Gdzie Rzym, gdzie Krym?

Ostatnio coraz częściej mówi się o podobieństwach sytuacji gospodarczej w Grecji do Stanów Zjednoczonych, szczególnie na zasadzie ostrzeżeń. Kryzys w Grecji może być dla USA  scenariuszem niedalekiej przyszłości,  jeśli już teraz nie podjęte zostaną kroki, żeby temu zapobiec.

Pewnie, że to może przesada z takim porównaniem. Ale jeśli przyjrzymy się pojedynczemu stanowi, jak na przykład Illinois, takie porównanie z Grecją, z pominięciem geografii i warunków klimatycznych, nie koniecznie zaliczyć można do tych wyssanych z palca. W obu miejscach jest wielka dziura w budżecie, której przyczyny, im bliżej temu się przyjrzymy, tym bardziej wydają się być podobne.

W Grecji trochę mniej, ale podobnie jak w Illinois, mieszka miedzy 10 – 14 mln ludzi, w tym sporo imigrantów. I Grecja i Illinois posiadają jedną wielką i dominującą aglomerację miejską. Podobna też jest ilość pracujących, w Grecji ok. 5 mln, w Illinois ok. 6 mln. Dodatkowo, i tu i tam duży odsetek pracujących to zatrudnieni w sektorze publicznym, w agencjach rządowych wszelkiego szczebla. Co więcej, pracownicy państwowi i w Grecji i w Illinois w sporym procencie zrzeszeni są w związkach zawodowych, które dbają o to, by zarobki i świadczenia pracowników były na jak najlepszym poziomie. Kilka dni temu w świat poszła informacja, że niezadowoleni unijni pracownicy greckiego biura podatkowego, grożą strajkiem.

Absurdalne? Ale przecież niedawno w Illinois jedną z głównych informacji prasowych był protest zrzeszonych w związkach pracowników sektora publicznego, którzy w powszedni dzień, wybrali się do stolicy stanu, by zabiegać o… wyższe podatki, żeby było więcej na ich płace i świadczenia.

Żeby było ciekawiej, i w Grecji i w Illinois w polityce dominuje jedna partia mająca silne poparcie w związkach. Nie tylko ideowo-moralne. W Illinois przecież, największe finansowe dotacje podczas kampanii wyborczych nie pochodzą z tzw. wielkiego biznesu, tylko ze związków zawodowych. Trzeba przyznać, że od tych związkowych pieniędzy uzależnieni są nie tylko Demokraci. Niedawno przecież wielu ze zdziwieniem dowiedziało się z prasy, że kilkunastu stanowych deputowanych Republikanów głosowało tak jak chciały tego związki, chociaż można było się od nich spodziewać innego punktu widzenia w odniesieniu do reformy edukacji. Okazuje się więc, że w kufrach wyborczych tych polityków jest kilka milionów pochodzących ze związkowej kasy. To uzależnienie nie dotyczy tylko legislatury. Zauważalne też jest w przypadku władzy wykonawczej.

Dla przykładu, ci z nas, którzy chcieliby, aby stan Illinois był bardziej przyjazny biznesowi z optymizmem przyjęli niedawną wiadomość, że parlament stanowy przygotował ustawę, która miała zreformować sytuację w olbrzymim centrum wystawienniczo-handlowym McCormick Place w Chicago. Już od kilku dobrych lat coraz więcej wielkich imprez targowych,głównie  ze względu na koszty, przenosi się do innych miast. Wdrożenie ustawy oznaczałoby, że co najmniej 20 wielkich imprez wróciłoby do Chicago na kolejne lata z olbrzymią  korzyścią gospodarczą zarówno dla miasta jak i dla całego regionu. Jest jednak jeden problem. Gubernator ociąga się z podpisaniem ustawy. I pewnie nie podpisze jej, dopóki jej treść nie zadowoli, kogóż by innego – związków zawodowych.

A tymczasem dziura w stanowym budżecie jest coraz większa.

Tylko w przypadku Grecji, dziurę, przynajmniej na jakiś czas, pomoże załatać Międzynarodowy Fundusz Walutowy i inna międzynarodowa pomoc. W przypadku dziury w Illinois, z pomocą może przyjść amerykański rząd federalny. Ale tam też przecież jest dziura. Tylko większa. Tu już trudniej sobie wyobrazić, że znajdzie się jakaś wystarczająco zasobna międzynarodowa instytucja, która będzie w stanie pomoc.

Pozostaje liczyć na mądrość podatników podczas jesiennych wyborów. A wyniki ostatnich prawyborów w kilku stanach zapowiadają, że może być ciekawie…

Bogdan Pukszta, PACC

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*