Żelazna i konsekwentna

Ameryka od środka


Media pełne są przeróżnych rozważań na temat roli, jaką odegrała zmarła niedawno Margaret Thatcher. „Żelazna Dama” ma bardzo skomplikowane recenzje. Niektórzy uważają ją za jednego z najważniejszych polityków XX wieku, inni twierdzą, że skutecznie i na wiele lat podzieliła Brytyjczyków oraz zniszczyła związki zawodowe. Jedno jest pewne – Thatcher przyczyniła się w znacznym stopniu do upadku komunistycznego bloku wschodniego, choć w sposób, który pozostaje w znacznej mierze nieznany.

W USA często wygłaszane są teorie, zgodnie z którymi pogromcą komunizmu był Ronald Reagan. O ile słowo „pogromca” jest przesadą, prezydent Reagan rzeczywiście miał spory udział w stopniowym demontażu wschodnioeuropejskiego komunizmu. Jednak pod jednym względem zawsze pozostawał nieco z tyłu za swoją brytyjską partnerką. Nie doceniał mianowicie faktu, że gdy do władzy w Moskwie doszedł Michaił Gorbaczow, po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej Zachód miał na Kremlu partnera do rzeczowej dyskusji o bardzo ważnych sprawach. Podczas gdy Biały Dom wahał się początkowo i otwarcie wątpił w to, że Gorbaczow różni się w zasadniczy sposób od swoich poprzedników, Thatcher nie miała podobnych wątpliwości.

 

Po raz pierwszy spotkała się z nowym sowieckim przywódcą w 1984 roku, a po spotkaniu tym powiedziała po prostu: „Lubię pana Gorbaczowa. Myślę, że się dogadamy”. Było to w czasie, gdy Ronald Reagan nie miał jeszcze żadnego pomysłu na to, jak traktować Gorbaczowa. Ta wczesna, pozytywna ocena ze strony Thatcher wzmocniła pozycję Gorbaczowa na arenie międzynarodowej, co – jak się potem okazało – było niezwykle ważne.

 

Jak dziś twierdzi kilku historyków, relacje Thatcher z Gorbaczowem były czasami lepsze niż z Reaganem, szczególnie w czasie interwencji zbrojnej Wielkiej Brytanii na Falklandach, której Biały Dom nigdy oficjalnie nie poparł. Bezkompromisowy antykomunizm brytyjskiej pani premier był dla Gorbaczowa jasnym, precyzyjnym stanowiskiem, z którym się oczywiście nie zgadzał, ale doceniał to, że wiedział „na czym stoi”. Ponadto zarówno Gorbaczowowi, jak i wielu jego najbliższym współpracownikom podobał się autokratyczny styl uprawiania przez Thatcher polityki.

 

W roku 1987 sowiecka telewizja nadała obszerny wywiad z Thatcher, w którym bardzo jasno zdefiniowała ona swoją filozofię i niezwykle szczerze omówiła wiele najważniejszych problemów globalnych. Wywiad ten nadano w całości, bez żadnych cięć, a oglądany był on z zaciekawionym zdumieniem przez miliony Rosjan. Dla wielu z nich był to przełomowy moment, zwiastujący zbliżający się upadek komunizmu.

 

W przeciwieństwie do Reagana, Margaret Thatcher nie wygłaszała spektakularnych sentencji typu ”Mr. Gorbachev, tear down this wall!”, ani też nie angażowała się w negocjacje na najwyższym szczeblu, takie np. jakie odbyły się w owych czasach w Reykjaviku. Działała niejako zakulisowo, w sposób niemal dyskretny, ale zwykle bardzo skuteczny.

 

Nie można się w żaden sposób dziwić temu, że po jej śmierci bardzo ciepło wypowiadał się o niej 82-letni dziś Gorbaczow, którego zdrowie szybko się ostatnio pogarsza. Ironią losu jest to, że były sowiecki przywódca wypowiada się o obecnych władcach Rosji podobnie jak niegdyś Zachód wypowiadał się o jego Kremlu. Putina i spółkę nazywa „szajką złodziei i łapówkarzy”. Niedawno powiedział, co następuje: “Często oskarża się mnie o to, że oddałem Wschodnią Europę. Ale komu ją oddałem? Polskę zwróciłem Polakom. A komu ją miałem dać?” Jego dawna przyjaciółka z 10 Downing Street, choć tak odmienna od niego ideologicznie, byłaby z niego dumna.

 

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*