Handel politykami

Okiem felietonisty

Dawniej oficjalnie handlowano niewolnikami, teraz handluje się politykami i to na skalę globalną. Media informują nas regularnie o „transferach” polityków z partii do partii. Do złudzenia przypomina nam to transfery zawodowych piłkarzy z klubu do klubu. W przypadku „transferu” polityków nie dowiadujemy się o ich zarobkach i korzyściach finansowych, jakie odnoszą przenosząc się z partii do partii.

 

Politycy, jako przedstawiciele narodu, deklarują „bezinteresowną miłość” i poświęcenie dla własnego kraju. Wszystkie zarejestrowane partie polityczne deklarują chęć działania dla dobra kraju, w którym istnieją.

 

Tak więc przeniesienie się z jednej partii do drugiej partii jest przeniesieniem „miłości” do ojczyzny z jednej partii „kochającej” ojczyznę, do drugiej partii jeszcze „bardziej kochającej” ojczyznę.

 

Kochać tę ojczyznę można mocno, w zależności od pozycji, jaką mamy w tej partii. Im polityk jest wyżej w hierachii partyjnej, „kocha” ojczyznę mocniej. Założyciele partii kochają ojczyznę najmocniej. Szczególnie założyciele partii „Polska jest najważniejsza”. W ostatnim tygodniu mogliśmy kibicować takiemu „transferowi” posłanki Kluzik, która przeszła z własnej partii PJN, którą założyła, do Platformy, którą uważała dawniej za partię, dla której Polska jest mniej ważna.

 

Gdyby posłanka Kluzik uważała Platformę za partię, dla której „Polska jest najważniejsza”, to by nie zakładała własnej partii, dla której „Polska jest najważniejsza”.

 

Jakie były powody transferu posłanki Kluzik? Tego się nigdy nie dowiemy.

 

W czasach orwellowskich miłość do ojczyzny, czyli do „Polski najważniejszej” jest obecnie bardziej skomplikowana niż w czasach romantyzmu. W czasach globalizmu miłośc ma wymiar ustabilizowanego dochodu lub zaciągniętego kredytu w banku. Kredyt trzeba spłacać, a więc trzeba mieć stałe i bezpieczne źródło dochodu. Pozycja polityka jest najwygodniejszym źródłem stałego dochodu. Pozycja na liście wyborczej, szczególnie pierwsza pozycja, którą politykowi zapewnia partia, ma wymiar konkretnego i stałego dochodu w okresie trwania kadencji sejmowej. Taką pozycję kochają wszyscy posłowie „miłujący” ojczyznę. Reszta jest „bezinteresowną miłością”, czyli milczeniem.

 

Transfer pani Kluzik z PiS do PJN, a potem do Platformy, ma wymiar szekspirowskiego dramatu, ale nie jest to „Komedia omyłek”, a raczej kluzikowe „Być albo nie być”. Premier Tusk był reżyserem ostatniego odcinka serialu pani Kluzik. Nowe odcinki powstaną po wyborach parlamentarnych. Scenariusz do kolejnych odcinków tego filmu napiszą wyborcy w czasie jesiennych wyborów.

 

Politycy i medialni szołmeni jadą najczęściej na tym samym wózku. Jednak zdarzają się czasami zaskakujące wyjątki. Gazeta.pl informuje czytelników, że znany szołmen: „Wojciech Mann nie może już rozmawiać o polityce”. Szefowa programu III Polskiego Radia zabroniła Wojciechowi Mannowi rozmów o polityce na antenie radia, ponieważ wystąpił w reklamie znanego banku i otrzymał za to wynagrodzenie. W Polskim Radiu obowiązują słuszne zasady zabraniające prowadzenia rozmów o polityce przez dziennikarzy występujących w kampanii reklamowej wielkich biznesów. Jak się bierze duże pieniądze od instytucji finansowych, które rządzą światem, to trudno o bezstronność w ocenie tych instytucji.

 

Jednak nie jest to takie proste. Gdyby nam zaproponowano taką forsę za reklamę, jaką otrzymał Wojciech Mann z Krzysztofem Materną, to wielu z nas chętnie by przystało na milczenie i powstrzymało się od wyrażania opinii politycznych.

 

Ponieważ nam nic nie proponują, więc możemy sobie pozwolić na „luksus” bycia uczciwym wobec siebie i posiadania przywileju dzielenia się opiniami z naszymi przyjaciółmi.

 

14 czerwca 2011

www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*