Debata jest dobra na wszystko?

Okiem felietonisty

Trawestując piosenkę z kabaretu Starszych Panów : “debata jest dobra na wszystko, debata na drogę za śliską, debata na stopę za niską, debata podniesie ci ją”. Trwa spór o kształt i ilość debat kandydatów do prezydentury w Polsce. Politycy przywiązują ogromną wagę do wyników takich debat. Media nadają debacie formę turnieju, w którym uczestnicy popisują się wszechstronną wiedzą na każdy temat, który pojawia się w dyskusji. Politycy uczestniczący w tych debatach wiedzą wszystko o Polsce, z wyjątkiem naszej w niej biedy. A polska bieda, zresztą jak każda bieda, ma różne formy i różne dolegliwości w zależności od wieku biedaka, jego energii, jego wykształcenia i miejsca zamieszkania.

W Polsce ważne jest również, czy się mieszka w Warszawie, czy poza nią. Warszawa to Polska “A”, reszta kraju to Polska “B”. Trzeba to jednak zmienić. Polska jest krajem ogromnych przemian. Nasze indywidualne zdolności i ułomności, pomnożone przez ułomności globalnego systemu, konsekwentnie tworzą zupełnie nową Polskę, która w niczym nie przypomina już PRL-u, chociaż obyczaje i mentalność Polaków “po czterdziestce” tkwią w tym PRL-owskim kotle po same uszy. 

 

Mój ostatni pobyt w Polsce, w czasie Świąt Wielkanocnych, uświadomił mi boleśnie ten podział Polski na dwa pokolenia. Ludzie młodzi z pobłażaniem wysłuchiwali moich pro-PiS-owskich opinii na temat pośledniego miejsca Polski w Europie, konieczności odzyskiwania powoli traconej suwerenności i zmieniali temat rozmowy. Moja “debata” z młodymi Polakami nieznającymi rzeczywistości PRL-owskiej, przypominała moje rozmowy z moim ojcem, który tkwił w Polsce sanacyjnej, czyli przypominała rozmowę opisaną w żartobliwym dialogu z obrazem na ścianie. 

 

Wystarczy posłuchać naszych polonijnych rozmów radiowych, aby przekonać się , że brakuje w tej dyskusji głosów ludzi młodych, przed którymi życie stawia inne cele niż przed pokoleniem ludzi w średnim wieku, czy przed emerytami. Młodzi ludzie nie odpowiadają za zbrodnie i pomyłki dziadków i nie chcą dźwigać na swoich barkach obsesji i grzechów rodziców. Młodzi ludzie chcą mieć prawo do popełniania błędów, jak ich rodzice.

 

Ta zdecydowana różnica pokoleniowa w okresie transformacji politycznej w Polsce będzie najistotniejszym czynnikiem wpływającym na wynik wyborów w Polsce. Drugim ważnym czynnikiem będzie frekwencja przy urnach wyborczych. W Polsce młodzi ludzie nie boją się Niemców i również nie boją się Rosji. Filmy z okresu drugiej wojny oglądają jak westerny hollywoodzkie. W wypadku Polski to są raczej easterny, ale żądanie, czy oczekiwanie, by młodzi ludzie odczuwali lęk czy uprzedzenia po obejrzeniu filmu, to tak jakby żądać, by bali się Indian po wyjściu z kina po obejrzeniu westernu. Oczywiście są wyjątki, ale wyjątki nie decydują o wyniku wyborów. Od ilości oglądanych filmów nie przybywa zbyt wiele mądrości, gdyby tak było, to krytycy filmowi stanowiliby wybraną kastę mędrców. 

 

Każde wybory stanowią jednak dobrą okazję do przeprowadzenia debaty z samym sobą. Nawet próba odpowiedzi na pytanie, na kogo będę głosował i dlaczego, może być pożyteczną próbą wpisania się do grona ludzi odpowiedzialnych za losy ojczyzny. 

 

Polska jest metodycznie kolonizowana przez obcy kapitał zagraniczny i ta forma neokolonializmu jest najpoważniejszym zagrożeniem dla bytu narodowego. Ta pozornie bezbolesna metoda uzależniania Polski od zewnętrznych dyspozytorów kapitału jest skutecznie maskowana przez media. Wybory są dobrą próbą odpowiedzenia sobie na pytanie, który z kandydatów będzie skutecznie nas bronił przed tym zniewoleniem i który z kandydatów będzie nas przed tym zagrożeniem ostrzegał. 

 

Debata w naszym własnym domu jest ważniejsza od tej debaty telewizyjnej. Oczywiście trzeba ją w TV obejrzeć, aby porównać i skorygować nasze własne poglądy.

 

12 maja 2010

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*