Farsa lotnicza

Ameryka od środka

Jeśli ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że Kongres USA jest instytucją znajdującą się w stanie niemal całkowitej niemocy, zapraszam do przyjrzenia się najnowszej parlamentarnej chryi, która tym razem dotyczy agencji skądinąd ważnej, bo Federal Aviation Administration. Jest to ciało, które zajmuje się kontrolowaniem lotnictwa cywilnego, dokonywaniem inspekcji lotnisk i samolotów, inwestowaniem w przeróżne naprawy infrastruktury. Niestety na razie FAA nie działa, bo 23 lipca skończyła się jej tzw. autoryzacja, którą Kongres musi okresowo odnawiać. Jednak tym razem nie odnowił.

 

Oznacza to, że ponad 4 tysiące pracowników agencji trzeba było wysłać na bezterminowy, bezpłatny urlop, a różne inwestycje na 241 lotniskach o łącznej wartości 11 miliardów dolarów zostały zawieszone, co przyniosło natychmiastowe bezrobocie 70 tysiącom pracowników budowlanych. A wszystko to za sprawą naszych dzielnych ustawodawców.

 

Zwykle odnowienie autoryzacji FAA jest zabiegiem całkowicie rutynowym, a od roku 2007 miało miejsce 20 razy. Jednak w tym roku jest inaczej. Na początek republikanie nie zgodzili się na głosowanie w tej sprawie, ponieważ demokraci nie chcieli się zgodzić na niespodziewany “dodatek” do autoryzacji w postaci zapisu, osłabiającego prawo pracowników awiacji i kolei do zrzeszania się w związkach zawodowych. W odwecie za sprzeciw demokratów, republikanie przed miesiącem dodali jeszcze coś nowego – obcięcie prawie 17 milionów dolarów w ramach subsydiów finansujących 13 niewielkich lotnisk w dość odległych dystryktach wiejskich. Obie strony zgadzają się wprawdzie, że subsydia te muszą zostać zmniejszone, ale demokraci utrzymują, iż republikańskie cięcia dotyczą w ogromnej większości demokratycznych okręgów wyborczych, a cała propozycja cięć jest próbą wymuszenia ustępstw, jeśli chodzi o prawa do zrzeszania się w związkach.

 

Ta bzdurna przepychanka trwała aż do ubiegłego wtorku, kiedy to Kongres zakończył pracę, a jego członkowie, zapewne śmiertelnie zmęczeni codziennymi pyskówkami, udali się na 5-tygodniowe wakacje. Jeśli nie wrócą w jakimś nadzwyczajnym trybie do Waszyngtonu, FAA pozostanie nieczynna przynajmniej do pierwszej połowy września, a amerykańska gospodarka straci na tej totalnej durnocie ponad miliard dolarów. Zadziwiające jest to, że ludzie, którzy zarabiają zdrowo ponad 100 tysięcy dolarów rocznie — ponoć za skuteczne reprezentowanie swoich wyborców — z taką łatwością, wręcz lekceważeniem, pozwolili na to, by 4 tysiące pracowników FAA nie dostawało żadnych wypłat przez ponad miesiąc.

 

Nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia to, która partia jest temu winna, bo obie zachowały się w sposób żenujący. Kongres powinien był kontynuować pracę aż do rozwiązania tego sztucznie rozdmuchanego problemu, a nie odjeżdżać w siną dal, pozostawiając zwykłych ludzi na lodzie. Problem jednak w tym, że spora część senatorów to milionerzy, którzy być może nie mają pojęcia o tym, co to znaczy nie mieć nagle stałych zarobków.

 

Całe szczęście, że amerykańscy kontrolerzy lotów nie są opłacani przez FAA, a zatem mogą nadal pracować normalnie. Natomiast inspektorzy samolotów postanowili pracować dalej, za darmo, doceniając fakt, że ich nieobecność mogłaby narazić tysiące ludzi na niebezpieczeństwo. Niestety, takiej samej odpowiedzialności za własne obowiązki trudno by się doszukać w szeregach opalających się na plażach ustawodawców. Już po raz kolejny w ciągu ostatnich tygodni dają nam wyraźnie do zrozumienia, że w zasadzie nic ich to wszystko nie obchodzi.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*