Fałszywa przyjaźń

Gdy rosyjskie czołgi wjeżdżały do Gruzji, a Sergiej Ławrow zapowiadał buńczucznie, że z prezydentem Gruzji Saakaszwilim już nigdy nie będzie rozmawiał, George W. Bush siedział na trybunach stadionu olimpijskiego w Pekinie i ucinał sobie pogawędkę ze swym starym przyjacielem, Władimirem Putinem. Z tym samym przyjacielem, któremu – jak sam twierdzi – przed laty zajrzał głęboko w oczy w czasie spotkania na ranczu w Crawford i zrozumiał, że “jest to człowiek, z którym mogę się dogadać”.

Przed kilkunastoma miesiącami napisałem w tym miejscu, iż amerykańska polityka w stosunku do Rosji jest krótkowzroczna i zbudowana na z gruntu fałszywym założeniu, iż Kreml stał się sprzymierzeńcem USA i że można na Rosję liczyć, jeśli chodzi o wspieranie konstruktywnych inicjatyw międzynarodowych. Takie przeświadczenie Białego Domu spowodowało, że Rosja traktowana była przez stronę amerykańską z ogromnym pobłażaniem, nawet wtedy gdy autokratyzm Putina i spółki stawał się coraz bardziej oczywisty. Wszystko to w imię pozornej przyjaźni.

Nie wiem, o czym Bush gawędził z Putinem, ale mam nadzieję, że obaj panowie już przestali sobie zaglądać w oczy. Agresywne, paranoiczne poczynania Rosji w Gruzji obnażyły hegemonistyczne, imperatorskie zapędy Moskwy w stosunku do krajów, których Miedwiediew i Putin chyba nigdy tak naprawdę nie przestali traktować jako państwa “wasalne”. Okazało się – ku zaskoczeniu wielu amerykańskich polityków – iż Rosjanie nadal marzą o powrocie dawnych terytoriów do strefy bezpośrednich wpływów Kremla i należy sądzić, że dotyczy to w taki czy inny sposób nie tylko Gruzji, Ukrainy czy Kazachstanu, ale również Ukrainy, republik bałtyckich i Polski.

Reakcja rządu USA na to, co dzieje się w Gruzji jest w zasadzie symboliczna. Owszem, pojawiły się przeróżne oświadczenia i ostrzeżenia pod adresem Kremla, a w Tbilisi wylądowały samoloty z pomocą humanitarną, ale o czynnej obronie kraju, którego żołnierze współpracują z Amerykanami w Iraku, nie ma mowy. Można jednak podjąć różne inne, konkretne kroki, które mogłyby zasygnalizować skalę dezaprobaty Zachodu w stosunku do Rosji. Można na przykład w trybie doraźnym wyrzucić Rosję z G8 (do grona tego Rosja nie powinna była być nigdy przyjęta), zastanowić się nad sensem przyjmowania tego kraju do Światowej Organizacji Handlu, a przede wszystkim przestać traktować kremlowskich kacyków jak zakochanych w demokracji współpracowników.

Niestety konflikt w Gruzji obnażył również moralną słabość Ameryki w obliczu tego rodzaju problemów. Kandydujący na prezydenta John McCain powiedział w czasie konferencji prasowej, że “Rosji nie można pozwolić na atakowanie suwerennego państwa – takich rzeczy się po prostu nie robi”. Jakże inaczej brzmiałyby te słowa, gdyby nigdy nie doszło do amerykańskiej inwazji na Irak. Niestety doszło, co sprawia, że dziś Ameryka nie posiada stosownego autorytetu, by karcić innych za agresję.

Po zakończeniu zimnej wojny były przez pewien czas realne nadzieje na to, iż Rosja – szczególnie za rządów Borysa Jelcyna – stanie się krajem w miarę normalnym, choćby umiarkowanie demokratycznym i wykazującym się rozsądkiem w poczynaniach na arenie międzynarodowej. Wszystko to można już spokojnie włożyć między bajki.

Postępujący odwrót od demokracji, prześladowania opozycji, idiotyczny system wyborczy i bezwolna Duma to dziś główne składniki rosyjskiego krajobrazu politycznego. Wszystko to nie stało się jednak w ciągu ostatnich 5 minut, lecz narastało systematycznie przez wiele lat, tyle że było całkowicie ignorowane przez Biały Dom. Pan Putin bawił co jakiś czas w Crawford, poklepywał się po plecach z Bushem, a po powrocie do domu wracał do normalnych zajęć, czyli do rekonstrukcji autokratycznego, archaicznego imperium. Rekonstrukcja ta nie jest na razie kompletna, ale poczyniła na tyle duże postępy, że Rosjanie czują się ‘‘pewni siebie” i nie zawahali się postawić Ameryce ultimatum: ‘‘albo jesteście z nami, albo z Gruzinami’’. Bezczelność tego rodzaju warunku jest zdumiewająca i nie wróży niczego dobrego. Ani Ameryce, ani reszcie świata.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*