Bezwolna niezdara – Ameryka od środka

Kiedyś już wyraziłem w tym miejscu pogląd, że przywódca Partii Demokratycznej w Senacie, Harry Reid, jest człowiekiem, któremu zdecydowanie brakuje jakiejkolwiek charyzmy i który nie jest politykiem zbyt skutecznym. Wszystko to stało się ponownie i w sposób niezwykle jaskrawy jasne przed kilkoma dniami. Senat zdecydowaną większością głosów postanowił nie finansować stopniowej likwidacji więzienia w Guantanamo Bay na Kubie. Jest to dotkliwa porażka dla prezydenta Obamy, który obiecał tę niechlubną placówkę zamknąć w przyszłym roku. Natomiast dla Reida nie jest to ani porażka, ani zwycięstwo, lecz totalny blamaż.

Senator z Newady kompletnie uległ republikańskiej opozycji i przed kamerami telewizji powtórzył kilka razy durne banialuki o tym, iż „nie możemy pozwolić na wypuszczenie terrorystów na ulice amerykańskich miast”, tak jakby ktokolwiek coś takiego proponował. Tymczasem nikt nie mówi o zwalnianiu więźniów, lecz o ich umieszczaniu w amerykańskich więzieniach typu „supermax”, skąd w zasadzie nie można uciec – sztuka taka jeszcze nigdy nikomu się nie udała. Przypominam, że w supermaxie w Kolorado siedzi od 2006 roku Zacarias Moussaoui, wspólnik zamachowców „wrześniowych”, i jak dotąd może zagrozić wyłącznie sobie przez walenie z rozpaczy łbem o ścianę celi.

Gdy po głosowaniu w Senacie zapytano Reida o genezę jego postawy, doszło do następującej, z gruntu idiotycznej konwersacji z dziennikarzem:
Reid: Twierdzę, że Senat, zarówno demokraci jak i republikanie, nie chce, by terroryści zostali zwolnieni na terytorium USA.
Dziennikarz: Ale nikt nie mówi o ich zwalnianiu, tylko o umieszczaniu ich w więzieniach amerykańskich.

Reid: Nie można ich umieścić w więzieniu bez uprzedniego zwolnienia.
Dziennikarz: Czy mógłby pan senator wyjaśnić to stwierdzenie?
Reid: Nie mam nic więcej do powiedzenia.

Nie wiem, czy senator kpi, czy o drogę pyta. Jeśli jednak rzeczywiście sądzi, że transfer więźnia z Guantanamo do więzienia w USA wymaga uprzedniego wypuszczenia delikwenta na ulice Chicago lub Nowego Jorku, powinien poważnie się zastanowić nad zmianą kariery, bo do obecnej nie pasuje jego intelekt.

W dalszym ciągu mam nadzieję, że Obama postawi na swoim i bazę w Guantanamo zlikwiduje – wbrew teoretycznie sprzymierzonej z nim bezwolnej niezdary z Newady. Istnienie tego więzienia jest jedną z najbardziej dotkliwych plam na amerykańskim honorze i stanowi doskonały „materiał propagandowy” dla licznych przyszłych terrorystów, szukających odpowiedniej motywacji dla swojego krwawego rzemiosła. Argument, który zakłada, że nie można jakoś sensownie „rozparcelować” 240 więźniów jest po prostu nie do przyjęcia. Tych, których nie można postawić przed sądem z braku jakiegokolwiek materiału dowodowego, trzeba po prostu zwolnić i deportować z USA raz na zawsze. Pozostali powinni zostać osądzeni, albo w swoich własnych krajach, albo w Stanach Zjednoczonych. Innego wyjścia po prostu nie ma, chyba że Obama złamie swoje obietnice i postanowi więzić ludzi bezterminowo, łamiąc w ten sposób międzynarodowe prawo.

Eksperci są zdania, że z 240 więźniów w Guantanamo przed sądem w USA można będzie postawić najwyżej 40. Senat USA znalazł się zatem w godnej pożałowania sytuacji, ponieważ zdaje się twierdzić, iż potrafimy skutecznie więzić takich ludzi jak Charles Manson i Ted Kaczynski, ale uwięzienie czterdziestu facetów podejrzanych o terroryzm zakończy się ich natychmiastową ucieczką oraz kataklizmem, w wyniku którego pół Waszyngtonu zostanie wysadzone w powietrze.
Można to skomentować tylko tak: „Come on, people, be serious!”.
Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*