Dziurawa siatka

Dziurawa siatka

Być może najbardziej oczywistą różnicą między polityczną lewicą i prawicą – nie tylko w USA, ale na całym świecie – są zapatrywania dotyczące tzw. ochronnej siatki społecznej. Chodzi np. o takie rzeczy, jak dostępność opieki zdrowotnej oraz świadczenia dla bezrobotnych. W USA siatka ta jest, nie ma co ukrywać, dość wątła. Nawet jeśli ustawa zwana Obamacare przetrwa i zostanie w pełni zrealizowana, amerykańskiemu systemowi ubezpieczeń medycznych nadal będzie bardzo daleko do systemów oferowanych np. w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, czy we Francji. Innymi słowy, dla przeciętnego mieszkańca USA jakakolwiek poważna choroba pozostanie ogromnym problemem finansowym.

got work

fot.womanadvancenc.org

Konserwatyści twierdzą, że siatka ochronna powinna być nikła, gdyż jakiekolwiek świadczenia społeczne w jakiś tajemniczy sposób uzależniają ludzi od rządu i tworzą społeczeństwo leni i nierobów. Według tej teorii, osoby obdarzane przez władze zapomogami w postaci zasiłków oraz kartek na żywność są w ten sposób w tak dobrej pozycji, że nigdy nie będą już szukać pracy i pozostaną na naszym utrzymaniu.

Problem w tym, że coś takiego zwykle głoszą ludzie, którzy biedy nigdy nie klepali i tak naprawdę nie mają pojęcia o tym, jak żyją przeciętni Amerykanie. Choć każdy rządowy system wspomagania finansowego obywateli zawsze będzie przez kogoś bezprawnie wykorzystywany, oczywistą prawdą jest to, że jest to problem kompletnie marginalny. Ogromna większość ludzi dostających zasiłek dla bezrobotnych wolałaby się jak najszybciej zatrudnić i żyć na własny rachunek, ale niestety nie zawsze jest to możliwe, szczególnie w ostatnich paru latach.

Z kolei lewica argumentuje zwykle, że człowiek żyjący w demokracji, ale nieustannie obawiający się o swój los – np. zdrowie, kondycję finansową, pracę, itd. – ma tę demokrację gdzieś, gdyż musi dzień w dzień walczyć o przetrwanie. W związku z tym, zgodnie z tym tokiem myślenia, do państwa należy stworzenie siatki ochronnej, która nie jest dziurawa i która skutecznie oddala wizję katastrofalnych następstw bezrobocia, chorób, wypadków, etc.

Prawda leży zapewne gdzieś pośrodku, ale prawdą jest również to, że – w porównaniu do wielu innych państw Zachodu – Ameryka jest pod wieloma względami krajem dość okrutnym w stosunku do tych, którym nie wiedzie się najlepiej. W Kongresie trwa na przykład dyskusja o tym, czy należy przedłużyć okres, w jakim ludziom bez pracy można dawać zasiłki. Obecnie przysługują one bezrobotnym przez 26 tygodni, a potem każdy musi sobie radzić sam. Gdy pojawiła się propozycja, by okres ten tymczasowo przedłużyć, senator Rand Paul z Kentucky powiedział, co następuje: „Ja popieram zasiłki dla bezrobotnych przez 26 tygodni, ale jeśli okres ten zostanie przedłużony, zaszkodzi to samym zainteresowanym”.

Zaszkodzi to samym zainteresowanym? Naprawdę? Jest to dość typowy idiotyzm powtarzany okresowo przez wielu polityków. Może senator Paul, który wywodzi się z zamożnej rodziny i któremu nigdy niczego materialnie nie brakowało, winien przyjrzeć się temu, jak z problemem zasiłków dla bezrobotnych radzą sobie inne rozwinięte kraje zachodnie. W Holandii, na przykład, ludzie wspomagani są przez rząd tak długo, jak długo nie mogą znaleźć pracy. We wszystkich praktycznie krajach UE zasiłki dla bezrobotnych przysługują przynajmniej przez rok. Innymi słowy, Ameryka pod tym względem pozostaje daleko w tyle. W związku z tym udawanie, że przedłużenie poza 26 tygodni okresu wypłacania takich zasiłków w USA to jakaś wielka łaska ze strony rządu jest po prostu śmieszne. Jest to raczej skromne łatanie dziur w bardzo dziurawej siatce.

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*