Ameryka w cyfrach i na wykresach

Dwa tematy ciągną się już kilka tygodni, a nowych ciągle przybywa – woda i gaz łupkowy muszą poczekać. Dzisiaj wrócimy do tematu, dlaczego ludzie się buntują. W artykule „Hasła i slogany amerykańskiej ulicy” sprzed kilku tygodni odnieśliśmy się głównie do postulatów ekonomicznych i dzisiaj będziemy je ilustrować wykresami, uzbrojeni w statystykę, albowiem cyfry mówią same za siebie. Gołe wykresy ze skromnym komentarzem pozostawiam Waszej ocenie. I już czuję niedosyt, nie zdążymy omówić tych postulatów, o których nawet nie zdążyłem jeszcze napisać, a bulwersują społeczeństwo coraz bardziej, takich jak amerykańskie współczesne wojny w Iraku, Afganistanie, zamachy z 11 września 2001 roku na World Trade Center, czy coraz większą obawę o rozpętanie przez Amerykę i Izrael trzeciej wojny światowej atakiem na Persów w Iranie.

 

W tej sprawie zabrał głos wierszem Gunter Grass i od razu spotkał się z zarzutem o antysemityzm, krytykując politykę Izraela przypisującego sobie prawo do prewencyjnego uderzenia nuklearnego na Iran. Polityka wojenna Stanów Zjednoczonych zbankrutowała w oczach świata. Prof. Wiktor Osiatyński, konstytucjonalista, politolog, autor monumentalnego dzieła „Prawa człowieka i jego granice” otwarcie przyznał, że „Irak jest szalenie ważny, ponieważ z każdego punktu widzenia prawa międzynarodowego była to brutalna agresja, niczym nie usprawiedliwiona wojna, tylko wymysłem nieistniejącej broni.” Jak zatem wierzyć propagandzie amerykańskich mediów uparcie twierdzących, że Iran jest zagrożeniem, nie dostrzegając zagrożenia, jakie niesie atak Izraela na Iran. Iran podejrzewany jest o jedną bombę atomową, gdy Izrael podejrzewa się o posiadanie kilkuset głowic nuklearnych, i nigdy nie wpuścił inspektorów międzynarodowych. O ile słowa prezydenta Iranu mogą brzmieć złowrogo, o tyle równie przerażające są zapewnienia izraelskich ekstremistów, że gdyby doszło do ataku, nie zginą sami, rozpętają piekło na Ziemi, które pochłonie wszystko. Jeśli po stronie tego szaleńczego konfliktu wykorzystuje się niemiecką łódź podwodną, a nie daj Bóg polskie myśliwce F16, zaczynam powoli wierzyć w przepowiednie, że w 2012 roku przyjdzie koniec świata i się wszyscy pozabijamy. Arsenał nuklearny na świecie jest potężny i takiej konfrontacji nie przeżyje nikt.

 

Lewe kółeczko – 1979 – 2000 – przez 30 lat nasze zarobki średnio wzrosły o $20.000 z czego najbogatsi zgarnęli 30% tortu, a reszta musiała podzielić się sześćdziesięcioma procentami, a to oznacza, że 90% społeczeństwa wzbogaciła się o wiele mniej niż średnia, a top 10% urosło zdecydowanie więcej niż $20K;

 

Prawe kółeczko – w latach 2000 – 2007 dochód na osobę zwiększył się zaledwie o $1.5K i może dlatego, że tak mało urosło, nie było się czym dzielić ze społeczeństwem i WSZYSTKO zagarnęła elita dziesięciu procent najbogatszych. Spójrzcie, że aż 90% z tych najbogatszych nie załapało się na torta, bo 3/4 zysku dostało się w ręce zaledwie 1% naj-najbogatszych i to pokazuje, w jak chorym układzie żyjemy.

 

To samo zjawisko ilustruje dobitnie kolejna rycina, która powstała w oparciu o dane Biura Kongresu USA. Widać wyraźnie, że od lat 90. 80% z nas jest pod kreską i TRACI, gdy jedynie górne 20 procent wzbiło się ponad stratę i utrzymuje na poziomie zysku do 30%. Jak widzicie, TOP 1% zarabia kolosalnie więcej niż reszta i nigdy nie miał się tak dobrze – ich zarobki szacuje się na poziomie ponad 120%.

 

Mamy zatem w Ameryce sytuację, gdzie najbogatszy 1% trzyma 43% bogactwa, kolejne 4%, które sytuuje się zaraz za najbogatszym jednym procentem, ma w rękach 30% bogactwa, pozostałe 15% posiada 20% bogactwa. Najbogatsi, czyli 1% plus 4% plus 15% = górne 20% ma razem 90% bogactwa. Natomiast 80% społeczeństwa musi podzielić się niecałymi dziesięcioma procentami.

 

Sto tysięcy milionerów płaci mniej niż 10 milionów Amerykanów – Center for America Progress opublikował dane, które wskazują, że sto tysięcy milionerów płaci podatki poniżej 26.5%, podczas gdy 10 milionów obywateli, którzy zarabiają poniżej $100.000 płaci podatki powyżej progu 26.5%.

 

USA lądują zatem na samym końcu, jeśli chodzi o próg ubóstwa, plasując się w tzw. trzecim świecie. zaraz obok Chile i Meksyku. W tej statystyce wygrywa moja ukochana Skandynawia, a Polska zajmuje siedem oczek przed Stanami Zjednoczonymi.

 

Aby proporcje przemówiły, posłużmy się konkretnymi sumami – jeśli w 1980 dostałeś czek na $2000, twój CEO (szef całkiem sporej korporacji) dostał 42 razy więcej, czyli $ 84.000. 30 lat później, w 2010, proporcje są jeszcze gorsze (1:325) – gdy ty ciągle dostajesz czek na $2000 – CEO w tym momencie dostaje $700.000

 

Co na to ludzie? Badania tygodnika TIME z października 2011 – 86% respondentów uważa, że Wall Street ma zbyt wielką władzę; 79% uważa, że przepaść w dochodach pomiędzy najbogatszymi a resztą społeczeństwa jest zbyt duża; 71% jest zdania, że szefowie banków (CEO) powinni otrzymać zarzuty prokuratorskie; 68% badanych chce, by bogaci płacili wyższe podatki. Postulat sprawiedliwszych podatków bije z kolejnego podsumowania, jakie znalazłem na stronach www.connectthedotsusa.com i obnaża chciwość amerykańskich korporacji (dane na podstawie Forbesa, US Uncut i N.Y.T.), które ustawowo mają zapisane podatki w wysokości 35%, lecz w praktyce wygląda to następująco:

 

ExxonMobil (2009) – dochód $37.3 mld, zapłacony podatek – $0.00, zwrot $156 mln.

 

Bank of America – dochód za 2009 – $4.4mld, zapłacony podatek – $0.00, zwrot $1.9 mld, tzw. bailout – tysiąc miliardów dolarów!

 

General Electric – dochód za 2010 – $14 mld, zapłacony podatek – $0.00, zaciągnięty kredyt na 3bln.

 

Ogólnie prawie 2/3 amerykańskich korporacji płaci ZERO podatku dochodowego, co oznacza stratę dla budżetu na poziomie stu tysięcy miliardów dolarów = $1 bln.

 

Kolejne dwa wykresy dokumentują, co stało się z sektorem bankowym na przestrzeni ostatnich kilku dekad. Widać wyraźnie, jak rynek skurczył się do CitiGroup, Wells Fargo, Bank of America, JPMorgan Chase. Taki los podzielił nie tylko sektor bankowy, ale i medialny, o którym również pisałem, że z ponad 50 koncernów medialnych w latach 80. do czasów współczesnych dożyło kilku gigantów.

 

Jan Wiktor Soroko

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*