Czy mięso to mięso?

Smithfield, który w USA został ukarany największą w historii grzywną za wielokrotne naruszenia Aktu Czystości Wód, teraz nie mogąc już liczyć na zyski w Stanach Zjednoczonych począł lokować swoje świńskie interesy w Brazylii, Meksyku, Kanadzie, Francji, Wielkiej Brytani, Chinach i w Polsce! Ekspansja wielkoprzemysłowa ferm Smithfielda w Polsce trwa już od kilku ładnych lat, a rozpoczęła się od województw wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. Później przystąpiono do lokowania ich w woj. warmińsko-mazurskim. Pamiętam kiedyś poruszałam ten temat w moich audycjach. Dawne PGR-y zastąpiono fermami Smithfielda.

 

Ks. prof. Czesław S. Bartnik pisał wtedy, jak bardzo zgubne dla okolicy i kraju może być wejście w ten „świński biznes”, gdzie świnie są stłoczone w metalowych klatkach, zestresowane, karmione antybiotykami i hormonami. Fermy Smithfielda produkują ogromne ilości gnojowicy, która tworzy laguny, zagrażające wodom powierzchniowym i podziemnym. Zapach od tych chlewni rozchodzi się na kilometry. Zaniepokojenie opinii publicznej wywołuje obecność hormonów w mięsie. Także większość mięsa od krów i kurczaków, kupiona w sklepie, pochodzi od zwierząt karmionych antybiotykami i hormonami wzrostu. Preparaty te stosuje się w celu ochrony zwierząt przed chorobami, gdy żyją w zagęszczeniu i po to, by szybciej rosły.

 

***

 

Nie wiem, jak produkuje się np. szynkę w Chicago. Widząc jednak wodę w szynce z Jewel czy Dominik’s i brak zapachu, przypuszczam, że podobnie jak w Polsce, gdzie normy na wędliny stały się nieobowiązkowe, od kiedy przystąpiliśmy do Unii Europejskiej. I tak do 100 kg mięsa z przyprawami można było dolać nie więcej niż 15 l wody, teraz producenci dolewają 50 albo i 100 l wody! W kupie trzyma się to tylko dzięki chemii. Zero mięsa w kiełbasie – jak donosi Gazeta.pl. Mięso odkostnione mechanicznie – to masa kostno -tłuszczowa. Po oddzieleniu mięsa ze zwierzęcia zostaje szkielet. Przeciska się go przez sita różnej wielkości pod wysokim ciśnieniem albo podgrzewa i miele. Do tego skórki wieprzowe, tłuszcz i maski, czyli wszystko, co zdejmuje się z głowy świniaka. Plus przyprawy i związki chemiczne, które absorbują wodę… (robi mi się niedobrze).

 

Kiedyś oglądałam program w telewizji, gdzie była mowa o kiełbasie. Prawdziwa kiełbasa to taka, w której po kilku dniach po przekrojeniu widzimy taki ciemniejszy krążek. Znaczy, że jest to kiełbasa bez konserwantów. Ponadto kiełbasa ma pachnieć i to tak, że na przykład, po zrobieniu zakupów, jadąc samochodem nie możemy wytrzymać i musimy ułamać kawałek, by zjeść. Tymczasem wędliny, które kupujemy, nie pachną, a po kilku dniach są twarde i łykowate.

 

…Ech, gdzie te czasy, kiedy „wyroby mięsne były z mięsa”, świnki latały po chlewie szczęśliwe, kurki gdakały z rozkoszy i kokosiły się, gdy miały znieść jajko, a gąski piękne i białe szły z dziewczynką na pole, by poskubać trawę. Ludzie byli zdrowsi i smuklejsi.

 

Lecz chyba coś się zmienia. Ludzie zaczynają pytać, szukać dobrego mięsa i nie wkładać byle czego do ust. Ktoś powiedział, że człowiek jak byle co je – to byle co gada.

 

Coś w tym jest. Zacznijmy więc stawiać na jakość i kupujmy prawdziwe mięso z prawdziwej świni.

 

Marianna Dziś

mariannadzis@att.net

www.mariannadzis.blogspot.com

(847) 322-4740

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*