“Czas handlarzy”

Okiem felietonisty

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku weszliśmy w “Czas sanacji”, potem przyszedł “Czas wojny”, który przeszedł w “Czas ideologii”, a obecnie weszliśmy w “Czas handlarzy”.

 

Po kilkunastu latach handlu, który politycznie organizowały kolejne rządy, właścicielami 85 procent kapitału zostały zagraniczne banki działające na terenie Polski. Import z krajów UE i Azji zniszczył ważne gałęzie polskiego przemysłu, a wielkość zobowiązań finansowych związanych z obsługą niewyobrażalnego obecnie długu zagranicznego są skrywane przed opinią publiczną. Polska straciła kontrolę nad własnym majątkiem narodowym, stając się równocześnie dłużnikiem globalnego kredytodawcy. Taki jest obecnie stan eksperymentów globalnych przeprowadzanych w krajach Europy wschodniej. Pozornie bezideowy i wolnorynkowy “Czas handlarza” konsekwentnie odmierza godziny coraz większego zadłużenia tych krajów wobec globalnego nadzorcy finansowego.

 

Kto i kiedy zresetuje te wirtualne długi ? Pieniądz przestał być towarem, tak jak to było w czasach ekonomii kapitalizmu, a stał się “atramentem” do pisania zobowiazań płatniczych w obecnych czasach ekonomii politycznej globalizmu.

 

W takim to dziwnym okresie ostatni, duży polski bank PKO BP chce przejąć bank BZ WBK. Jednak ekonomista globalizmu, towarzysz Balcerowicz, krytykuje pomysł przejęcia banku BZ WBK, argumentując, jak na byłego członka PZPR przystało, że byłaby to niebiezpieczna dla polskiej gospodarki renacjonalizacja. Towarzysz Balcerowicz udaje, że nie pamięta, jak sektor bankowy w czasie kryzysu sprzed półtora roku obawiał się odcięcia finansowania zagranicznych oddziałów banków w Polsce. Dla krajów takich jak Estonia i Łotwa brak kontroli nad branżą bankową skończył się dramatycznym kryzysem.

 

Polska zalewana jest przez chiński towar. Polskie firmy bankrutują, a rząd trzymany w kajdanach unijnych przepisów nie może zatrzymać tego samobójczego procederu. Środki unijne otrzymywane na konkretne cele, zamiast pozostawać w Polsce i tworzyć miejsca pracy, są wydawane na inwestycje wykonywane przez chińskie firmy. Chińczycy wygrywają przetargi, ponieważ jak twierdzą nie muszą płacić lichwiarskich procentów za kredyty na budowę. Oni korzystają z pomocy finansowej państwa chińskiego, a polskie firmy muszą płacić procent od kredytu na budowę, zaciąganego w Polsce od obcego banku działającego na terenie Polski. To jest jeden z powodów braku konkurencyjności polskich firm działających we własnej ojczyźnie.

 

“Czas handlarza” odciska swoje piętno na całej głobalnej ekonomii. W Polsce handlarz także wybiera najłatwiejszą formę powiększania własnego majątku wypełniając polski rynek azjatyckim towarem. W Azji kupuje tanio, a w Polsce sprzedaje drogo w supermarketach kontrolowanych przez kapitał zagraniczny. Pozornie jest to logiczne i ekonomicznie uzasadnione. Kupić najtaniej i sprzedać najdrożej to złota maksyma w “czasach handlarza”. Polacy, czyli tubylcy, aby ten towar kupić od handlarza muszą sprzedać własną ojcowiznę. Teraz sprzedają fabryki, a potem będą sprzedawać własną ziemię. Polityczne pimpy lobbowani przez handlarzy ustanawiają prawo umożliwiające taki obieg pieniądza. Pieniądz krąży między bankami i handlarzem, który nie zamierza inwestować w fabryki, aby dać ludziom pracę, tylko buduje kolejne supermarkety i magazyny na towary z Azji.

 

Jakie tego są konsekwencje, o widzimy na co dzień na własnej skórze. Wielu ekonomistów już w XIX wieku ostrzegało, że bez przemysłu i rolnictwa nie może istnieć żadne państwo. Okazało się, że przez chwilę może ono istnieć. W tych globalnych karykaturach obecnych instytucji państwowych pieniądz stał się “perpetuum mobile”. Przelewany z konta na konto w krótkoterminowych transakcjach przynosi miliony zysku, ale tylko posiadaczom milionów. Natomiast prosty człowiek i nielegalny imigrant poszukujący pracy staje się w tych nowych czasach intruzem, będącym, według propagandy medialnej, na utrzymaniu tych co przelewają z pustego w próżne na światowych giełdach.

 

Jacek Żakowski z “Polityki” przewiduje, że nadszedł już czas na religijną reformację w Polsce. Do takiej refleksji doprowadziły go demonstracje przed krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Ja bym się z tą religijną reformacją tak nie spieszył. Naród ma anielską cierpliwość, ale ona ma też swój kres. Oby naród nie zaczął tracić cierpliwości, kiedy zacznie rozliczać kariery finansowe byłych “bojowników” Solidarności. Ta świeża “arystokracja” finansowa przedstawiła się z najgorszej strony w czasie afery hazardowej. Oni zapomnieli o etosie tego Związku, o solidarności, o spolegliwości. Państwo to dalej Bóg, Honor i Ojczyzna. To dalej łączy ludzi honoru, a w wymiarze tak kiepsko działającej laickiej sprawiedliwości Ojczyzna pozostanie jedyną wartością, dla której możemy nosić ten codzienny krzyż naszej biedy, poniżenia i naszych własnych ułomności. Okazuje się, że “Czas handlarza” uwodzi gadżetami polską elitę intelektualną, która wyobcowuje się w tempie chińskich komunistów, którzy zostają milionerami

 

26 sierpnia 2010

www.wojciechborkowski.com

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*