Howard Zinn – amerykański Lech Wałęsa



Dr Howard Zinn zmarł dokładnie dwa lata temu zimą 2010. 31 stycznia 2012 na scenie szikagowskiego Metra pojawił się agent Bourne, czyli Matt Damon, w ramach projektu „The Peoples Speak. Live!”. Na przedstawienie dostać się było arcytrudno (wiadomo – celebryta) – pomysł jednak ascetyczny – polegał na czytaniu fragmentów kilku ważnych tekstów, a inspiracją była historia Stanów Zjednoczonych napisana przez Howarda Zinna „A People’s History of The United States” w 1980 roku. Matt Damon był wtedy młodym chłopcem, mieszkał w Cambridge, w Massachussetts. Jego sąsiadem okazał się Howard Zinn.

 

Porównanie do Lecha Wałęsy jest trochę na wyrost. To chwyt, by wzbudzić zainteresowanie czytelników postacią, która odbrązowiła historię Stanów Zjednoczonych. Pokazał ją z perspektywy zwykłego człowieka, robotnika w imigranckim Chicago, niewolnika, związkowca, kobiet walczących o równe prawa, czy Indian masakrowanych przez Kolumba – jakże to nie pasuje do sielskiego mitu o indyku, pielgrzymach i święcie dziękczynienia. Wałęsę i Howarda Zinna łączy też stocznia i robotnicze pochodzenie. Jako młody chłopak z Brooklynu pracował w stoczniach Nowego Jorku. Jeden i drugi ma doktorat, Wałęsa same honorowe, Howard Zinn obronił doktorat w 1958 roku na Columbia University, a jego dysertacja nominowana była do nagrody za najlepszą anglojęzyczną książkę o historii Ameryki. Za Wałęsą ciągnie się cień Bolka, za Howardem ubecja również węszyła. FBI uznała go w końcu za zagrożenie dla kraju. W istocie, zamiast sprzyjać bogatym korporacjom, uważał, że system ekonomiczny powinien służyć zwykłym obywatelom.

 

Brał czynny udział w obywatelskich protestach przeciwko wojnie w Wietnamie. Wiedział, co to wojna, albowiem zrzucał bomby na Berlin (był pilotem bombowca), i już w kwietniu 1945 roku zetknął się z eksperymentalnym użyciem napalmu na zachodzie Francji. Zinn kwestionował odtąd użycie wojska, które powodowało masowe ofiary cywilne. Wskazywał na podstępny język propagandy, który określał eufemizmami działania wojenne, ukrywając prawdziwe zamysły generałów, stąd jasne, że zażarcie krytykował amerykańską politykę wojenno-imperialną. Był przeciwnikiem zrzucenia bomby na Hiroszimę i Nagasaki. Statystyki pokazują, że z wojny na wojnę cywile to coraz większy odsetek ofiar operacji militarnych prowadzonych przez wojsko. Wojna w Wietnamie ciągnęła się aż 20 lat i zginęło w niej więcej cywiliów niż wojskowych, podczas gdy jeszcze podczas II W. Ś proporcje były dość wyrównane. Natomiast na współczesnych wojnach (Irak, Afganistan) giną głównie cywile (prawie 90% ofiar to cywile).

 

Jako profesor związany był w latach 1964 – 1988 z uniwersytetem w Bostonie, lecz wykładał także we Włoszech, na Uniwersytecie Bolońskim oraz na Uniwersytecie Paryskim w połowie lat sześćdziesiątych, na kilka lat przed tym, gdy 11.000.000 Francuzów wyszło na ulice podczas paryskiej wiosny 1968 roku. W tych latach zaangażował się też w zniesienie segregacji rasowej w Ameryce. To niesłychane, że apartheid był tu legalny jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Słuchał go uważnie Martin Luther King, a spadkobierczynią jego działalności pozostaje obecnie Naomi Klein (Doktryna Szoku, Korporacje).

 

„Zacznę od uwagi, że świat został wywrócony do góry nogami” – zaczął Matt Damon cytując Howarda Zinna – „że wszystko jest nie tak, jak trzeba. Że nie ci ludzie, co trzeba, siedzą w wi/zieniach, a ci, co powinni tam się znaleźć, pozostają na wolności. Że niewłaściwi ludzie pozostają przy władzy, a Ci co powinni ją mieć są jej pozbawieni”. Cytat, choć brzmi współcześnie, powstał w latach siedemdziesiątych, podczas debaty o wojnę wietnamską na uniwersytecie Johna Hopkinsa i jest fragmentem tekstu „Problem leży w obywatelskiej spolegliwości” – The Problem is Civil Obedience.

 

To, co łączy historię PEOPLE SPEAK, to postawa sprzeciwu wobec terroru władzy oraz przykra świadomość, że mimo kilku wieków, jakie dzielą czasem ludzkie losy opowiedziane ze sceny, nic się nie zmienia. A skoro od wieków nic się nie poprawia i nic się nie da z tym zrobić, jak należy postępować? Nauka, która płynie z losów zwykłych ludzi którzy stanowią oś historii Stanów Zjednoczonych, pióra Howarda Zinna jest taka, że są dowodem i nauczką, iż będziemy mieć tyle wolności, ile sami wyrwiemy skorumpowanej władzy. Każdemu nowemu pokoleniu należy to przypominać i edukować. Nie może być tak, że co generacja, kolejna grupa bankierów obławia się nieziemsko, stosując na nieświadomych ludziach te same chwyty, co bankier dziadek, który ten sam numer z kryzysem wyciął prawie 100 lat temu. A już pod koniec XIX wieku Mary Elizabeth Lease popełniła pamflet „Wall Street Owns the Country”, jakże pasujący do atmosfery dzisiejszych protestów Occupy Wall Street, mimo że napisany w okolicach 1890 roku. Na deskach teatru znalazła się też stoczniowa opowieść polskiej imigrantki Stelli Nowicki z 1933 roku, czy tragiczna historia Augusta Spiesa, z zamieszek na Haymarket z maja 1886 roku. Spektakl powstał we współpracy z Chicagowskim Festiwalem Młodej Poezji – Louder Than Bomb.

 

Podręczniki szkolne do historii przesiąknięte są tandetną patriotyczną papką pełną mitów, mało w nich rzetelnej wiedzy. A przestroga z „1984” G. Orwella jest taka, byśmy pewnego dnia nie wylądowali wszyscy pod opiekuńczymi skrzydłami Ministerstwa Prawdy czy Policji Myśli. Jeśli oderwie się ludzi od przeszłości, można im wcisnąć każdy kit. Elektorat, wykastrowany z własnej historii, robi się podatny na manipulacje, gotowy zaakceptować każde szaleństwo rządu. Dobra szkoła powinna być oparta na autorytecie historyka, a nie polityka. Współczesne społeczeństwo coraz bardziej przypomina zatomizowane samotne wyspy, zdolne porozumieć się jedynie przez wymianę pieniędzy lub towarów, a bez wspólnych elementów, które jednoczą. Przestajemy być społeczeństwem, stajemy się konsumentami i budujemy totalitaryzm korporacyjny. Spoiwem jest historia. Daje przykład, uczy, pokazuje, że warto się starać, a przede wszystkim przestrzega przed przeszłością.

 

Cóż, Howard Zinn nie przewodził 10-milionowym związkiem zawodowym, za to The People Speak – dokument z udziałem Bruce’a Springsteena, Boba Dylana, Morgana Freemana czy Johna Legenda czytającego Muhammada Alego, pokazywany na History Channel w 2009 r. obejrzało 8 milionów. Od 2003 roku organizacja Voices of A People’s History wyprodukowała ponad 100 spektakli w 17 stanach z udziałem lokalnych artystów/aktywistów, np. Patti Smith, Roberta Redforda czy Matta Damona, a pilotażowy program edukacyjny, który ruszył jesienią 2011 i objął już 500 nauczycieli w Chicago, dostarczył im DVD i 2-gigową kartę pamięci z materiałami multimedialnymi, w tym z 10 książkami Howarda Zinna, masą pomocy nauczycielskich. Do lata 2012 dotrze do tysiąca nauczycieli oferując im również warsztaty – więcej na stronie www.thepeoplespeak.com.

 

Jest jeszcze jeden amerykański żołnierz, weteran II wojny światowej, z tego samego rocznika 1922. Miał specyficzne poczucie humoru, co uczyniło go wybitnym prozaikiem. On również w 1945 roku doświadczył bombardowania Niemiec, ale tym razem Drezna, i to z całkiem innej, oddolnej perspektywy jeńca wojennego pojmanego przez Niemców, więźnia obozu jenieckiego, który przeżył dywanowe naloty lotnictwa amerykańskiego, które zrównały Drezno z ziemią. Po wojnie studiował antropologię na Uniwersytecie w Chicago. Nazywa się Kurt Vonnegut, autor „Śniadania Mistrzów”, „Rzeźni nr 5”, „Kociej Kołyski”. Zmarł 6 lat temu 11 kwietnia, i wtedy poświęcimy mu również osobny tekst.

 

Jan Wiktor Soroko

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*