Ameryka od środka. Wyprowadzka na niby

Ameryka od środka. Wyprowadzka na niby

Papież Franciszek, choć w zasadzie nadal „nowy”, zyskał sobie sympatię całego świata i jest dziś jednym z najpopularniejszych ludzi na naszym globie. Wszystko, co robi, jest oceniane niemal automatycznie jako pozytywne i optymistyczne. Ojciec Święty będzie wkrótce, bo w marcu, podejmował gościa, którego globalna sytuacja jest niemal odwrotna – od pewnego czasu wszystko, co robi, oceniane jest automatycznie jako negatywne i pesymistyczne. Chodzi oczywiście o prezydenta Baracka Obamę.

Papież Franciszek (z lewej) i prezydent Barack Obama (z prawej) fot.Luca Zennaro/PAP/EPA/WhiteHouse.gov

Papież Franciszek (z lewej) i prezydent Barack Obama (z prawej) fot.Luca Zennaro/PAP/EPA/WhiteHouse.gov

Amerykański prezydent ma jednak z papieżem jedną cechę wspólną – umie doskonale porozumiewać się z ludźmi i sprawia wrażenie człowieka, z którym niemal każdy miałby ochotę wypić piwo lub po prostu o czymś tam pogawędzić. Trzeba zatem mieć nadzieję, iż watykańskie spotkanie będzie bardzo przyjacielskie. Jedno jest pewne – nie sądzę, by papież Franciszek zamierzał ganić swojego gościa z Ameryki za domniemaną „wyprowadzkę” ambasady USA z Watykanu.

Sprawa tej wyprowadzki była przez pewien czas amunicją dla co bardziej zacietrzewionych polityków. Jak wiadomo, Biały Dom zdecydował, że ambasada USA w Watykanie przeniesie się do siedziby ambasady w Rzymie, zarówno ze względów ekonomicznych, jak i dla większego bezpieczeństwa. Gdy fakt ten został podany do wiadomości publicznej, wybuchła fala protestów. Pewien kongresman oświadczył, że jest to policzek wymierzony w amerykańskich katolików. Jeb Bush, wymieniany czasami jako kandydat na prezydenta w 2016 roku, wyraził nadzieję, że przeniesienie ambasady nie jest „zemstą za to, że katolickie organizacje nie popierają Obamacare”. Jak na człowieka rzekomo umiarkowanego i rozważnego, zdecydowanie „poszedł na całość”.

Ta burza w łyżce wody, na szczęście nie święconej, jest z gruntu idiotyczna z kilku powodów. Po pierwsze, dotychczasowa ambasada USA w Watykanie też nie znajdowała się w Watykanie, lecz w Rzymie, co jest o tyle zrozumiałe, iż Stolica Apostolska zajmuje tak niewielkie terytorium, że żadnych ambasad tam nie może być i nie ma. Po drugie, choć nowe lokum ambasady znajdować się będzie w kompleksie amerykańskiej ambasady we Włoszech, placówka będzie posiadać oddzielne wejście i odrębny budynek, czyli będzie miała własną tożsamość. Wreszcie po trzecie, wszystkim tym, którym zależy, by watykańska ambasada była jak najbliżej papieża, zwracam uwagę na fakt, iż nowe miejsce jest w sensie czysto geograficznym nieco bliżej granic Watykanu niż poprzednie.

Wszystko to jednak dla niektórych nie ma najmniejszego znaczenia. Skoro ambasada „wyprowadza się z Watykanu”, mimo że się wyprowadzić nie może, bo jej tam nie ma, widomy to znak, że Obama ma jakoweś niecne zamiary wobec katolików. Nie dziwi mnie to specjalnie, bo przecież czego można się spodziewać po skrytym muzułmaninie, który urodził się na Marsie albo w Kenii?

Jestem pewien, że papież Franciszek w czasie spotkania z amerykańskim przywódcą ani słowem nie wspomni o nowym lokum dla dyplomatycznej placówki USA. Z Obamą z pewnością porozmawia o sprawach znacznie ważniejszych niż przeprowadzkowe głupoty.

Andrzej Heyduk

Categories: Felietony

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*