Komisje dzielą Polskę

Okiem felietonisty

Mamy już opinie kilku komisji próbujących opisać tragiczny wypadek lotniczy pod Smoleńskiem. Opisanie wypadku lotniczego, który nie był zamachem terrorystycznym, powinno się sprowadzać do problemów technicznych i regulaminowych oraz poziomu wyszkolenia załogi odpowiedzialnej za bezpieczeństwo przewożonych osób.

 

Żadna  z istniejących obecnie komisji nie potwierdziła medialnej sugestii wygłaszanej wcześniej przy różnych okazjach, że wypadek ten był wynikiem zamachu terrorystycznego. Żaden poważny polityk nie podpisał się pod takim stwierdzeniem. Sugerowano w sposób pokrętny, że mogły być takie powody, ale były to raczej rozważania sugerujące kierunek prowadzenia śledztwa, a nie przedstawianie dowodów w tej sprawie. Wyniki prac tych komisji podzieliły opinię publiczną na tyle mocno, że temat ten politycy będą kontynuowali w czasie całej  kampani wyborczej. To byłby poważny błąd, gdyby partie opozycyjne dały sobie narzucić ten temat, jako wiodący w kampanii wyborczej. Oglądając polską telewizję satelitarną odnoszę wrażenie, że Platforma Obywatelska bardzo by sobie życzyła, aby wypadek lotniczy pod Smoleńskiem pozostał jedynym tematem tej kampanii.

 

Nie potrzeba się wtedy tłumaczyć z niedotrzymanych obietnic wyborczych, z absurdalnego zadłużenia, z bezrobocia na bardzo wysokim poziomie, z bałaganu organizacyjnego, z braku poważnych inwestycji przemysłowych w Polsce, z wyprzedaży majątku narodowego, z masowej emigracji młodych Polaków, którzy muszą szukać pracy z daleka od rodzinnego domu.

 

Wystarczy wypełnić programy telewizyjne i radiowe ględzeniem polityków i rzucać im kość niezgody w postaci wyników zamieszczonych w raportach  istniejących komisji, by uniknąć poważnej rozmowy politycznej.

 

Szukanie tematów medialnych staje się specjalizacją niektórych polityków. Korzystając z okazji 67. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, minister Sikorski wygłasza na internetowym komunikatorze Twitter własną opinię na temat Powstania, nazywając je „narodową katastrofą”.

 

Opinia ministra Sikorskiego spotkała się ze zdecydowanym potępieniem byłych żołnierzy AK, jak również polityków koalicji rządzącej i PiS. Jak na ministra spraw zagranicznych „przystało”, jest to popis „dyplomacji” w stylu już dawno nie oglądanym. Minister zachowuje się jak słoń w sklepie z porcelaną. Jeden z internautów napisał: „panie ministrze Sikorski, przegraliśmy transformację ustrojową, a nie Powstanie Warszawskie”.

 

Po Powstaniu mieliśmy chociaż własne gruzy, a po transformacji prawie cały majątek narodowy jest własnością obcego kapitału.

 

Takie rozmowy toczą się na dwa miesiące przed wyborami.

 

W tygodniku WPROST redaktor Tomasz Lis  wyśmiewa teorie prawicowych tygodników na temat smoleńskiego zamachu: „Zamach jak najbardziej był. Zamach na zdrowy rozum i najbardziej elementarne poczucie dobrego smaku”.

 

Redaktor Lis znany jest z dobrego smaku i umiejętności dyskutowania, które przynosi mu kolejne intratne stanowiska w polskich mediach, wykupionych przez globalny kapitał.

 

A tematów poważnych jest w Polsce pod dostatkiem.

 

Wirtualna Polska cytuje informację PAP: “W zeszłym roku padł rekord przejść żołnierzy do cywila, w tym będzie podobnie. Jeśli tendencja się utrzyma, to może zagrozić profesjonalizacji armii” — informuje Rzeczpospolita.   W 2010  z wojska odeszło ok.6 tys żołnierzy. W tym roku wskaźnik rezygnacji pozostanie na tym samym poziomie. O ile przed rokiem przedstawiciele Ministerstwa Obrony bagatelizowali problem, tak w tym roku prowadzona jest szeroko zakrojona akcja, by żołnierzy w armii zatrzymać.

 

To jest problem poważniejszy od wypowiedzi „błyskotliwych” ministrów i medialnych celebrytów. Rezygnacja z poborów do wojska w Polsce nie była akcją przemyślaną, a raczej wymuszoną przez globalnych organizatorów „nowego bałaganu”, który oni nazywają „nowym ładem”.

 

Do wyborów w Polsce pozostało już niewiele czasu. Miasta wypełnią się kolorowymi zdjęciami polityków o rozmiarach ekranu kinowego i na tym zakończy się nasza edukacja polityczna, mająca nas przekonać o słuszności naszego wyboru. A dług publiczny i zewnętrzny rośnie co dnia, ku uciesze posiadaczy wirtualnego kapitału. Oni nie sieją, nie orzą, oni nas zadłużają.

 

3 sierpnia 2011

www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*