Dobry przykład

Ameryka od środka

Z okazji otwarcia w Dallas prezydenckiej biblioteki George’a W. Busha w tym samym miejscu pojawili się wszyscy żyjący, byli prezydenci – a zatem obaj Bushowie, Bill Clinton oraz Jimmy Carter – do których dołączył obecny prezydent, Barack Obama. Spotkania takie odbywają się niezwykle rzadko, ale mają bardzo ważną symbolikę, którą nie może pochwalić się na świecie praktycznie żaden kraj.

Prezydent Obama podczas otwarcia biblioteki George'a W. Busha fot.: Larry W. Smith/PAP/EPA

Prezydent Obama podczas otwarcia biblioteki George’a W. Busha fot.: Larry W. Smith/PAP/EPA

Wszyscy doskonale wiedzą o tym, że prezydentura młodszego Busha do dziś pozostaje niezwykle kontrowersyjna, natomiast na Carterze od lat wieszana jest etykieta „najgorszego prezydenta” XX wieku. Obama również ma spore rzesze zażartych przeciwników, w tym również mocno radykalnych. Nie jest też dla nikogo tajemnicą to, że Kongres znajduje się od wielu miesięcy w stanie spolaryzowanego i nieprzejednanego impasu, który powoduje, iż efektywność rządu federalnego pozostawia wiele do życzenia.

A jednak w USA od niepamiętnych czasów obowiązuje niepisana zasada, że wszelkie, nawet bardzo ostre animozje od czasu do czasu ustępują tymczasowemu pokazowi jedności i tolerancji. Piątka, która zebrała się w Dallas, w sensie światopoglądowym reprezentuje bardzo rozbieżne stanowiska, a historia wyborczych potyczek też nie sprzyja jakiejkolwiek ugodowości. Nie można się też spodziewać, że spęd prezydenckiej piątki w Teksasie nagle spowoduje, iż w Waszyngtonie dojdzie do jakiegoś politycznego cudu. Mimo to Ameryka potrafi zawsze dowieść, że jej system sprawowania władzy, wraz z definiującymi go zasadami demokracji, jest czymś absolutnie wyjątkowym.

Spotkanie w Dallas to nie tylko dobry przykład dla krajów – mówiąc delikatnie – skrajnych, takich jak Iran czy Korea Północna, ale również dla demokracji pozornych, takich jak Rosja czy Ukraina, oraz dla demokracji rzeczywistych, którym tu i ówdzie parę rzeczy brakuje. Niestety do tego drugiego grona należy na razie również Polska. O ile spotkanie w Dallas było nie tylko możliwe, ale również pozbawione jakichkolwiek kontrowersji, kontakty polskiego rządu z opozycją praktycznie nie istnieją, a ściślej odbywają się przez pośredników, czyli wydelegowane przez odpowiednie partie polityczne „megafony”. Gdy w Teksasie stoją obok siebie tacy ludzie jak Clinton i Bush senior, dawniej zagorzali rywale, w Warszawie nie do pomyślenia jest spotkanie Tuska z Kaczyńskim, niezależnie od pretekstu. Czasami wydaje się wręcz, że rząd i opozycja działają w dwóch całkowicie oddzielnych od siebie rzeczywistościach.

Ameryka z pewnością nie jest wzorcem demokracji, a nawet nie powinna nim być, gdyż każdy kraj ma absolutne prawo do szukania własnych rozwiązań. Nie zmienia to faktu, że od lat dajemy światu bardzo dobry przykład tego, jak oddzielać polityczne spory od prostego faktu, iż wszyscy żyjemy w tym samym kraju i że czasami należy po prostu zapomnieć o różnicach zdań, choćby na chwilę. A to że nasi byli i obecni przywódcy potrafią ze sobą rozmawiać „jak ludzie” było i jest świadectwem siły tego państwa.

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*