Indoktrynacja

Ci, którzy pamiętają czasy PRL-u, z pewnością wiedzą, że komunistyczna indoktrynacja opierała się na jednej, stosunkowo prostej zasadzie. “Władza” opowiadała nam w kółko te same kłamstwa, przy każdej nadarzającej się okazji, w nadziei, że prędzej czy później w narodzie zatrze się granica między tym co prawdziwe i tym co fikcyjne. Stosowano tym samym technikę intensywnego wmawiania głupot.

Należy sądzić, że doradcy prezydenta Busha nie jeździli na szkolenie do Moskwy. Mimo to, stosują bardzo podobną strategię. Prezydent niemal w każdej swojej wypowiedzi na temat Iraku używa następującej frazy: “this young democracy”. Mówi, że tej młodej demokracji (irackiej) trzeba pomóc, że trzeba ją wspierać, itd. Ktoś najwyraźniej uznał w Białym Domu, że jak się będzie tę frazę ciągle powtarzać, to ludzie w końcu dadzą się przekonać, że w Iraku rzeczywiście jest demokracja. Podejrzewam nawet, że Bush – w wyniku tego ciągłego gadania – sam siebie przekonał, że to prawda, a zatem uległ własnej indoktrynacji.

Niestety z resztą Ameryki będzie znacznie trudniej. Mówienie o demokracji w Iraku jest absurdalne i wystarczy poczytać parę blogów amerykańskich żołnierzy, by się przekonać, że z pozycji zachodniego obserwatora jest to kraj bezprawia, korupcji, przemocy, ekonomicznego rozkładu i dominacji muzułmańskich kleryków wszelkiej maści. Owszem, odbyły się tam w miarę demokratyczne wybory, co dawało przez jakiś czas pewne powody do optymizmu. Dziś jednak doskonale wiadomo, że zamknięty w “zielonej strefie” rząd jest skłócony, skorumpowany i bezradny, a istnieje tylko dlatego, że jest chroniony przez amerykańską armię. Gdyby jej nie było, członkowie tego rządu już dawno zostaliby albo zamordowani, albo wygnani z kraju. Ponadto mówienie o demokracji w warunkach okupacji przez obce siły jest zamachem na zdrowy rozsądek politologiczny.

Wspieranie demokracji jest bez wątpienia szlachetnym celem, natomiast wspieranie demokracji urojonej to kpina, szczególnie gdy odbywa się za nasze pieniądze. Irakijczykom życzę wszystkiego, co najlepsze. Nie można jednak przeoczyć faktu, że jak dotąd nie wykazali się ni zbytnią chęcią do ratowania kraju i budowania nowego, otwartego społeczeństwa, natomiast trzymają się kurczowo odwiecznych podziałów i animozji.

Budowanie w tych warunkach na siłę demokracji opartej na naszych wzorcach od samego początku było szaleństwem, wymyślonym przez neoizraelitów typu Paul Wolfowitz. Prezydentowi mówili o szaleńczej naturze tych zamiarów liczni analitycy, pisali w komentarzach dziennikarze, rozprawiali naukowcy. Mimo to “dabja” nadal bredzi o młodej demokracji irackiej. W Polsce było kiedyś takie powiedzenie – jeśli trzech różnych ludzi mówi ci, że jesteś pijany, przestań się kłócić i idź spać. George W. Bush też powinien się zdrzemnąć.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*