Czas na dotrzymanie słowa

W czasie ubiegłorocznej kampanii wyborczej demokratyczni politycy obiecywali, gdzie się tylko dało, że zrobią wreszcie porządek z komisją Kongresu do spraw etyki, której zadaniem jest pilnowanie tego, by posłowie działali uczciwie i zgodnie z przepisami. Przez ostatnie 6 lat komisja ta była w zasadzie pośmiewiskiem, gdyż tkwiła w kompletnej bezczynności i niemocy, nękana nieustannie idiotycznymi sporami proceduralnymi i głębokimi podziałami politycznymi.

Właśnie nadarza się idealna okazja po temu, by wcześniejsze obietnice doczekały się w końcu realizacji. W stan oskarżenia postawiono mianowicie kongresmana Williama Jeffersona, którego w swoim czasie przyłapano na dawaniu i oferowaniu łapówek i u którego w domu policja znalazła w zamrażarce 90 tysięcy dolarów w znaczonych banknotach. Przed kilkoma miesiącami dokonano nawet kontrowersyjnego przeszukania jego biura w Kongresie, co wywoło protesty, ale przyniosło też dalsze materiały dowodowe.
Prowadzący w tej sprawie śledztwo sugerują, iż dowody na to, że Jefferson kupczył bezczelnie swoimi wpływami są tak oczywiste, że nie powinno być większych problemów z uzyskaniem w przyszłości wyroku skazującego. Jednak Nancy Pelosi i jej współpracownicy wcale nie muszą czekać, aż taki wyrok zapadnie, gdyż osąd nad etyką postępowania Jeffersona nie ma nic wspólnego z postępowaniem kryminalnym.

Od pewnego czasu mówi się nieoficjalnie w Waszyngtonie, że Pelosi zamierza wyrazić zgodę na utworzenie nowej, niezależnej komisji do spraw etyki, mającej składać się z powszechnie poważanych, byłych członków Kongresu z obu partii politycznych. Jeśli takie plany rzeczywiście istnieją, przypadek Jeffersona stanowi bardzo istotny test. Jeśli bowiem kontrolowany przez demokratów Kongres potrafi przykładnie ukarać przekupstwo polityka z tej samej partii, będzi to sygnał, że skadane wcześniej obietnice nie były czczą gadaniną. Jeśli natomiast dominować będzie nadal dotychczasowy marazm, będzie to widomy znak, iż w Waszyngtonie jest “wszystko po staremu”, mimo zmiany politycznej warty.

W tym kontekście trzeba wspomnieć, że murzyński klub poselski (tzw. “black caucus”) wykazuje się na razie zniewalającą głupotą. Zapewnia mianowicie, że będzie “do końca stał u boku kongresmana Jeffersona”, sugerując w ten sposób, iż oskarżenia pod jego adresem to jakaś rasitowska nagonka. Ciekawe, czy ci sami kongresmani nadal będą stać u boku Jeffersona, gdy ów znajdzie się już w więzieniu, co jest niemal pewne.

Pelosi i spółka mają zatem szansę na udowodnienie że nie tylko traktują swoje obietnice poważnie, ale również że, w ich dotrzymaniu nie będą jej w stanie przeszkodzić głosy co bardziej zdezorientowanych kolegów z tej samej strony politycznej barykady.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*