Alergia na dumę narodową

Alergia na dumę narodową

Amor patriae nostra lex – miłość ojczyzny naszym prawem. Sentencja ta stanowiła motto polskiej usarii – najpiękniejszej i najskuteczniejszej kawalerii swoich czasów, która do dzisiaj pozostaje symbolem męstwa oraz dawnej potęgi i chwały Rzeczypospolitej. Mimo upływu kolejnych stuleci widok skrzydlatych jeźdźców w lśniących zbrojach paradujących na pięknych koniach nadal przyprawia o gęsią skórkę. Rozgrzewa polskie serca, wlewając w nie potężną dawkę zdrowej, narodowej dumy. Bez znaczenia, czy husaria prezentuje się publiczności na jednej z licznych rekonstrukcji historycznych, czy tak jak ostatnio; bierze udział w defiladzie wojskowej z okazji Święta Wojska Polskiego.

Słynną warszawską Wisłostradą przemaszerowało kilka tysięcy żołnierzy i rekonstruktorów, a w niebo wzbiło się ponad 100 maszyn lotniczych – począwszy od helikopterów bojowych, po najnowsze amerykańskie myśliwce. Ramię w ramię z Polakami maszerowali nasi sojusznicy – żołnierze z USA, Wielkiej Brytanii, Chorwacji. Widok zapierał dech w piersiach. Impreza przyciągnęła tłumy warszawiaków. Niemalże na całej trasie przemarszu spóźnialscy nie byli w stanie znaleźć wolnego miejsca z dobrym widokiem na biegnącą wzdłuż Wisły arterię. Swoją frekwencją Polacy udowodnili, że defilady wojskowe są przez nich pożądane. Niestety nie wszystkim przypadają one do gustu. Okazuje się, że nawet przemarsz polskich żołnierzy może stać się kością niezgody i wywołać kontrowersje. De gustibus non est disputandum? Nie w tym wypadku. Wszak mowa o politykach!

Niektórzy z nich przejawiają poważną alergię na dumę narodową. Są uczuleni na defilady wojskowe, silne i zbiorowe manifestowanie polskości oraz wynikające z niej umiłowanie żołnierzy, którzy pilnują, by tej polskości nie rozjechały kiedyś gąsienice wrogich czołgów.
Dla krytyków to po prostu niepotrzebne manifestowanie zbiorowego podniecenia, wynikającego z faktu bycia Polakiem, w dodatku rzekomo napędzane mitem narodowej martyrologii. Dziwi mnie takie podejście. Przecież nie ma w tym nic złego. Ba, jest to wspaniałe i zdrowe zachowanie – oddawanie czci i honorów tym, którzy strzegą jej bezpieczeństwa. Niestety lewica ma z tym problem, a im bardziej postępowa i światowa, tym problem ma większy. Wściekły atak i ślepa, niczym nieuzasadniona krytyka. Nie, bo nie! Marnowanie pieniędzy, paraliż miasta – to najczęściej pojawiające się argumenty. Są jednak i gorsze – oskarżenia o faszystowskie umiłowanie militaryzmu i tym podobne brednie. Dla radykalnej lewicy, a takiej niestety coraz więcej w świecie, wszystko co narodowe, wojskowe i dumne, jest zagrożeniem i „faszyzmem podnoszącym łeb”.

Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta Warszawy z ramienia Platformy Obywatelskiej, określił atmosferę panującą na defiladzie mianem patetycznej. Wolał w tym czasie wybrać się na jarmark, na którym mógł „poszperać w książkach, kupić dżem i porozmawiać z sąsiadami”. Jego zdaniem to była świetna alternatywa. Pozostali przedstawiciele opozycji również postanowili nie zjawiać się na tegorocznych obchodach Święta Wojska Polskiego. A to wszystko w roku stulecia odzyskania przez nas niepodległości. Przecież to absolutna granda! Co to ma w ogóle znaczyć? To jest ich święty obowiązek, jako polskich polityków. Niech nie robią tego dla Kaczyńskiego, lecz dla Polski oraz tych wszystkich, którzy są gotowi ginąć w jej obronie. Opozycja tak bardzo nienawidzi PiS-u, że zaczyna już bojkotować uroczystości państwowe i biorących w nich udział żołnierzy. Bieżące spory polityczne przysłaniają niektórym rozum.

Kandydat PO na prezydenta stolicy uważa, że takie defilady to igrzyska, które niepotrzebnie paraliżują metropolię. Przywodzą mu na myśl zupełnie inny ustrój i zupełnie inne czasy. Czytaj: faszyzm znowu podnosił łeb! Gdzie był Pan Trzaskowski, gdy identyczne defilady organizowała Platforma Obywatelska? Jakoś nie pamiętam, by politycy PO wówczas protestowali i snuli groźne wizje. Kiedy ogromną defiladę organizowali w swojej stolicy Francuzi, również była cisza. Innym wolno, nam nie. A co z mottem husarii? Może powinniśmy je co poniektórym przypomnieć. Miłość ojczyzny naszym prawem!

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

 

Na zdjęciu: uczestnicy Wielkiej Parady Niepodległości w Warszawie, 15 sierpnia 2018 r.

fot.Jacek Turczyk/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Felietony

Comments

  1. Normals
    Normals 23 sierpnia, 2018, 19:30

    Zaproponowałem Dziennikowi Związkowemu felietony mojej znajomej jako odpowiedz na ten i inne skretyniałe teksty napisane przez ograniczonego albo udającego głupka prawicowego idiotę . Nazwałem ten cykl- felietony drugiej strony …….

    Dagmara Chraplewska-Kołcz

    Warszawa pis, święto Wojska Polskiego, 15.08.2018r…! Swastyki, spuszczony ze smyczy onr, maszerujący czwórkami naziole, wrzeszczący „śmierć wrogom ojczyzny” faszyści, cały ten badziew ochraniany opłacaną z naszych podatków „policją”, monotonny głos gliniarza, ktory mówi o legalu dla łysych pjbów a nad tym wszystkim art.13 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej:
    „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.”
    Po ..uja mamy prawo??! Jak tak, to czas zacząć się nprdlć i już. Ja wypowiadam posłuszeństwo temu państwu, bo zgraja komuchów wspomagająca się bezmózgimi, heilujacymi faszystami, którzy rwą się do zabijania, to zdecydowanie nie moja bajka!
    Szok! Wstyd! Nienawiść! Tyle mam hołocie do powiedzenia!

    Część druga :

    Czytam sobie komentarze mUndrych, którzy tłumaczą mi, ze swastyka wywalona na budynek Dowództwa Garnizonu Warszawawy w dniu 15.08, to „artystyczna inscenizacja” i cali zadowoleni wylewają mi swoje wielce „oburzone” argumenty, które mają mnie naprostować, bo im się mój post z pisowską propagandową papką jakoś nie zgadza.
    To wyjaśnię może kumatym inaczej, jak nieubliżając zacnej krowie na miedzy, w punktach, żeby szanowni „nadążyli”, co jest w tym tekście meritum, a co tłem..:
    1. Po pierwsze pisowskie tuzy intelektu – wiem, że ta swastyka była elementem chorej, przerysowanej, nietrafionej, zwłaszcza w tym dniu i niestety wpisującej się w postępującą faszyzację naszego pisowskiego grajdoła nad Wisłą „inscenizacji”. Jednak co ma faszystowska opowiastka, którą możnaby zrozumieć np.we wrześniu, z obchodami dnia Wojska Polskiego 15.08, to chyba tylko sodomita Błaszczak wie, no i rzecz jasna szanowni „wszystkowiedzący”, zawsze „douczeni” i zawsze mający rację, nie liczący się ze zdaniem innych propisowscy klakierzy.
    2. Jakbyście mili Państwo zechcieli przeczytać post ze zrozumieniem, co jak rozumiem w gronie piso- kukizowych akolitów jest niemożliwe albo bardzo trudne to osiągnięcia, to squmalibyście, że tekst dotyczy przemarszu faszystów z onr ulicami Warszawy, co w kontekście tej dziwacznej i zupełnie niepotrzebnej „inscenizacji”, dało ohydny obraz odradzającego się pod opieką rządu pis faszyzmu i przyzwoleniu na łamanie prawa zapisanego w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Swoją drogą, trzeba mieć wrażliwość troglodyty, żeby tego nie zauważyć.
    3. I na koniec, 94 letnia babcia znajomej płakała oglądając ten piwniczny spektakl i nie były to łzy wzruszenia z powodu „kunsztu” i „artyzmu” przedsięwzięcia, tylko powrotu obrazów, które nie miały już nigdy pojawić się na ulicach Warszawy! Więc zanim zmowu z pogardą i knajackim zacięciem będziecie się tu wymUndrzać, zastanówcie się o czym, dlaczego, dla kogo albo zwyczajnie uciszcie się, bo szkoda na was czasu.
    4. Dziękuję za uwagę i życzę udanego dnia w nowej, faszystowskiej, olewającej przyzwoitość i prawo rzeczywistości, w którą postanowiłam wejść po swojemu, o czym w poście też było.
    5. Wszystkie faszystowskie i postkomusze, pisowskie spady uprzejmie proszę o czytanie kilka razy, bo nie musicie ośmieszać się bardziej, niż jest to konieczne, chociaż rozumiem, że w waszym przypadku będzie to trudne do osiągnięcia.

    Reply this comment
    • zza kałuży
      zza kałuży 23 sierpnia, 2018, 20:08

      @Normals, to jest polonijna gazeta – własność jakiejś koterii ze Spulą w roli głównej. Tutaj chodzi o PINIONDZE. O nic więcej. Gdyby te osoby, które zarabiają w „DZ” miały kompetencje pozwalające im pracować dla prasy angielskojęzycznej, dla jakichś znanych, nieetnicznych tytułów, TO BY TO DAWNO ROBIŁY.
      *
      Zapytaj się jakie mają tzw. benefits pracując dla polonijnej gazety czy polonijnego radia. Może ze dwie-trzy osoby na samej wierchuszce cośtam zobaczą, a co jest normą po amerykańskiej stronie tego medialnego płotu. Reszta pracowników pewnie musi pracować w jakiejś amerykańskiej firmie, tam gdzie dostanie te benefits. I gdzie zarobi normalne pieniądze.
      *
      Całość tej roboty jest podszyta nie strachem a pewnością, że koniec szybko nadchodzi. Kotaba sprzedał Polvision, czy myślisz, że dlatego iż wpływy z reklam w polonijnej telewizji ostanio mu wzrosły? A może dlatego, że łatwo mu zapewniać w swoich materiałach reklamowych o stale i dynamicznie rosnącej liczbie polskojęzycznych widzów swojej stacji?
      *
      Radio coMaryja było zmuszone zatrzasnąć swoją szczekaczkę w Detroit. Czy myślisz, że to z nadmiaru datków od młodniejącego z każdym rokiem stada owieczek?
      *
      Wszystko to razem wzięte do kupy oznacza, że na tych kilku ostatnich okrążeniach polonijnych mediów ich redkacje muszą podporządkować się zapotrzebowaniu rynku. A to jest zdecydowanie pisowsko-radiomaryjne.
      *
      Każdy, kto jest młodszy niż 70 lat (no powiedzmy 65) i kto mówił po angielsku w chwili przyjazdu do USA korzysta z mediów amerykańskich albo amerykańskich i międzynarodowych. (Internet a nie telewizja) i do „DZ” zagląda z sentymentu raz – dwa razy w roku. A kupuje go tak jak ja, czyli po to, aby posłać papierowe wydanie mamie do Polski. Tak samo jak chicagowską prasę rosyjsko czy litewskojęzyczną.

      Reply this comment

Write a Comment

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*