Dobry pomysł – Ameryka od środka

W powodzi coraz gorszych, często przerażających wieści gospodarczych i ciągłych dyskusji o tym, czy czeka nas tylko recesja, czy też może depresja, trudno jest znaleźć jakiekolwiek optymistyczne przedsięwzięcie rządu federalnego. A jednak czasami przedsięwzięcia takie się pojawiają i zasługują na uwagę.

Amerykański Departament Edukacji uruchomił internetową witrynę www.usalearns.org., która ma jedno, proste zadanie — zaoferować uczenie się języka angielskiego przez imigrantów — zupełnie darmo, w domu, przy pomocy dobrze opracowanych narzędzi, pomocy wizualnych, “elektronicznych lektorów”, itd. Nie zastąpi to wprawdzie specjalnych kursów typu ESL, ale nie wymaga za to żadnych nakładów finansowych, nie zmusza do uczęszczania gdzieś na lekcje, etc.

Szacuje się, że w USA mieszka obecnie ok. 11 milionów osób, które nie umieją mówić i pisać po angielsku. Tylko ok. 10% tych ludzi stara się tę sytuację zmienić. Reszta w zasadzie zrezygnowała, czyli nie uczy się aktywnie języka i pozostaje zamknięta w swoim własnym środowisku językowym.

Jest to zjawisko niepokojące. Choć od czasu do czasu pojawiają się propozycje ustanowienia języka angielskiego oficjalną mową kraju, w praktyce nie ma na to większych szans. Z drugiej strony, wszyscy są zgodni co do tego, iż angielszczyna od samego początku istnienia państwa była specyficznym spoiwem kulturowych dla ludzi przybywających tu ze wszystkich możliwych zakątków świata. Asymilacja ludności napływowej zawsze była jednoznaczna z podstawową znajomością angielskiego i dziś jest dokładnie tak samo, jak przed laty.

W tym kontekście niemal każda inicjatywa, nawet jeśli początkowo skromna, której celem jest zachęcenie imigrantów do nauki angielskiego zasługuje na pochwałę. Wspomniana witryna Departamentu Edukacji nie tylko uczy języka, ale robi to w realiach czysto amerykańskich, w ramach konwersacji o takich tematach jak struktura rządu, płacenie podatków, ochrona zdrowia, obywatelstwo kraju, itd. Nie brakuje też tematów czysto użytkowych — jak kupić samochód, jak pytać o drogę, a nawet jak się zachować w przypadku zatrzymania pojazdu przez policję.

Trudno oczywiście przewidzieć, czy coś takiego w ogóle zda egzamin i czy internetowe narzędzie nauczania dotrze do odpowiedniej liczby imigrantów. Moim zdaniem jest to jednak znacznie lepsze i znacznie mniej kosztowne rozwiązanie od finansowego wspierania programów nauczania w językach obcych w wybranych szkołach publicznych. Programy tego rodzaju są z definicji kontrowersyjne, ponieważ zamiast do asymilacji zachęcają do lingwistycznej odrębności i w żaden sposób nie przygotowują do codziennego życia we współczesnej Ameryce.

Jakiekolwiek próby nakłaniania napływowych grup etnicznych do nauki angielskiego rutynowo powodują oskarżenia o dyskryminację ze strony władz i oskarżenia o to, iż rząd zabrania komuś mówić w języku rodzimym. Są to tezy bezsensowne, bo przecież każdy może w życiu prywatnym posługiwać się dowolnym językiem, a konieczność posługiwania się angielskim dotyczy wyłącznie miejsc publicznych, np. urzędów, sądów, agencji rządowych i wielu innych. Tak czy inaczej, istnienie opisanej powyżej witryny skutecznie eliminuje dyskryminacyjne podejrzenia, ponieważ jest to wyłącznie w żaden sposób nikogo nie obowiązująca oferta, z której — jak trzeba mieć nadzieję — liczni przybysze z obcych krajów zdecydują się skorzystać.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*