Czy w Polsce zbudujemy pancernik? – Okiem felietonisty

Siedemdziesiąt lat temu 25 sierpnia wpłynął do Gdańska okręt szkolny marynarki wojennej Trzeciej Rzeszy, pancernik Schleswig-Holstein. Przybył tam na zaproszenie Senatu Wolnego Miasta Gdańsk. Dnia 1 września 1939 roku okręt zacumował na tzw. Zakręcie Pięciu Gwizdków. O godz. 4:43 dowódca pancernika wydał rozkaz artylerii do otwarcia ognia i ostrzału polskiej placówki na Westerplatte. W tym miejscu zaczęła się II wojna światowa, najokrutniejsza z wojen, która pochłonęła niewyobrażalną ilość ofiar na wszystkich kontynentach naszego świata. Wojna ta zmieniła też cały świat i to w sposób absolutnie nieprzewidywalny przez organizatorów tej wojny. Polska wyszła z niej okaleczona, z ranami tak dotkliwymi, jak żaden inny kraj europejski. Jej fatalne położenie geopolityczne stało się miejscem przemarszu obcych armii z zachodu na wschód i z powrotem. Po siedemdziesięciu latach od tego pamiętnego dnia Polska jest znowu słaba i tak jak w roku 1939 źle uzbrojona, z operetkową armią zawodową o wielkości wręcz symbolicznej, pozbawioną zaplecza własnego przemysłu obronnego.

Po morzach i oceanach świata pływa nowy okręt wojenny o nazwie Schleswig-Holstein. Tak nazywa się niemiecka fregata rakietowa oddana do służby w roku 1995, a Polskę nie stać na wybudowanie rakietowej fregaty o nazwie Westerplatte. Czy w Polsce zbudujemy w przyszłości chociaż jeden okręt wojenny w stoczni marynarki wojennej w Gdyni, skąd dochodzą nas rozpaczliwe głosy protestującej załogi? Czy w polskich stoczniach Gdańska, Szczecina czy Gdyni wybudujemy chociaż jeden statek handlowy na zamówienie polskiego armatora ?

W Gazeta.pl czytamy wywiad z Januszem Steinhoffem wicepremierem najgorszego rządu z okresu transformacji ustrojowej. Tytuł tego wywiadu „Z tych stoczni statków może już nie być”. Na pytanie dziennikarza : Co zrobić, jeśli inwestor powie: kupię stoczniowy majątek, ale większość sprzedam na złom, resztę użyję do produkcji niestoczniowej, a na wolnych działkach postawię apartamentowce? Czy dałby pan zgodę na taką transakcję?

Janusz Steinhoff odpowiada: Oczywiście, że tak. Powtórzę : o tym, co będzie produkowane na terenie stoczni w Gdyni i Szczecinie, będzie stanowił rachunek ekonomiczny. To właściciel, który ostatecznie wejdzie w posiadanie tego majątku, będzie decydował, jak go najbardziej racjonalnie wykorzystać. I nie wykluczałbym, że na znacznej cześci tego majątku rozpocznie się inna produkcja, ekonomicznie uzasadniona, która pozwoli przynajmniej w części na wykorzystanie istniejącego majątku stoczni – koniec cytatu.

Takich „mądrali”, jak pan Steinhoff, to teraz w polskich „elytach” zatrzęsienie. Takie opinie, jakie ten “fachowiec” wypowiada, trzeba było przedstawić polskim stoczniowcom trzydzieści lat temu, w roku 1980. Czy ten pan udaje, że nie wie, że na jednego stoczniowca przypada sześciu innych pracowników zatrudnionych w przemysłach kooperujących ze stoczniami. Przecież oni wszyscy pójdą na zieloną trawkę. Czy ten pan udaje, że nie wie, że tak zwany „rachunek ekonomiczny”, wolnorynkowy, doprowadził Stany Zjednoczone do obecnego kryzysu, a stało się to po wieloletnim i „konsekwentnym” wyprowadzeniu wielu dziedzin kiedyś znakomitego przemysłu poza granice Stanów, co jest najpoważniejszą przyczyną kryzysu ekonomicznego. Czy ten pan udaje, że nie wie, że tak można rozłożyć na łopatki każdy kraj w każdym miejscu na ziemi. Rachunkiem ekonomiczym mogą się zajmować gospodynie domowe, planujące zakupy, i właściciele small biznesu. Rachunek ekonomiczny jest rachunkiem zupełnie nieprzydatnym w planowaniu rozwoju kraju i przewidywaniu kierunku zmian technologicznych, cywilizacyjnych i politycznych.

Takie to smutne refleksje będą towarzyszyć uroczystym obchodom tak odległej, bo 70., rocznicy wybuchu II wojny światowej. W pobliżu Westerplatte stoją opustoszałe stocznie, czekające na mądre decyzje polskiego rządu, zajmującego się obecnie “polityką historyczną”, bo taki dziwny termin wprowadzono do słownictwa medialnego.

Historia jest królową nauk humanistycznych, ale trzeba ją trzymać z daleka od politycznego chciejstwa, który potrafi ją zmienić w propagandowy knot, niewarty naszych emocji.

26 sierpnia 2009
www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*