Jedno miasto, dwie parady

Jedno miasto, dwie parady

Ulicami mojej kochanej Warszawy przemaszerowały ostatnio dwie skrajnie od siebie różne parady. Jedna w kontrze do drugiej. Pierwsza to walcząca o prawa środowisk homoseksualnych i transseksualnych „Parada Równości”, którą zasilali głównie lewicowcy. Druga zrzeszająca konserwatystów i zwolenników tradycyjnego modelu rodziny zwana „Marszem dla Życia i Rodziny”.

Mam wrażenie, że tęczowa parada maszerowała w poczuciu absolutnego i bezkrytycznego przekonania o swojej całkowitej racji. Bezrefleksyjnie w niej upewnieni, prowadzeni przez wewnętrzne kompasy swojej moralności, zadeptali gdzieś po drodze obiektywną prawdę i poszanowanie drugiego człowieka oraz zdrowego rozsądku. Nie mówię, że wszyscy, ale część z nich na pewno tak właśnie zrobiła. Tę właśnie feralną część chcę dzisiaj skrytykować.

Było dużo manifestowania poglądów i łopoczących flag. Ludzie krzyczeli, co im w duszy grało. Ot typowe obrazki znane nam wszystkim z demokracji. Jednak czegoś wyraźnie zabrakło. Czegoś bardzo ważnego i niezbędnego do osiągnięcia porozumienia – zabrakło konstruktywnego dialogu. A może oni tak mocno zabetonowali się na swoich pozycjach, że żaden dialog nie jest już możliwy?

Chylę czoła przed osobami, które szły pod hasłami obrony tradycyjnego modelu rodziny, jako najważniejszej i podstawowej komórki zdrowego społeczeństwa. Cieszę się, że podkreślali, jak ważne jest poszanowanie życia poczętego, które manifestujący w „Paradzie Równości” uważają za niewiele znaczące zarodki. Tam, gdzie my – konserwatyści – widzimy dzieci posiadające duszę i dane od Boga, niezbywalne prawo do życia, oni dostrzegają jedynie pozbawione praw obywatelskich płody, które do pewnego etapu ciąży powinno być wolno swobodnie usuwać „na żądanie”. Czyli mówiąc wprost – zabijać, bez jakichkolwiek ograniczeń. Pytanie, czy uśmiercać wyłącznie na żądanie matki, czy też ojca? Ja się już trochę w tym wszystkim pogubiłem. Pierwsze feministki walczyły przecież o zakaz aborcji. W dawnych czasach buntowały się przed procederem zmuszania kobiet do aborcji przez mężczyzn, którzy chcieli pozbyć się problemu w postaci niechcianego dziecka. Z drugiej jednak strony nie potrafiłbym poprzeć osób, które domagają się całkowitego zakazu aborcji, nawet wówczas, gdy zagrożone jest życie matki, albo takich, które demonizują środki antykoncepcyjne i krzyczą o konieczności ich zakazania. Nie dajmy się zwariować.

Członkowie „Parady Równości” domagali się bezwarunkowej legalizacji „małżeństw” homoseksualnych. Na to zgody mojej nie ma i nigdy jej nie będzie. Dostrzegam jednakowoż potrzebę otworzenia homoseksualistom drogi do sformalizowania ich związków. Czy to się komuś podoba, czy nie, takie pary istnieją i żyją razem pod jednym dachem. Mimo wszystko jedyne co powinniśmy w tej kwestii zalegalizować to tzw. związki partnerskie. Działające na podobnej do małżeństw zasadzie, jednocześnie będące wyraźnie innym tworem. W ten sposób podkreślilibyśmy priorytetowe znaczenie małżeństwa i jego funkcji, jako instytucji, która jest naturalna, zapewnia reprodukcję i zdrowe wychowanie dzieci. Nie można na życzenie środowisk lewicowych redefiniować tak fundamentalnego terminu, jak małżeństwo. Jest to niezmiennie związek kobiety z mężczyzną.

Kluczową różnicą pomiędzy małżeństwem, a jednopłciowym związkiem partnerskim powinna być np. zdolność lub jej brak do adopcji dzieci. Pary homoseksualne nie powinny mieć tego prawa. Oczywiście wyrażając takie stanowisko narażam się maszerującym w paradach równości, ryzykując określenie mojej osoby mianem „homofoba”. A szkoda, bo homofobem nie jestem. Postuluję jedynie wyznaczenie jasnych i nieprzekraczalnych granic. Gej, który roznegliżowany paraduje po ulicy z piórkiem w tyłku zdecydowanie wykracza poza dopuszczalne granice. To zdanie podzielają również niektórzy homoseksualiści. Zwracają uwagę, że takie zachowanie robi czarny PR ich środowisku. Mają absolutną rację. Widok osób homoseksualnych ubranych w skórzane stroje erotyczne znane z ostrych filmów pornograficznych, paradujących tak w najbliższym sąsiedztwie dzieci, które rodzice ściągnęli na „Paradę Równości”? To kolejny przykład przekroczenia norm społecznych! W imię żadnej tolerancji i poprawności politycznej nie powinno być na coś takiego naszego przyzwolenia.

Środowiska lewicowe wobec swoich koncepcji i pomysłów domagają się tolerancji w pełnym zakresie. Tolerancji absolutnej i bezkompromisowej. Takiej, która nie zadaje niewygodnych pytań, nie ma wątpliwości i nie śmie nawet krytykować niektórych zachowań czy postulatów środowisk LGBT. Domagają się tolerancji bezgranicznej i bezrefleksyjnej. Na takie stawianie sprawy nie może być mojej zgody. Cywilizowane społeczeństwo, wyrosłe na judeochrześcijańskich fundamentach Zachodu, musi stawiać przed sobą pewne granice. Nasza cywilizacja i wypracowywane przez wieki normy kulturowe, powinny wpisywać się w jasno określone ramy moralności i przyzwoitości. Nie może być miejsca na niekontrolowaną i bezgraniczną swawolę. Jednocześnie nie może być także przyzwolenia na mowę nienawiści oraz krzywdzącą i niesprawiedliwą dyskryminację. O prześladowaniach, czy wręcz atakach cielesnych nie trzeba rzecz jasna nawet wspominać.

Żyj sam i pozwól żyć innym – ta zasada jest nadal aktualna. Podobnie jak ta mówiąca, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Wolność jednych nie może dokonywać się kosztem drugich – społeczeństwo tworzymy wszyscy. Dlatego tak kluczowym jest, abyśmy obdarzali się wzajemnym poszanowaniem. Co oczywiście nie oznacza, że mamy być pozbawiani prawa do krytykowania środowisk czy zachowań, które próbują żerować na tolerancji poprzez szokowanie i rażące przekraczanie przyjętych norm kulturowych.

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

fot.Adam Guz/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*