Dziwna cisza – Ameryka od środka

Muzułmanie na całym świecie, łącznie z ich w miarę liczną społecznością w USA, nieustannie domagają się, by zachodnia cywilizacja traktowała ich z należytym respektem i szanowała ich system wartości moralnych. Od czasu pamiętnych ataków z 11 września 2001 roku jest to czasami dość trudne, ale możliwe, szczególnie w stosunku do tzw. głównego nurtu muzułmanizmu, nie mającego absolutnie nic wspólnego z radykalizmem i zamachami terrorystycznymi. Czasami jednak rodzą się wątpliwości na temat tego, czy nawet ów główny nurt jest w stanie zrozumieć, dlaczego reszta świata patrzy na wyznawców Mahometa z pewną podejrzliwością.

Przed kilkoma laty mało znana gazeta duńska opublikowała rysunek satyryczny, który – zdaniem świata muzułmańskiego – obrażał ich proroka. Na ulice miast w takich krajach jak Pakistan i Indonezja wyległy tysiące ludzi, protestujących przeciw “zachodnim atakom” na religię muzułmańską. Niektóre z tych protestów były dość gwałtowne i zakończyły się bijatyką. Równie oburzone były liczne kręgi muzułmańskich intelektualistów. Protesty były w miarę spontaniczne, a zatem nie można było powiedzieć, że ktoś zwykłych ludzi zainspirował lub sprowokował do wyjścia na ulice.

Czy dziś w Pakistanie dochodzi do masowych demonstracji ulicznych? Czy protestują muzułmanie w USA? Nie. A szkoda, bo powód jest znacznie ważniejszy od sprawy duńskiego rysunku. Przed kilkunastoma dniami 10 młodych morderców, niemal na pewno Pakistańczyków, należących do radykalnej organizacji muzułmańskiej, znalazło się na ulicach Bombaju. Ludzie ci metodycznie i z uśmiechem na twarzy strzelali do zupełnie bezbronnych i niewinnych ludzi – na dworcu kolejowym, na ulicy, w dwóch hotelach. W dniu tym życie straciło prawie 200 osób i choć terroryści próbowali uśmiercać przede wszystkim Amerykanów i Brytyjczyków, większość ofiar stanowili ich pobratymcy religijni, a przynajmniej etniczni.

Ten odrażający akt mordu nikogo jakoś nie sprowokował do wyjścia na ulice w Karaczi, skąd mordercy “wystartowali” do swojego makabrycznego wyczynu. Dziwna cisza panuje też w innych środowiskach muzułmańskich – w Wielkiej Brytanii, USA, Francji. Wydawać się wręcz może, że ukazanie się rysunku w jakiejś pośledniej gazecie jest większym powodem do wzburzenia niż rzeź na ulicach jednego z najważniejszych miast Indii.

Fakt ten daje wiele do myślenia – sugeruje bowiem, że świat muzułmański posługuje się nadal skalą wartości i założeniami światopoglądowymi, które nie są za bardzo podatne na asymilację z Zachodem. Dominuje nadal mentalność, której głównym założeniem jest podział na muzułmanów i “agresywny świat innowierców” rodem z Europy Zachodniej i USA. Gdyby radykałowie z jakiejś morderczej grupy chrześcijańskich ekstremistów, która na szczęście nie istnieje, zastrzelili na ulicach Londynu kilkuset muzułmanów, mielibyśmy do czynienia z gwałtownymi zamieszkami we wszystkich krajach muzułmańskich. Akt podobnego mordu, będącego dziełem ekstremistów muzułmańskich, jakoś nie budzi równie gwałtownych emocji wśród tych muzułmanów, którzy nieustannie nas przekonują, że są gotowi do pokojowego współżycia z resztą świata.

Brak spontanicznej i zdecydowanej reakcji muzułmanizmu przeciw terroryzmowi – niezależnie od tego, jakie jest jego źródło – stanowi siłę sprawczą wielu negatywnych zjawisk we wzajemnych stosunkach świata zachodniego z Orientem. Muzułmanie często narzekają na przykład, iż są w taki czy inny sposób prześladowani, gdy traktowani są ze zwiększoną podejrzliwością na lotniskach i w innych miejscach publicznych. Nie można im się dziwić, ale oni sami nie powinni się również dziwić nam, bo od czasu zakończenia konfliktu w Irlandii Północnej i zlikwidowania niemieckiej grupy Baader-Meinhoff na palcach jednej ręki można policzyć terrorystów nie wywodzących się z kręgów radykalnego muzułmanizmu.

Brak zdecydowanego sprzeciwu wobec terroryzmu, w połączeniu z niemal średniowiecznym kodeksem karnym w wielu krajach wschodu oraz obyczajowością nie do przyjęcia we współczesnych demokracjach zachodnich, to fakty, które w sumie składają się na przepaść, której na razie nie można sforsować. Kluczem do likwidacji tego rozdziału musi być z pewnością traktowanie ofiar terroryzmu w Bombaju z podobnym oburzeniem jak śmierć niewinnych palestyńskich dzieci w starciach Hamasu z izraelską armią.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*