Drogie studia? Nie w West Point

Jest niemniej prestiżowa niż najlepsze amerykańskie uczelnie, a oprócz wiedzy wpaja dyscyplinę i hartuje organizm. Co więcej kadeci nie martwią się o czesne, bo w całości pokrywa je armia i do tego płaci stypendium. Na początku lipca naukę w Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych (USMA) w West Point rozpoczęło blisko 1200 osób, choć chętnych było ponad dziesięć razy tyle.

 fot. Peretz Partensky

Na liście „Forbesa” najlepszych amerykańskich uczelni United States Military Academy zajmuje siódme miejsce, zaraz po Harvardzie fot. Peretz Partensky

Zaprojektowaną przez Tadeusza Kościuszkę dawną twierdzę i dumę prezydenta George’a Washingtona przekształcono w akademię wojskową w 1802 roku, a uroczyście otwarto 4 lipca tego roku. Podstawę programu nauczania stanowiła wówczas inżynieria, ale dziś na uczelni można też studiować nauki społeczne czy języki, które cieszą się dużym powodzeniem. Po szkole uzyskuje się dyplom licencjata (Bachelor of Science) i stopień podporucznika.

Jednak sito selekcji na West Point przechodzi tylko około 10 procent chętnych. Kadeci reprezentują każdy stan w USA, ale uczelnia przyjmuje też zagranicznych studentów. W tym roku w gronie 17 osób z zagranicy znaleźli się m.in. obywatele Łotwy, Mołdawii, Mongolii czy Botswany (przy czym koszty ich nauki pokrywa ich rodzimy kraj).

Zakończenie nauki w West Point fot. The U.S. Army

Zakończenie nauki w West Point fot. The U.S. Army

Warto dodać, że na USMA studiują też kobiety (od 1976 roku), choć od kilku dekad pozostają w dużej mniejszości. W tym roku w gronie kadetów znalazły się 194 panie, co stanowi 16 procent przyjętych.

Zielone i malownicze tereny ćwiczebne usiane zabytkami z czasów wojny o niepodległość, położone 80 km na północ od Nowego Jorku nad rzeką Hudson i zajmujące 6 tys. hektarów powierzchni, mogą stać się przez cztery lata domem dla kandydatów, którzy mają co najmniej 17 lat, ale nie więcej niż 23 w dniu przyjęcia na uczelnię (R-Day), czyli 1 lipca. Aplikanci muszą być także być stanu wolnego i mieć ukończone liceum (z ponadprzeciętną średnią), nie mówiąc o wymaganej nominacji od kongresmana, senatora, wiceprezydenta lub prezydenta USA.

Zwykle 80 procent studentów jest w stanie sprostać stawianym przed nimi wymaganiom. A jak wyglądają początki? Po „90 sekundach na pożegnanie z rodziną” rozpoczyna się sześciotygodniowe szkolenie podstawowe (zwane „beast” od wymowy BCT – Basic Cadet Training), w skład którego wchodzą zajęcia od 6.00 rano ze strzelania czy wspinaczki i po którym w sierpniu studenci dołączają do korpusu kadetów. Wakacje na drugim roku w „Hudson High”, jak nieformalnie kadeci mówią na uczelnię, również mijają na treningach na poligonie, ale już słuchacze trzecioroczni sami prowadzą musztrę, ćwicząc umiejętności przywódcze, co jest jednym z ważniejszych celów podczas edukacji i czego przejawem są liczne wysokie stanowiska sprawowane przez absolwentów uczelni (do tzw. „Long Grey Line” – „Długiej Szarej Linii” należeli m.in. dwaj prezydenci USA – Ulysses Grant i Dwight Eisenhower).

Ciekawym wydaje się fakt, że gdy w USA tyle spekuluje się o bańce edukacyjnej, czyli niebezpiecznie rosnącym długu amerykańskich studentów, problem ten w ogóle nie dotyczy słuchaczy akademii wojskowych. Zarówno na West Point, szkole dla oficerów armii, jak i uczelniach kształcących oficerów dla morskich i powietrznych sił zbrojnych, koszty edukacji pokrywa rząd. Oprócz opłaty samego czesnego (w 2010 r. około 25 tys. dol. za semestr), studenci mają też zapewnioną opiekę medyczną i dostają miesięczne stypendium (ok. 550 dolarów). I to, w czym jedni widzą obowiązek odbycia po studiach pięcioletniej służby czynnej i trzyletniej w rezerwie, dla innych będzie gwarantem zatrudnienia po szkole.

Podczas szkolenia podstawowego dla kadetów fot. Sgt. Vincent Fusco, Dir. of Public Affairs and Communications, West Point

Podczas szkolenia podstawowego dla kadetów fot. Sgt. Vincent Fusco, Dir. of Public Affairs and Communications, West Point

Na liście „Forbesa” najlepszych amerykańskich uczelni United States Military Academy zajmuje siódme miejsce, zaraz po Harvardzie. Amerykańska armia dysponuje odpowiednimi środkami, by West Point mógł zapewniać studentom dobry start i wsiąknięcie w struktury kadr oficerskich, a przede wszystkim wpojenie kodeksu honorowego. Jednak od dłuższego czasu gorzej radzi sobie z zabezpieczaniem odwrotu swoich wojsk, o czym świadczy 20-procentowe bezrobocie wśród młodych weteranów, a hołubiona lojalność z trzaskiem rozbija się o szary uliczny chodnik, na którym walczy o przetrwanie ponad 60 tysięcy doświadczonych żołnierzy.

Anna Samoń

Źródło: umsa.edu

Categories: Ameryka, Felietony, Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*