Kolejny rok na kredyt

Okiem felietonisty

Kończy się rok 2011. Przyzwyczajeni do nijakości przedłużającego się kryzysu ekonomicznego możemy uznać ten rok za kryzysowo stabilny.

 

To był kolejny rok przeżyty na kredyt przez Polskę i wiele innych państw, które mają swoich Balcerowiczów i rzesze noblistów w dziedzinie ekonomii.

 

Im więcej ekonomistów, tym trudniej normalnemu człowiekowi zrozumieć decyzje zupełnie wyalienowanych decydentów. Kolejne polskie rządy w okresie transformacji ustrojowej ochoczo zaciągały długi i nie pytały się obywateli o zgodę. Jednak wszelkie rekordy pobił rząd koalicji PO-PSL. W czasie rządów tej koalicji dług publiczny urósł do niebotycznych rozmiarów i dalej rośnie. Obsługa tego długu jest zabójcza i poniżająca niewinny naród. Wyborcy zabawiani medialnym show w wykonaniu Ruchu Palikota “usankcjonowali” we wrześniowych wyborach ten sposób zadłużania Polski, dając powtórne zwycięstwo Platformie. Medialnie, do kolejnego zwycięstwa bezbarwnej koalicji PO-PSL przyczynił się Ruch Palikota. Media komercyjne umożliwiły Palikotowi skuteczne “okadzanie” wyborców ekstrawaganckimi sloganami, które miały zwiastować odrodzenie. Jednak po wyborach, tak jak zawsze, przychodzi czas przebudzenia się polskiego chochoła.

 

Ze “złotego rogu”, w który zadął sugestywnie szef partii Janusz Palikot, posypały się “rewolucyjne” hasła i bezkompromisowe opinie. Młodzi ludzie uwierzyli, że trąbiono na pobudkę. Po wyborach ostał nam się ino sznur. Co z tym sznurem mają robić młodzi wyborcy?

 

Urzędnicy zapowiadają wzrost cen i podatków. Będzie to prawdziwa “paleta” urzędniczych propozycji. Podatki i ceny zawsze rosną po wyborach.

 

Ze wszystkich zapowiadanych podwyżek największy niepokój Polaków budzi zmiana cen leków. Brak rzeczowej informacji media wypełniają komentarzami medialnymi. Od 1 stycznia będą obowiązywały w Polsce nowe, wyższe ceny leków. Mają się zmniejszyć niektóre ceny leków refundowanych, ale z tej listy zniknie setki leków, między innymi te najbardziej potrzebne chorym na cukrzycę i astmę. Media informują o zniknięciu z tej listy 850 leków dotychczas refundowanych. Rząd jednak nie musi obawiać się przykrych dla siebie konsekwencji. Chorych, a więc słabych, mamy w Polsce kilkanaście procent. Młodzi ludzie udają, że ich choroby nie dotyczą, więc nie będą protestowali. W czasach, kiedy na niektóre zabiegi chirurgiczne czeka się w Polsce rok, podwyżka cen leków wywoła jednak klimat apatii, przypominający rok 1976. Wtedy powstał KOR, którego członkowie uważani są przez media za “ojców chrzestnych” obecnych prominentów. Ci, co dawniej walczyli, teraz historycznie “patronują” obecnemu zaciskaniu pasa. Zamiast tworzyć miejsca pracy, budować fabryki, rząd szuka oszczędności w skromnym budżecie ludzi walczących o przetrwanie.

 

Rok 2012 zapowiada się w Polsce bardzo ciekawie.

 

Niespodziewane, grudniowe nastroje rewolucyjne w Rosji na razie studzi nadchodząca zima, w Brukseli urzędnicy unijni szukają politycznej busoli, którą zgubili w czasie kryzysu, a zrzutka na fundusz stabilizacyjny UE rodzi się z bólem. W kontekście tych wydarzeń, komentatorzy zachodnich mediów wyrażają zaniepokojenie prawdopodbieństwem wystąpienia objawów kryzysowych w Chinach. Takich paradoksów to nie przewidział żaden wizjoner.

 

Kapitaliści obawiają się kryzysu w państwie komunistycznym? Do czego to doszło po kilkunastu latach beztroskiego panowania globalizmu ekonomicznego. Czy rok 2012 przyniesie rozwiązanie tego problemu?

 

W mediach głównego nurtu nawet nie próbuje się znaleźć odpowiedzi na to pytanie.

 

W internecie znalazłem scenariusz “rozwiązania” problemu. Zamieścił go internauta podpisujący się “yast”. Podpowiada on tytuły serialu medialnego. Tak to ma podobno wyglądać w mediach roku 2012:

 

1/ Banki zawiniły mniej.

 

2/ Najmniej zawiniły banki.

 

3/ Banki nie zawiniły.

 

4/ Zawinili wszyscy tylko nie banki.

 

5/ Banki domagają się ukarania winnych.

 

6/ Banki żądają odszkodowań.

 

Czy poznamy odcinki tego medialnego serialu? Miejmy nadzieję, że jednak znajdzie się rozsądne rozwiązanie. Samo życie jest o wiele ciekawsze od najbardziej dowcipnych przewidywań, więc czekajmy z optymizmem na nadchodzący rok 2012. Po zimie zawsze przychodzi wiosna. Do siego roku.

29 grudnia 2011

www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*