Jeszcze nie wygrywamy

Po nieudanych zamachach bombowych w Wielkiej Brytanii tu i ówdzie pojawiły się w amerykańskich mediach entuzjastyczne wywody, z których wynikało, że zdecydowanie wygrywamy wojnę z terrorem i że sukces ostateczny jest tuż, tuż. Między innymi w dzienniku “The Washington Post” ukazał się komentarz Ann Applebaum, w którym autorka przypisała nasze “sukcesy” otwartości i zwartości zachodnich społeczeństw.

Nie zaprzeczam, że siła zachodnich demokracji istotnie wynika do pewnego stopnia z wymienionych przez Applebaum cech. Niestety nie ma to jednak nic wspólnego z wydarzeniami w Wielkiej Brytanii, a porażka zamachowców była przede wszystkim niezwykle szczęśliwym dla Brytyjczyków zbiegiem okoliczności. Terroryści zwerbowani wśród lekarzy z Azji i Bliskiego Wschodu zapewne lepiej radzą sobie ze skalpelami niż z bombami. Skonstruowane przez nich ładunki wybuchowe nigdy nie eksplodowały, a staranowanie przez nich terminalu na lotnisku w Glasgow było raczej desperackim aktem “zrobienia czegokolwiek”, a nie groźnym zamachem terrorystycznym. W sumie cała ta akcja lekarzy-terrorystów była dość nieudolna, co nie zmniejsza ogólnego zagrożenia ze strony islamskiej ekstremy, ale też nie daje żadnych powodów do rozprawiania o zwycięstwie.

Terrorystów nie wytropiły brytyjskie służby specjalne i nic nie wskazuje na to, by atakowi można było zapobiec na podstawie posiadanych przez władze informacji. Całkowitym zaskoczeniem było również to, iż terroryści skrywali się w Wielkiej Brytanii w szpitalach, a nie w meczetach. W sumie zatem wszystko zakończyło się dobrze tylko dlatego, że bomby nie wybuchły i że pracownik londyńskiego pogotowia ratunkowego zauważył dym w samochodzie-zasadzce.
Nie ma też większego sensu przypisywanie tego “sukcesu” zachodniej otwartości i liberalnej demokracji. Londyn znany jest dziś między innymi z tego, że wszędzie są tam kamery telewizyjne, które podglądają nieustannie przechodniów. Sysem ten okazał się już kilka razy pożyteczny, szczególnie po ataku na londyńskie metro przed rokiem, ale wszelkie próby instalowania kamer w miastach USA zawsze kończą się protestami tych, którzy upatrują w tym ograniczanie swobód obywatelskich. Jeśli w Anglii można w ogóle mówić o sukcesach w walce z terroryzmem, wynikają one raczej z wprowadzania pewnych restrykcji w normalnie otwartym społeczeństwie, a nie z beztroskiej i niczym nieograniczonej demokracji.

Czy jednak jest to zwycięstwo?
Wilson Churchill, po udanej ewakuacji 300 tysięcy żołnierzy z Dunkirk w 1940 roku, przestrzegał, by tego sukcesu nie mylić ze zwycięstwem, jako że to ostatnie nie jest osiągalne przez “odwrót, nawet jeśli jest to odwrót zorganizowany”. Dziś wykrycie jakiegokolwiek spisku terrorystycznego, nawet jeśli był on na etapie luźnych pogaduszek przy kawie, natychmiast prowadzi do upojnych przepowiedni zwycięstwa, nie mówiąc już o masowym poklepywaniu się po plecach przez wszystkie “czujne” agencje rządowe.

Niektórzy komentatorzy stwierdzili nawet, że oznaką zwyciężania jest również to, iż do ataku w Londynie i Glasgow zwerbowano obcokrajowców, a nie ekstremistów brytyjskich. Świadczyć to ma o tym, że rząd Wielkiej Brytanii tak dalece kontroluje sytuację w kraju, że al-Kaida nie jest w stanie posługiwać się lokalnymi aspirantami terrorystycznymi i musi się uciekać do sił obcych. Jest to wierutna bzdura. Terroryści ciągle zmieniają taktykę, a te ataki, które kończą się dla nas tragicznie zwykle zaskakują wszystkich nowymi elementami, o których nikt wcześniej nawet nie pomyślał. Tym razem do terrorystycznego dzieła zaangażowano młodych lekarzy, co absolutnie o niczym nie świadczy, a już na pewno nie może być powodem do chełpliwych bajdurzeń o zwycięstwie.
Istnieją dwa zasadnicze powody, dla których terroryzm pozostanie na wiele lat poważnym zagrożeniem.

Po pierwsze, skuteczne zapobieganie atakom dokonywanym przez ludzi, którzy chętnie sami ponoszą śmierć, jest praktycznie niemożliwe. Czasami coś im się nie powiedzie, czasami sprzyjać nam będzie szczęście, a czasami władze istotnie wytropią terrorystów, zanim to ataku dojdzie. W sumie jednak prędzej czy później jakiś samobójczy zamach bombowy się powiedzie, co zresztą przewiduje od dawna FBI. Po drugie, dotychczasowa wojna Ameryki z terroryzmem zaprowadziła nas do Iraku, gdzie każdy dzień bezsensownego rozlewu krwi staje się powodem do skutecznej rekrutacji nowych fanatycznych samobójców przez różne grupy terrorystyczne, żerujące na wzrastającej nienawiści świata muzułmańskiego do USA. Irak stał się idealnym poligonem doświadczalnym dla islamskiego ekstremizmu i z dziedzictwem tego fatalnego błędu amerykańskiej polityki zagranicznej przyjdzie nam żyć przez bardzo wiele lat.

To wspaniale, że w Wielkiej Brytanii nikt nie zginął i że wszyscy zamachowcy zostali sprawnie wytropieni i aresztowani. Nie dajamy się jednak wmanewrować w poczucie nieuchronnego i bliskiego zwycięstwa. Pozostaje ono nadal dość odległą perspektywą.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*