Felieton Głaczyńskiego: polityka a alkohol

Najmodniejszy dziś amerykański drink jest prawdziwą mieszanką wybuchową; zawiera bowiem w sobie kwestie społeczne wraz z polityczną grą. Prawdopodobnie dlatego napoje wysokoprocentowe – to stały temat debaty publicznej.

Wraz z nadejściem 2012 roku stan Utah wprowadził w życie nowe przepisy. Szlaban postawiono na „happy hours”, czasowe promocje na zakup alkoholu w pubach. Uznano, że praktyki takie prowadzą do niepotrzebnej reklamy wzmożonej konsumpcji.

Krok, trzeba przyznać odważny, wynikający przede wszystkim ze specyfiki stanu Utah. Bowiem dla odmiany w innych miejscach w kraju, znoszone są zakazy handlu napojami wyskokowymi w niedziele. Religijna tradycja państwa kontra jego wielki biznes – kolejne starcie. W Europie natomiast w ostatnich dniach głośno o brytyjskim pomyślę na walkę z problemami mieszkańców Wysp. Najnowsza propozycja to dwa dni prohibicji w tygodniu. Postulat odważny, tyle tylko, że z historii znamy skutki takich zakazów.

Alkohol mocno zakorzeniony jest w cywilizacji zarówno europejskiej, jak i amerykańskiej. Niezwykle popularny ostatnio po obu stronach Atlantyku serial Zakazane Imperium, osadzony w realiach prohibicji, to kolejny kamyczek do tego ogródka.

W Europie statystycznie pije się więcej niż w Stanach Zjednoczonych – o ok. 3-4 litry w przeliczeniu na osobę. Na taki wynik starego kontynentu składają się i Wschód, i Zachód. Niemcy czy Włochy mają swoją tradycję picia przy każdej okazji piwa bądź wina, zas kraje Europy Wschodniej – mieszkańców, którzy zagrzewają się wysokoprocentowymi specjałami.

Podobnie liczba zgonów spowodowanych nadużywaniem alkoholu jest nieporównywalnie wyższa w Europie. Hipotez dotyczących takiego stanu rzeczy jest wiele. Inna historia, inna kultura picia, inny klimat, inne warunki spoleczne, inna gospodarka. Każdy ma swoją.

Również posmakowanie dobrodziejstw produkowanych przez koncerny alkoholowe jest dla młodzieży trudniejsze w USA niż w Europie. W Polsce sprzedawcy rzadko korzystają z prawa do sprawdzenia wieku osoby kupującej. W praktyce najczęściej odbywa się to „na oko”. Dużo trudniej obejść jest za to twardą granicę 21 lat. Druga strona tego medalu jest jednak mniej optymistyczna. Restrykcyjne przepisy sprawiają, że nastolatkowie sięgają po inne używki, np. czasami łatwiej dostępną marihuanę.

Być może część prawdy jest w porzekadle „przykład idzie z góry”? W historii Stanów Zjednoczonych nie brak przecież prezydentów słynących ze swego zamiłowania do różnych trunków. Większość z nich to dziewiętnastowieczni amatorzy whiskey, likierów czy piwa. W ubiegłym stuleciu, gdy przyszło po-prohibicyjne odprężenie także nie stroniono od „procentów” na najwyższych szczeblach władzy. Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill wyraźnie zdziwiony sytuacją miał po wizycie za oceanem w swoim dzienniku zapisać: „Ile oni tu piją!” Jeszcze nie tak dawno sporo mówiło się o alkoholowym problemach, jakie miewał w młodości George W. Bush. Barack Obama jako jedyny dotychczas prezydent Stanów Zjednoczonych w Białym Domu ma mały browar.

Z całą pewnością jednak czasy lemoniadowej Lucy już tam raczej nie powrócą…

Maciej Głaczyński

Maciej Głaczyński – student Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W latach 2007-2010 relacjonował przebieg najważniejszych wydarzeń siatkarskich w kraju. (spotkania ligowe, mecze reprezentacji, europejskie puchary). Pasjonat historii polityki zagranicznej USA.

 

Categories: Felietony

Comments

  1. Mariano_Italiano
    Mariano_Italiano 11 stycznia, 2012, 20:47

    tak wiec powitajmy kolejny zakaz w kraju wolnosci .az strach pomyslec jaka wolnosc beda mialy nasze wnuki ….

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*