Dmuchanie na zimne

Na warszawskiej giełdzie zadebiutowała spółka NTT System, największy dzisiaj polski producent komputerów stacjonarnych. Spółka sprzedała ponad 11 miliony akcji, w tym ponad 3 miliony inwestorom indywidualnym. Z publicznej oferty NTT uzyskał 50 milionów złotych. Przeznaczy je na umocnienie pozycji w kraju i zwiększenie eksportu, zwłaszcza do państw Unii Europejskiej. Na budowę nowego zakładu produkcyjnego spółka wyda 10–11 milionów złotych. NTT chce zwiększać produkcję komputerów o 20 procent rocznie przez trzy kolejne lata. W 2006 r. spółka wyprodukowała 168 tys. sztuk komputerów.

Przez lata NTT System nie uczestniczył w technologicznym i marketingowym wyścigu. Największe na rynku firmy – JTT i Optimus – prześcigały się na osiągi swoich produktów i ich coraz bardziej awangardowy wygląd. Dzisiaj JTT już nie ma na rynku po tym, jak bank zażądał od firmy spłaty kredytu, a Optimus dogorywa targany konfliktami akcjonariuszy.

NTT oferował w tym czasie komputery solidne, ale standardowe, nie narzucające się najnowocześniejszymi rozwiązaniami. Taki model biznesu, pozornie bardziej siermiężny, okazał się jednak skuteczniejszy. NTT z roku na rok zwiększał obroty. Firma nie zanotowała strat w żadnym roku działalności. Przede wszystkim pilnowała kosztów. Do dzisiaj jej prezesi siedzą razem w niewielkim pokoju. W sprzedawanych komputerach nie ma fajerwerków. Niczego, co mogłoby się okazać wielkim hitem, ale też klęską, gdyby rynek takiej innowacji nie zaakceptował.

Zdaniem szefów spółki, właściwe dobranie konfiguracji komputera jest bardzo ważne. Jeśli do środka powkłada się odpowiednio zestawione elementy, to model będzie się dobrze sprzedawał. Zbyt szybki procesor, za duży dysk twardy czy inny „podrasowany” podzespół niepotrzebnie zawyżą cenę urządzenia. Kierując się takimi założeniami, notebooki pod własną marką NTT wprowadził do oferty dopiero cztery lata po konkurencji, w lipcu 2006 r.
Nie oznacza to, że firma nie lubi innowacji. Jako pierwsza z polskich producentów pecetów uruchomiła serwis „od drzwi do drzwi”. Właściciel uszkodzonej maszyny dzwoni pod specjalny numer telefonu i zgłasza problem. Na koszt producenta przyjeżdża do niego kurier, zabiera komputer do serwisu i następnie odwozi po naprawie. NTT było pierwszym dostawcą, który rozpoczął sprzedaż pecetów w sklepach wielkopowierzchniowych.

Nieszablonowych kroków w historii NTT jest więcej. Początki firmy sięgają 1987 r. Wtedy dwaj bracia — Andrzej i Tadeusz Kurkowie — zatrudnieni na stanowiskach asystentów w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk postanowili zająć się biznesem. Wraz ze znajomym Polakiem z francuskim paszportem pojechali do Singapuru, by przywozić do Polski sprzęt elektroniczny.

Ich drogi szybko się rozeszły, a miejsce Polaka zajął w biznesie przypadkowo spotkany Sikh. Właśnie przygotowywał się do uruchomienia kursów komputerowych, gdy zawitał do niego Tadeusz Kurek. Lokal Sikha miał przeszkloną witrynę. Stały w niej komputery. Polak przechodził i zapytał, ile kosztują. Cena mu odpowiadała, więc kupił. W efekcie szkoła komputerowa nie powstała, a jej niedoszły właściciel postanowił zająć się sprzedażą komputerów w dalekiej Polsce. Davinder Singh Loomba, pierwszy dostawca braci Kurków, pozostaje do dzisiaj jednym z głównych akcjonariuszy NTT System.
Ale nie wystarczyło chcieć kupować elektronikę w Singapurze i sprzedawać ją w Polsce. Trzeba było mieć za co. A wczesne problemy wydają się dzisiaj zupełnie niezrozumiałe. Przykładowo, w latach 80. nie można było normalnie wymieniać złotówek na inne waluty.

Żeby sobie z tym poradzić, założyli firmę transportową. Cztery ciężarówki kursowały ze wschodnioniemieckiego lotniska Berlin Schonefeld do Polski, przewożąc sprzęt elektroniczny dostarczany tam lotami cargo przez azjatyckie firmy, które chciały go następnie sprzedawać nad Wisłą.

Na biednym polskim rynku najważniejsza stała się polityka cen. Firma musiała być tańsza od konkurencji, bo tylko to zapewniało ciągłość sprzedaży. Troszczono się więc nie o zysk, ale o pokrycie kosztów działalności. Firma transportowa była wyłącznie środkiem do uzyskiwania dewiz, za które według ówczesnych przepisów można było legalnie sprowadzać komputery i części do nich.

Wreszcie nadeszła zmiana ustrojowa, a z nią reformy Balcerowicza. Nie trzeba było się już uciekać do kombinacji. Polska zaczęła przypominać inne kraje. Singapurski udziałowiec NTT postanowił osiedlić się nad Wisłą. Za podpowiedzią braci Kurków rozkręcił tu nowy interes. Tak powstała Maharaja, pierwsza indyjska restauracja w Warszawie.

Przez lata NTT montował i sprzedawał wyłącznie klasyczne komputery typu desktop. W przeciwieństwie do konkurentów firma nie inwestowała w konstrukcje serwerów czy w notebooki. Te ostatnie wprowadziła na rynek dopiero w 2006 roku. Polski rynek przenośnych pecetów wchłaniał już wtedy blisko 900 tys. maszyn i rósł 5,5 raza szybciej niż wciąż większy od niego segment komputerów biurkowych. To charakterystyczna postawa dla NTT. Firma nigdy nie stawiała na nadmierne innowacje, które mogłyby stać się rynkowym hitem, ale niosły także ryzyko spektakularnej porażki w razie odrzucenia nowinek przez rynek. Zawsze starała się pozycjonować w głównym nurcie komputerowego biznesu i unikać ekstrawagancji. Na polskim rynku komputerów NTT System zajmuje dzisiaj czwartą pozycję, wyprzedzają ją tylko krajowe oddziały wielkich koncernów międzynarodowych.
Rynek zaakceptował taką konserwatywną postawę właścicieli i szefów NTT. Udany kwietniowy debiut na Giełdzie Papierów Własnościowych potwierdził zasadność takiej formuły biznesu.

Andrzej Nierychło

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*