

Z zażenowaniem obserwujemy powstanie nowych „przepisów” na koalicję polityczną w Polsce, ale z ogromnym smutkiem poznajemy wyniki sondażu przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Społecznej, z którego wynika, że 65 procent mieszkańców stolicy nie chce 1 sierpnia rozpamiętywać wydarzeń związanych z 65. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. Aż 38 procent badanych stwierdziło, że to jest święto ludzi starszego pokolenia. Czyżbyśmy tak chamieli pod wpływem medialnego kociokwiku, natłoku reklam i arogancji politycznych kabotynów?

Miron Białoszewski autor “Pamiętników z Powstania Warszawskiego” napisał trzydzieści parę lat temu „Chamowo”. Książka ta właśnie ukazuje się w Polsce. Tytuł koresponduje z sondażem dotyczącym odczuć quasi-Europejczyków ze współczesnej Warszawy. Jednak lekturę książek Białoszewskiego trzeba zacząć od “Pamiętników”. Bez Powstania Warszawskiego przypominalibyśmy europejskie owady, dzięki Powstańcom mamy szansę otrząsnąć się z kurzu małości, którymi chcą nas okryć nasi obecni “przyjaciele”.
29 lipca 2009
www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*