Dziennik Związkowy http://dziennikzwiazkowy.com Polish Daily News - informacje USA, wiadomości amerykańskie oraz polonijne, wydarzenia z Chicago Mon, 07 Oct 2019 13:38:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.8.10 Zielona hipokryzja http://dziennikzwiazkowy.com/winiarski/zielona-hipokryzja/ http://dziennikzwiazkowy.com/winiarski/zielona-hipokryzja/#respond Mon, 07 Oct 2019 13:18:42 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=446997 Prezydent Francji Emmanuel Macron, kreujący się na liberalnego królewicza, zbawcę Unii Europejskiej, piewcę liberalnych wartości i oczywiście naczelnego obrońcę klimatu, „zabłysnął” kolejną antypolską wypowiedzą. Niby nihil novi sub sole, lecz

The post Zielona hipokryzja appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
Prezydent Francji Emmanuel Macron, kreujący się na liberalnego królewicza, zbawcę Unii Europejskiej, piewcę liberalnych wartości i oczywiście naczelnego obrońcę klimatu, „zabłysnął” kolejną antypolską wypowiedzą. Niby nihil novi sub sole, lecz fakt ten nadwiślański felietonista winien odnotować. Gospodarz Pałacu Elizejskiego zaapelował do osób protestujących ws. obrony klimatu, by jechali manifestować do Polski, stwierdzając z koślawo zamaskowaną pogardą, że on nie potrafi nas – Polaków – w tej kwestii przekonać. Kraj nasz obarczył winą za rzekome „blokowanie wszystkiego”, czyli za opór wobec całkowitego i bezrefleksyjnego wdrażania unijnej polityki klimatycznej. Tym samym wywołał Macron słuszny gniew polskiego społeczeństwa. Chodzi o czerwcową decyzję Polski, Czech, Estonii i Węgier, by na szczycie UE zablokować przepisy, które zobowiązywałyby kraje członkowskie do osiągnięcia tzw. „neutralności klimatycznej” do roku 2050. Nie podoba im się, że Polska oraz inne kraje „Nowej Europy” podchodzą do tej problematyki nieco bardziej realistycznie. Twardo stąpają po ziemi w kwestiach zaostrzania rygoru związanego z ochroną klimatu i realnie mierzą siły na zamiary. No cóż.

Widać niestety, iż dla Francji Polska pozostaje krajem, który powinien korzystać z każdej nadarzającej się okazji, by siedzieć cicho. Dokładnie tak, jak chciał tego zmarły niedawno były prezydent V Republiki Jacques Chirac. Niedoczekanie wasze! Paryż ma problem, by pogodzić się z faktem, iż władze w Warszawie ośmielają się podejmować suwerenne decyzje wbrew woli głównych europejskich stolic, które roszczą sobie wyłączne prawo do rozdawania kart na Starym Kontynencie. Niestety dla parysko-berlińskiego kondominium, czasy tej politycznej hossy przeminęły. Polska nie jest już ślepym i bezrefleksyjnym wykonawcą poleceń Francji lub Berlina, dotychczas ordynarnie wydawanych jej paluchem z pozycji wyższości.

Irytuje mnie ta zielona hipokryzja. Bo oto na kraj mój wylewa się pomyje, kierując ku niemu pełne pogardy i nonszalanckiej pych komentarze, obarczając go winą za całe zło niszczenia klimatu, kiedy tymczasem prawda jest nieco inna. Emmanuel Macron całą odpowiedzialność zwalił na Warszawę, wygodnie pomijając fakt, że to Niemcy pozostają największym trucicielem Europy. Nie Polska, tylko Niemcy! Kto by pomyślał… Nasz zachodni sąsiad emituje do atmosfery dwa razy więcej dwutlenku węgla niż my! W roku 2017 Niemcy emitowały 799 ton CO2, a Polska zaledwie 327. Berlin odpowiada zatem za 23 proc. całej europejskiej emisji dwutlenku węgla, pozostając także 6 największym trucicielem świata. Tymczasem Polska od lat 80-tych poczyniła w tej kwestii znaczące postępy. Udało nam się dwukrotnie zredukować emisję CO2 na głowę mieszkańca. Jednocześnie władze niemieckie wycofują się z inwestowania w rozwój energetyki jądrowej, podobnie zresztą jak Francuzi. To obnaża ich głupotę lub hipokryzję, ponieważ to właśnie atom pozostaje najbardziej proekologicznym źródłem energii mającym realny potencjał, by zaspokoić stale rosnące potrzeby energetyczne świata. Wiatraki, panele słoneczne, elektrownie wodne – to wszystko brzmi pięknie, lecz gdy chodzi o wydajność z elektrowniami atomowymi po prostu nie może się równać. Niechaj zatem królewicz Macron swój karcących paluch skieruje w stronę Niemiec, a Polsce da w tej kwestii nieco więcej luzu, na który z całą pewnością sobie zasłużyliśmy (tak jak Niemcy na skarcenie).

Francuski prezydent irytuje mnie tym mocniej, gdyż tutaj w Warszawie rezyduje jego kopia, choć jest to replika nieporównywalnie mniejszego kalibru. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski także lubi pouczać wszystkich w sprawie ochrony środowiska i prowadzenia polityki proekologicznej. Słowa jego takie piękne, a czyny takie brzydkie. Po owocach ich poznacie! No to poznajemy. Kiedy piszę te słowa do naszej Wisły nie leją się już „surowe” ścieki z uszkodzonej oczyszczalni Czajka. Do niedawna do rzeki wpadało jednak 3 tysiące litrów najgorszych, nieoczyszczonych ścieków na sekundę! Czajka to nowa inwestycja wybudowana za ogromne pieniądze. Funkcjonując zaledwie od 2012 roku już zaliczyła całkowitą katastrofę? Jak to możliwe? Gdzie był nadzór nad obiektem, dlaczego nie dochodziło do regularnych i skutecznych konserwacji? Władze stołecznego ratusza powinny wziąć za tę katastrofę pełnię odpowiedzialności. Co gorsza, z początku o tej awarii nie poinformowały opinii publicznej. Stało się to dopiero wówczas, gdy przestał działać zapasowy kolektor. Problem jest jednak znacznie poważniejszy, bo skala kłamstwa warszawskiego ratusza nie ograniczała się jedynie do awarii systemu oczyszczającego. Od dłuższego czasu nie działała także spalarnia nieczystości, która do tej pory neutralizowała zanieczyszczenia wyłapane przez systemy filtrujące Czajki. Okazało się, że kierowany przez Trzaskowskiego ratusz również i o tym zapomniał poinformować Polaków. Prywatna firma wywoziła te nieczystości w Polskę i wyrzucała na pola. Pytam zatem, gdzie teraz podziewają się aktywiści Greenpeace? A może są to tylko motywowani politycznie krzykacze, którzy nie protestują wówczas, gdy za niszczenie środowiska odpowiadają ich mocodawcy? Wychodzi na to, że cała ta ich ochrona przyrody to jeden wielki „Green Pic” – zielona hipokryzja!

Tomasz Winiarski

Amerykanista, dziennikarz relacjonujący wydarzenia z USA, korespondent mediów krajowych i polonijnych. Publicysta i felietonista. Miłośnik i propagator amerykańskiego stylu życia. Jego artykuły, wywiady i komentarze publikowane są w ogólnopolskiej prasie drukowanej oraz internetowej m.in. w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, „Gazecie Polskiej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, miesięczniku „Gazeta Bankowa”.

 

Na zdjęciu: Emmanuel Macron
fot.PATRICK SEEGER/POOL/EPA-EFE/Shutterstock

The post Zielona hipokryzja appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/winiarski/zielona-hipokryzja/feed/ 0
Lekkoatletyczne MŚ – jakie wspomnienia pozostaną po Dausze? http://dziennikzwiazkowy.com/sport/lekkoatletyczne-ms-jakie-wspomnienia-pozostana-po-dausze/ http://dziennikzwiazkowy.com/sport/lekkoatletyczne-ms-jakie-wspomnienia-pozostana-po-dausze/#respond Mon, 07 Oct 2019 02:34:53 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=447126 Za kibicami, uczestnikami i dziennikarzami lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Dausze. Pełne sprzeczności, znakomitych wyników, trudnych warunków – zarówno tych mieszkaniowych, jak i atmosferycznych. Polacy wrócili do kraju z sześcioma medalami.

The post Lekkoatletyczne MŚ – jakie wspomnienia pozostaną po Dausze? appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>

Paweł Fajdek zdobył w Dausze jedyny złoty medal dla Polski fot.Robert Ghement/EPA-EFE/REX/Shuttersock

Za kibicami, uczestnikami i dziennikarzami lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Dausze. Pełne sprzeczności, znakomitych wyników, trudnych warunków – zarówno tych mieszkaniowych, jak i atmosferycznych. Polacy wrócili do kraju z sześcioma medalami.

Występ biało-czerwonych mógł być lepszy. Po cichu liczono na więcej, ale oficjalnie mówiono o 4-5 medalach. Plan został zatem wypełniony i wszystkie oczy zostały teraz skierowane na najważniejszy sezon czterolecia – olimpijski. Co on przyniesie, trudno teraz prognozować, bo już cztery lata temu nadzieje były wielkie, a start w Rio de Janeiro tego nie potwierdził.

Impreza w Dausze od samego początku była sporym eksperymentem. Kontrowersyjny był już sam termin – przełom września i października lekkoatleci spędzają najczęściej na urlopach, by nabierać sił przed kolejnym sezonem przygotowawczym. Tym razem musieli być w swojej najwyższej dyspozycji. Jednym się udało, drugim nie, ale jeśli chodzi o wyniki, to mistrzostwa świata stały na niesamowitym poziomie.

Przed przylotem lekkoatleci obawiali się pogody – i słusznie. Odczuwalne temperatury były powyżej 50 stopni. „To tak jakby nauczyć się żyć w saunie” – mówił kulomiot Michał Haratyk. Oni jednak zbyt długo w tej „saunie” siedzieć nie musieli. I tu podziękowania w stronę organizatorów. Trudno bowiem wyobrazić sobie lepsze warunki do startu.

Z hotelu na stadion podstawione były klimatyzowane autobusy. Tam zawodnicy musieli przejść zaledwie 100 m, by znaleźć się w hali rozgrzewkowej. A stamtąd kolejne 200 m na stadion. A na samym stadionie warunki były idealne. To także – zdaniem wielu – przyczyniło się do znakomitych wyników. Panowała bowiem stała temperatura ok. 25 stopni, nie było żadnego wiatru – ani nie pomagał, ani nie przeszkadzał.

Narzekać mogli jedynie ci, co startowali w maratonie i chodzie. Konkurencje te ruszały w środku nocy, przy pustych trybunach i w koszmarnych warunkach atmosferycznych. Wielu zawodników lądowało w przygotowanym specjalnie na tę okazję szpitalu polowym. Odwodnienie, wyczerpanie organizmu. To był nietrafiony pomysł.

Przykro było też patrzeć na puste trybuny. Wprawdzie pod koniec imprezy sytuacja się poprawiła, ale w Katarze nikt się tą imprezą nie interesował. Nie pokazywała tego żadna telewizja, nie było żadnych plakatów, ludzie na ulicach nie wiedzieli o czym mowa.

Stadion zapełnił się tylko raz – gdy po złoto skakał wzwyż Mutaz Essa Barshim. On w Katarze jest największą gwiazdą. I było to widać – porywał tłumy i skupiał na sobie wszystkie spojrzenia.

Niewypałem skończyła się tylko jego ceremonia dekoracji. Miała się odbyć tego samego dnia, ale tuż po jego konkursie nie tylko trybuny całkowicie opustoszały, ale i przestało działać nagłośnienie. Trzech medalistów stało przed ciemnym podium przed pustymi trybunami i czekało. Na co? Nie wiadomo. Po kilkunastu minutach zeszli, a ceremonię przełożono na następny dzień. To obraz całych mistrzostw – ciągle czegoś brakowało. Ciągle coś było do poprawy.

IAAF skrytykowany został za kamery w blokach startowych w konkurencjach sprinterskich. Nie spodobało się to lekkoatletkom, które nie chciały mieć filmowanych intymnych części ciała. Federacja obiecała, że wprawdzie kamer nie wyłączy, ale… nie będzie pokazywać z nich obrazu.

Wiele osób zwracało też uwagę na prezentację finalistów konkurencji sprinterskich – z 400 m włącznie. To było prawdziwe świetlne show. Stadion na chwilę gasł, by potem pojedynczo przedstawiać zawodników – tylko dany lekkoatleta był podświetlony, a na tartanie prezentowano jego nazwisko.

„Przechodziły wtedy ciarki” – przyznała Justyna Święty-Ersetic.

Sportowcy narzekali na bardzo słabe warunki mieszkaniowe i jedzenie. „To najgorszy hotel, w jakim chyba kiedykolwiek mieszkałem” – powiedział bez ogródek kulomiot Konrad Bukowiecki.

Sportową ozdobą były rekordy świata. Na 400 m ppł Amerykanki Dalilah Muhammad – 52,16 i dwa amerykańskiej sztafety mieszanej- w eliminacjach i finale – ale ta jest nową konkurencją.

Swoje „pięć” minut mieli także sędziowie, a właściwie komisja odwoławcza. Przyznali dwa brązowe medale w rzucie młotem i na 110 m ppł (skorzystali na tym Wojciech Nowicki i Orlando Ortega). W obu przypadkach wzbudziło to dosyć mieszane uczucia.

Kolejne mistrzostwa świata odbędą się za dwa lata w amerykańskim Eugene.

(PAP)

The post Lekkoatletyczne MŚ – jakie wspomnienia pozostaną po Dausze? appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/sport/lekkoatletyczne-ms-jakie-wspomnienia-pozostana-po-dausze/feed/ 0
Lekkoatletyczne MŚ – sześć medali Polaków, trzy rekordy świata http://dziennikzwiazkowy.com/sport/lekkoatletyczne-ms-szesc-medali-polakow-trzy-rekordy-swiata/ http://dziennikzwiazkowy.com/sport/lekkoatletyczne-ms-szesc-medali-polakow-trzy-rekordy-swiata/#respond Mon, 07 Oct 2019 02:03:11 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=447123 Sześć medali, ale tylko jeden złoty Pawła Fajdka, zdobyli polscy lekkoatleci w zakończonych w niedzielę mistrzostwach świata w Dausze. Imprezę charakteryzowały świetne wyniki, w tym trzy rekordy świata, a także

The post Lekkoatletyczne MŚ – sześć medali Polaków, trzy rekordy świata appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>


Kobieca sztafeta 4 x 400 metrów zdobyła srebrny medal i ustanowiła fantastyczny rekord Polski fot.Noushad Thhethalid/EPE-EFE/REX/Shutterstock

Sześć medali, ale tylko jeden złoty Pawła Fajdka, zdobyli polscy lekkoatleci w zakończonych w niedzielę mistrzostwach świata w Dausze. Imprezę charakteryzowały świetne wyniki, w tym trzy rekordy świata, a także nocne bieganie i sterylne warunki stadionowe.

To pod względem wynikowym najlepsza impreza w historii. Niektóre konkurencje stały wręcz na kosmicznym poziomie – przyznają wszyscy uczestnicy. Polacy spisali się powyżej oczekiwań. Przed przyjazdem do Kataru mówiono o 4-5 miejscach na podium, a jest ich sześć.

Ostatniego dnia do polskiego worka z medalami wrzucili srebro kobieca sztafeta 4×400 m i brąz Marcin Lewandowski na 1500 m. Oba biegi zakończyły się rekordami Polski – odpowiednio 3.21,89 i 3.31,46. A czas Polek w sztafecie jest najlepszym w Europie od ponad ośmiu lat. Wcześniej w rzucie młotem złoto zdobył Fajdek, srebro wywalczyła Joanna Fiodorow, a brąz Wojciech Nowicki. Trzeci w skoku o tyczce był też Piotr Lisek.

Bohaterką imprezy była Sifan Hassan. Holenderka etiopskiego pochodzenia jako pierwsza w historii wygrała rywalizację na 10 000 m i 1500 m. Na obu dystansach uzyskała znakomite rezultaty – 30.17,62 i 3.51,95. Cieniem rzuca się tylko jej współpraca z zawieszonym w trakcie mistrzostw świata amerykańskim trenerem Alberto Salazarem.

Trzy medale do domu przywiezie brytyjska sprinterka Dina Asher-Smith. Na 100 m i w sztafecie 4×100 m wywalczyła srebro, a na dystansie 200 m wygrała.

Zostały poprawione trzy rekordy świata – w biegu na 400 m ppł swoje osiągnięcie z lipca poprawiła Amerykanka Dalilah Muhammad – 52,16. Wcześniej dwukrotnie najlepszy czas w historii uzyskiwała amerykańska sztafeta mieszana 4×400 m, ale to nowa konkurencja. IAAF za rekord świata wypłaci dodatkowo 100 tys. dolarów.

Najwięcej krytyki IAAF usłyszał przy okazji rozgrywania konkurencji ulicznych – maratonów i chodu. Odbywały się one w środku nocy (chód na 50 km kobiet zakończył się nad ranem), bo wcześniej nie pozwalały na to warunki atmosferyczne. Nikomu nic się nie stało, ale do szpitala polowego rozstawionego przy trasie, trafiało sporo sportowców.

I to były też jedyne konkurencje, w których odnotowano słabsze wyniki. „Warunki były znane parę miesięcy wcześniej i każdy dostał o nich informację” – tłumaczył szef IAAF Sebastian Coe, który w Dausze został wybrany na kolejną kadencję.

Dużo emocji wzbudziły tradycyjnie sprinty – najszybszymi na świecie zostali Amerykanin Christian Coleman (9,76) i Shelly-Ann Fraser-Pryce (10,71). Złoto pierwszego z nich wzbudziło mnóstwo kontrowersji, bo mógł być zawieszony za niestawienie się na kontrole antydopingowe. Jego prawnicy znaleźli jednak luki i go wybronili.

„To niesprawiedliwe, że my musimy startować pod neutralną flagą, a Coleman wygrywa i nikt nic nie robi” – powiedziała zwyciężczyni w skoku wzwyż Rosjanka Maria Lasickiene.

Na kosmicznym poziomie stał konkurs kulomiotów. Trzech medalistów znalazło się w jednym centymetrze, ale najlepszy był Amerykanin Joe Kovacs – 22,91. Tak daleko pchano ostatni raz w 1990 roku.

Także bieg na 400 m kobiet wzbudził bardzo duże emocje. Wygrała go reprezentantka Bahrajnu Salwa Eid Naser, a jej wynik 48,14 wzbudził podziw wszystkich.

Z punktu widzenia organizatorów najważniejszy był finał skoku wzwyż mężczyzn. Mutaz Essa Barshim porwał publiczność i mimo wielu trudności w sezonie wygrał wynikiem 2,37. Najbardziej szczęśliwy był jego trener Stanisław Szczyrba.

Ozdobą mistrzostw świata był obrazek z eliminacji 5000 m mężczyzn. Jonathan Busby z Aruby doznał kontuzji i nie był w stanie dotrzeć do mety o własnych siłach. W osiągnięciu tego celu pomógł mu Braima Dabo z Gwinei Bissau.

Poprawionych zostało sześć rekordów mistrzostw świata, reprezentanci 43 krajów stawali na podium.

W klasyfikacji medalowej Polacy zajęli 11. miejsce (nie licząc startujących pod neutralną flagą Rosjan), ale szóste ex aequo pod względem liczby krążków. Zdecydowanie najlepsi byli Amerykanie (14-11-4).

(PAP)

The post Lekkoatletyczne MŚ – sześć medali Polaków, trzy rekordy świata appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/sport/lekkoatletyczne-ms-szesc-medali-polakow-trzy-rekordy-swiata/feed/ 0
Ekstraklasa piłkarska – mistrz pokonał Legię, przełamanie ŁKS http://dziennikzwiazkowy.com/sport/ekstraklasa-pilkarska-mistrz-pokonal-legie-przelamanie-lks/ http://dziennikzwiazkowy.com/sport/ekstraklasa-pilkarska-mistrz-pokonal-legie-przelamanie-lks/#respond Mon, 07 Oct 2019 01:57:13 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=447119 Mistrz Polski Piast Gliwice pokonał u siebie wicemistrza Legię Warszawa 2:0 w szlagierze 11. kolejki piłkarskiej ekstraklasy. Po serii ośmiu ligowych porażek z rzędu przełamał się ŁKS. Beniaminek bez kłopotów

The post Ekstraklasa piłkarska – mistrz pokonał Legię, przełamanie ŁKS appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>

Piast nie miał problemów z pokonaniem coraz słabszej Legii fot.Facebook

Mistrz Polski Piast Gliwice pokonał u siebie wicemistrza Legię Warszawa 2:0 w szlagierze 11. kolejki piłkarskiej ekstraklasy. Po serii ośmiu ligowych porażek z rzędu przełamał się ŁKS. Beniaminek bez kłopotów pokonał w Łodzi przedostatnią w tabeli Koronę Kielce 4:1.

W Gliwicach bramki dla Piasta zdobyli w drugiej połowie Piotr Parzyszek i technicznym strzałem, tzw. podcinką, Hiszpan Jorge Felix.

To druga z rzędu porażka Legii i trzecia w czterech ostatnich meczach ligowych – 18 września ekipa z Łazienkowskiej uległa na wyjeździe w zaległym spotkaniu Wiśle Płock 0:1, a dziesięć dni później przegrała u siebie z Lechią Gdańsk 1:2.

„To jest dla nas trudny moment, ponieważ przegraliśmy drugi mecz z rzędu. Na pewno przed przerwą na kadrę nie jesteśmy w dobrych nastrojach. Pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu, mieliśmy swoje sytuacje. W drugiej popełniliśmy jeden błąd i straciliśmy bramkę. Potem utraciliśmy kontrolę nad meczem na około 10 minut. W nasze szeregi wkradła się nerwowość. To dało drugą bramkę Piastowi i zwycięstwo” – przyznał trener Legii Aleksandar Vukovic.

Obecnie warszawski zespół jest dopiero dziewiąty w tabeli (17 pkt), a Piast awansował na ósme (18).

Szansy objęcia pozycji lidera nie wykorzystała w niedzielę Cracovia. „Pasy” zremisowały u siebie z Górnikiem Zabrze 1:1 i pozostały na drugim miejscu. Mają 20 punktów, a jedenasty Górnik – 13.

Zabrzanie prowadzili w Krakowie od 13. minuty po golu Szymona Matuszka, ale jeszcze przed przerwą wyrównał Ukrainiec Ołeksij Dytiatjew.

Nastroje poprawiły się w ekipie ŁKS. Łódzki beniaminek zakończył serię ośmiu ligowych porażek z rzędu. W niedzielę zamykający tabelę zespół podejmował przedostatnią Koronę Kielce i wygrał wysoko 4:1, a bohaterem spotkania okazał się zdobywca trzech bramek Rafał Kujawa.

Mimo zwycięstwa łodzianie pozostali z 7 punktami na ostatnim miejscu, ale tracą już tylko jeden do Korony. Kielczanie strzelili najmniej goli ze wszystkich drużyn ekstraklasy – zaledwie sześć w 11 meczach.

W sobotę porażek po 1:2 u siebie doznały prowadząca w tabeli Pogoń i trzecia Lechia. Piłkarze ze Szczecina ulegli beniaminkowi Rakowowi Częstochowa, a gdańszczanie przegrali z Zagłębiem Lubin.

W Gdańsku gole dla lubinian padły po samobójczym strzale Błażeja Augustyna oraz uderzeniu skutecznego ostatnio Słoweńca Damjana Bohara (pięć goli w sezonie, a trzy w ostatnich dwóch meczach). Gospodarzy stać było tylko na zmniejszenie strat – w 67. minucie trafił Artur Sobiech.

To pierwsza w tym sezonie porażka Lechii u siebie, a Zagłębie po raz pierwszy odniosło wyjazdowe zwycięstwo w lidze.

Lubinianie, których od niedawna prowadzi Słowak Martin Sevela, w czterech ostatnich ligowych meczach zdobyli aż 10 punktów i strzelili 14 goli, a w Pucharze Polski wyeliminowali na wyjeździe Koronę (1:0). W tabeli ekstraklasy awansowali na 10. miejsce (15 pkt).

Do niespodzianki doszło w Szczecinie, gdzie prowadząca w tabeli Pogoń uległa Rakowowi 1:2. Wynik został ustalony już po kwadransie.

Beniaminek z Częstochowy jest chwalony niemal po każdym meczu, stwarza wiele groźnych sytuacji i gdyby nie gole tracone często w końcówkach meczów, byłby wyżej w tabeli. Tym razem zdołał utrzymać korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.

Obecnie zespół trenera Marka Papszuna ma 12 punktów i jest dwunasty. Pogoń z dorobkiem 21 pozostała na pierwszym miejscu.

Trwa zła seria Wisły Kraków. Podopieczni trenera Macieja Stolarczyka, osłabieni brakiem kilku kontuzjowanych piłkarzy, m.in. Jakuba Błaszczykowskiego, przegrali w Poznaniu z Lechem aż 0:4 i w tabeli spadli na 13. miejsce (11 pkt).

Gole dla piątego obecnie „Kolejorza” (18 pkt) strzelili Szwajcar z serbskimi korzeniami Darko Jevtic, Duńczyk Christian Gytkjaer (siódma bramka w sezonie), Kamil Jóźwiak i 17-letni Filip Marchwiński.

W piątek Wisła Płock pokonała u siebie Arkę Gdynia 4:1. „Nafciarze” odnieśli siódme zwycięstwo (licząc z Pucharem Polski) w ośmiu ostatnich meczach, a w ekstraklasie czwarte z rzędu. Efektem jest awans na czwarte miejsce – 19 pkt.

We Wrocławiu Śląsk zremisował z ósmą Jagiellonią Białystok 1:1 i spadł na szóste miejsce w tabeli (18). Gospodarze nie wygrali szóstego ligowego meczu z rzędu, odpadli też z Pucharu Polski (0:2 z Widzewem Łódź).

(PAP)

The post Ekstraklasa piłkarska – mistrz pokonał Legię, przełamanie ŁKS appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/sport/ekstraklasa-pilkarska-mistrz-pokonal-legie-przelamanie-lks/feed/ 0
PŚ siatkarzy – czwarte zwycięstwo Polaków, Włosi rozgromieni http://dziennikzwiazkowy.com/sport/ps-siatkarzy-czwarte-zwyciestwo-polakow-wlosi-rozgromieni/ http://dziennikzwiazkowy.com/sport/ps-siatkarzy-czwarte-zwyciestwo-polakow-wlosi-rozgromieni/#respond Mon, 07 Oct 2019 01:51:11 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=447116 Polscy siatkarze pokonali w Fukuoce Włochów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22) w swoim piątym meczu Pucharu Świata. Biało-czerwoni, którzy mają na koncie cztery zwycięstwa i jedną porażkę, przeniosą się teraz do

The post PŚ siatkarzy – czwarte zwycięstwo Polaków, Włosi rozgromieni appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>

Polscy siatkarze odnieśli w Japonii już cztery zwycięstwa fot.Facebook

Polscy siatkarze pokonali w Fukuoce Włochów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22) w swoim piątym meczu Pucharu Świata. Biało-czerwoni, którzy mają na koncie cztery zwycięstwa i jedną porażkę, przeniosą się teraz do Hiroszimy, gdzie w środę zmierzą się z Rosjanami.

Polska: Wilfredo Leon, Marcin Komenda, Bartosz Kurek, Aleksander Śliwka, Karol Kłos, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Marcin Komenda, Maciej Muzaj, Artur Szalpuk.

Podopieczni trenera Vitala Heynena, którzy w poprzednią sobotę zdobyli brązowy medal mistrzostw Europy, rozegrali jak na razie w PŚ w ciągu sześciu dni pięć spotkań. Belg rotuje więc sporo składem, a w niedzielę od początku dał szanse kilku zawodnikom, którzy mniej grali w czempionacie Starego Kontynentu. Poza tym po raz pierwszy razem w wyjściowej „szóstce” znaleźli się pochodzący z Kuby Wilfredo Leon, który od 24 lipca może grać w biało-czerwonych barwach i wracający tym turniejem do reprezentacji po kwietniowej operacji kręgosłupa Bartosz Kurek.

W ekipie mistrzów świata nie ma jeszcze kapitana Michała Kubiaka, który ma wkrótce dołączyć do kadry. U Włochów z kolei brakuje m.in. pochodzącego z Kuby Osmany’ego Juantoreny i Ivana Zaytseva. W Japonii są jednak np. Davide Candellaro, Simone Anzani, Gabriele Nelli czy Matteo Piano. W niedzielę wystąpili wszyscy poza tym ostatnim.

W niedzielę drużyna Italii przez dłuższy czas nie była w stanie zagrozić Polakom i Heynen przed dwa i pół seta nie dokonał żadnej zmiany. W inauguracyjnym jego podopieczni kilkakrotnie zdobywali punkty seriami, po raz pierwszy przy stanie 3:4, gdy zapisali na swoim koncie trzy „oczka” z rzędu. Największą trudność rywalom sprawiała wtedy zagrywka Leona. Co prawda zespół Gianlorenzo Blenginiego podbił więcej piłek w obronie, ale miał kłopoty ze skończeniem kontr i nieraz się mylił. Lepsza postawa w ataku biało-czerwonych przesądziła o ich wygranej w tej partii. Marcin Komenda zaś z powodzeniem uruchamiał w tym elemencie zarówno skrzydłowych, jak i środkowych.

Podobny przebieg miała druga partia, choć tym razem większa przewaga mistrzów globu na stałe zaczęła się uwidaczniać dopiero w drugiej części. Najjaśniejszą postacią – obok Kurka i Leona – był Śliwka. Przyjmujący Zaksy Kędzierzyn-Koźle po początkowych kłopotach wyraźnie się rozkręcił. W końcówce (23:17) popisał się też udanym blokiem, a po chwili w jego ślady poszedł Komenda. Wciąż siatkarze z Italii byli lepsi w defensywie, ale nadal nie miało to przełożenia na ofensywę.

Trzeci set zaczął się od prowadzenia Włochów 3:1, którzy później wygrywali jeszcze 13:11. Heynen dopiero wtedy zdecydował się na pierwsze zmiany – na boisku pojawili się Fabian Drzyzga i Maciej Muzaj, przy których udziale biało-czerwoni odrobili straty. Wkrótce do gry wrócili jednak Komenda i Kurek. Czujność w bloku pomogła Polakom wyjść na uzyskanie przewagi 21:19, a gdy po raz kolejny w tym spotkaniu w tym elemencie wykazał się Komenda, było już 24:21. Ostatni punkt zdobył atakiem Śliwka, którego dorobek w całym meczu – tak jak i Leona – to 15 „oczek”. Po 12 zdobyli najlepsi u rywali – Oreste Cavuto i Dick Kooy.

Ten drugi w latach 2013–15 był zawodnikiem Zaksy i ma na koncie ponad 70 występów w reprezentacji Holandii. Od trzech lat posiada włoskie obywatelstwo, a niedawno zakończył karencję w związku ze zmianą federacji. PŚ jest jego pierwszą imprezą w barwach reprezentacji Italii.

Niedzielnym zwycięstwem Polacy zrewanżowali się Włochom za bolesną porażkę w poprzedniej edycji PŚ. Cztery lata temu ulegli im 1:3 i był to ich jedyny przegrany mecz w tamtej imprezie. Zawodnicy z Italii po ostatniej kolejce spotkań wyprzedzili ich w tabeli dzięki korzystniejszemu bilansowi setów. Biało-czerwoni zajęli trzecie miejsce, a awans do turnieju olimpijskiego dawały tylko dwie czołowe lokaty. Teraz turniej nie daje szansy wywalczenia przepustki na igrzyska, ale zarówno podopieczni Heynana, jak i Blenginiego są już pewni występu w Tokio.

Jedyną jak na razie porażkę w tej edycji PŚ Polacy zanotowali w piątkowym pojedynku z Amerykanami, triumfatorami z 2015 roku – 1:3. W ciągu 15 dni drużyny rozegrają w Japonii po 11 spotkań systemem „każdy z każdym”.

(PAP)

The post PŚ siatkarzy – czwarte zwycięstwo Polaków, Włosi rozgromieni appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/sport/ps-siatkarzy-czwarte-zwyciestwo-polakow-wlosi-rozgromieni/feed/ 0
Jesienne wspomnienia / Autumn Memories http://dziennikzwiazkowy.com/guzlowski/jesienne-wspomnienia/ http://dziennikzwiazkowy.com/guzlowski/jesienne-wspomnienia/#respond Sun, 06 Oct 2019 22:16:48 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=446991 Dorastając w Chicago, nigdy nie myślałem o polowaniu na jelenie, więcej – nawet nie mogłem sobie tego wyobrazić. Było to częścią zupełnie innej rzeczywistości, świata myśliwych, nieprzebytych lasów i pionierów

The post Jesienne wspomnienia / Autumn Memories appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
Dorastając w Chicago, nigdy nie myślałem o polowaniu na jelenie, więcej – nawet nie mogłem sobie tego wyobrazić. Było to częścią zupełnie innej rzeczywistości, świata myśliwych, nieprzebytych lasów i pionierów dzikiej przyrody. To był świat zupełnie mi obcy, który istniał dawno temu i daleko ode mnie.

Kiedy przeprowadziłem się do południowo-środkowego Illinois, by podjąć pierwszą nauczycielską pracę, ze zdumieniem odkryłem, że są ludzie, którzy wciąż polują na dziką zwierzynę i z mozołem przeczesują tysiące akrów lasu, przedzierając się przez głuszę na południe od Charleston, miasta, w którym mieszkałem.

Same polowania miały dla mnie niewielkie znaczenie. Nieporadnie obchodziłem się ze strzelbą. Dorastając, miałem przyjaciół, którzy posiadali stare śrutówki. Latem zwykliśmy sterczeć na jakimś ganku i strzelać do bezbronnych pojemników na śmieci ustawionych na tyłach ich domów. Czasami też strzelałem i z dumą słuchałem dźwięku śrutu odbijającego się rykoszetem od 50-galonowych pojemników, jeśli udało mi się w któryś trafić. Przez większość czasu jednak nic nie słyszałem, odkładałem więc strzelbę i szukałem innego sposobu na spędzenie letniego popołudnia.

Kiedy przeprowadziłem się do Charleston, koledzy z pracy wielokrotnie zapraszali mnie na polowanie. Lubiłem być w lesie, więc pomyślałem, że wybiorę się z nimi i przekonam się sam, czy polowanie rzeczywiście jest tak atrakcyjne, jak o tym mówili.

Nie mogę wypowiadać się w imieniu mych towarzyszy, ale dla mnie najlepszą częścią polowania na jelenie była długa noc przy blasku ogniska, w którą rozgrzewaliśmy się kubkiem złocistego bourbona Wild Turkey, czasem popijanego lodowato zimnym piwem. Lubiłem te zimne listopadowe noce, kiedy popijając whiskey, opowiadaliśmy niestworzone historie z dzieciństwa, ubarwiając nasze przygody i siebie samych. Zawsze najbardziej lubiłem tę część polowania na jelenie.

Część, która podobała mi się zdecydowanie najmniej, polegała na transporcie martwego jelenia z miejsca, w którym go upolowaliśmy. Czasami, nawet w przypadku średniej wielkości byczka, potrzeba nas byłoby czterech, aby przeciągnąć go przez gęsty las i błoto. A potem następowało czyszczenie – płukaliśmy wnętrzności jelenia za pomocą węża w wodą. Była to bardzo brudna i mozolna robota.

Jeden z moich przyjaciół, przy płukaniu wnętrzności zabitej zwierzyny, zawsze wpadał w filozoficzny nastrój. Przy rozkrojonych brzuchach i parujących wnętrznościach zaczynał długą opowieść o ojcu i dziadku oraz o tym, jakie ważne prawdy życiowe zdążyli przekazać mu przed śmiercią.

Ta część polowania na jelenie też mi się podobała. Podobało mi się słuchanie tych opowieści i obserwowanie, jak ci twardziele, doświadczeni myśliwi i traperzy, miękną, łagodnieją i znów stają się dziećmi, którymi byli dawno, dawno temu.

Autumn Memories

Growing up in Chicago, I never thought about deer hunting, couldn’t even imagine it. It was a part of a completely different world, a world of hunters and forests and wilderness pioneers. It was a world that existed long ago and far away.

When I moved to south central Illinois for my first teaching job. I discovered that there were people who were still hunting deer, stalking them through the thousands of acres of forest just south of Charleston, Illinois, the town I lived in.

The hunting itself didn’t do much for me. I was terrible with a rifle. Growing up, I had friends who owned BB rifles, and sometimes we’d stand on their back porches and shoot at the trash cans lined up at the back of their backyards. Sometimes, I would shoot the rifle and hear the ping of the BB’s ricochetting off the 50-gallon drums. Most of the time, however, I waited and waited and would hear nothing. I’d put the rifle down then and find some other way to spend a summer afternoon.

When I moved to Charleston, the guys I worked with invited me a number of times to go hunting with them, and so I did. I liked being outside and liked being in the woods, so I figured I’d go out with them and see what the appeal of hunting was.

I can’t speak for the other people who I was with, but for me, the best part of deer hunting was the long night of drinking that always followed: out in a cold November night, drinking Wild Turkey under the stars, chasing the Turkey with ice cold beer, lying about who we were when we were kids. I always liked that part of hunting deer.

The part that I didn’t like was hauling the deer back from where we killed it.

Sometimes even for a medium size buck, it would take four of us to drag it through the woods and the mud. And then the cleaning. Flushing out the deer’s insides with a hose. There was always too much dirt work.

But some people liked it. One of my friends always got philosophical as he washed the deer out. He’d start talking about his dad and his grandfather, and what they said to him about life before they died.

I guess that was a part of deer hunting I liked too. I liked listening to my friends soften up, become the kids they were a long long time ago.

John Guzlowski

amerykański pisarz i poeta polskiego pochodzenia. Publikował w wielu pismach literackich, zarówno w USA, jak i za granicą, m.in. w „Writer’s Almanac”, „Akcent”, „Ontario Review” i „North American Review”. Jego wiersze i eseje opisujące przeżycia jego rodziców – robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech oraz uchodźców wojennych, którzy emigrowali do Chicago – ukazały się we wspomnieniowym tomie pt. „Echoes of Tattered Tongues”. W 2017 roku książka ta zdobyła nagrodę poetycką im. Benjamina Franklina oraz nagrodę literacką Erica Hoffera, za najbardziej prowokującą do myślenia książkę roku. Jest również autorem dwóch powieści kryminalnych o detektywie Hanku Purcellu oraz powieści wojennej pt. „Road of Bones”. John Guzlowski jest emerytowanym profesorem Eastern Illinois University.

John Guzlowski’s writing has been featured in Garrison Keillor’s Writer’s Almanac, Akcent, Ontario Review, North American Review, and other journals here and abroad.  His poems and personal essays about his Polish parents’ experiences as slave laborers in Nazi Germany and refugees in Chicago appear in his memoir Echoes of Tattered Tongues.  Echoes received the 2017 Benjamin Franklin Poetry Award and the Eric Hoffer Foundation’s Montaigne Award for most thought-provoking book of the year.  He is also the author of two Hank Purcell mysteries and the war novel Road of Bones.  Guzlowski is a Professor Emeritus at Eastern Illinois University.

 

fot.Pixabay.com

The post Jesienne wspomnienia / Autumn Memories appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/guzlowski/jesienne-wspomnienia/feed/ 0
Pieczeń z fetą i cukinią http://dziennikzwiazkowy.com/przepisy-kasia-m/pieczen-z-feta-i-cukinia/ http://dziennikzwiazkowy.com/przepisy-kasia-m/pieczen-z-feta-i-cukinia/#respond Sun, 06 Oct 2019 20:16:08 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=446650 Pyszna pieczeń z indykiem pełna posiekanej cukinii i sera feta. To idealny przepis na wykorzystanie ostatniej letniej cukinii. Ten przepis oficjalnie wygrywa walkę z chlebem z cukinii! Już próbując pierwszy

The post Pieczeń z fetą i cukinią appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
Pyszna pieczeń z indykiem pełna posiekanej cukinii i sera feta. To idealny przepis na wykorzystanie ostatniej letniej cukinii. Ten przepis oficjalnie wygrywa walkę z chlebem z cukinii!

Już próbując pierwszy kęs wiedziałam że jest to strzał w dziesiątkę, danie jest po prostu wspaniałe. Dzięki cukinii mięso z indyka jest wyjątkowo wilgotne natomiast feta dodaje niepowtarzalnego smaku.

Przepis jest prosty w wykonaniu, jedyny wysiłek to starcie cukinii i połączenie składników.

Jeśli posiadacie jeszcze zbędną cukinię, wstawcie to danie do waszego menu. Każdemu domownikowi będzie to smakować!

Czas przygotowania: 1 godzina i 30 minut

Składniki na 8 porcji:

½ szklanki bułki tartej lub mielonego siemię lnianego

2 funty (1kg) mielonego indyka

2 jajka

2 łyżeczki suszonej cebuli

1/2 łyżeczki soli

1 łyżeczka pieprzu

1 łyżeczka bazylli

1 szklanka sera feta

2 szklanki posiekanej cukinii, woda wyciśnięta

1/2 szklanka sosu marinara (pomidorowego)

Rozgrzej piekarnik do 360 stopni. Naczynie żaroodporne spryskaj delikatnie tłuszczem w sprayu.

Do miski dodaj zmielonego indyka, jajka, przyprawy, ser feta (posiekanego), bułkę tartą, cukinię i sos.

Mieszaj, aż wszystkie składniki zostaną połączone.

Przełóż do formy, jeśli używacie dużej możecie z masy uformować bochenek.

Piecz przez 1 godzinę 15 minut (powinno być lekko złotawe z wierzchu).

Odstaw na 5 minut, pokrój na 8 plasterków i podawaj z warzywami czy nawet makaronem.

Ja osobiście część po wystudzeniu zamroziłam.

Smacznego!

Kasia Maciejewska

kasia_maciejewska_przepis
Piekę z pasją, gotuję z jeszcze większą, ale prawdziwą satysfakcję daje mi możliwość dzielenia się swoimi pomysłami. Co prawda ukończyłam studia z zakresu zarządzanie kadrami, jednak od kiedy pamiętam, świetnie zarządzałam produktami kuchennymi z niezłym efektem. Poza tym fotografuję. A dobre zdjęcie moich wypieków i potraw – to dopiero zabawa!
W przygotowaniu potraw oraz wypieków używam jedynie produktów bezglutenowych, które pozytywnie wpływają na nasze zdrowie. Na łamach „Dziennika Związkowego” dzielę się z Wami przepisami dań obiadowych, przekąsek oraz słodkości. Obiecuję, że przepisy nie są skomplikowane, za to efekt gwarantowany.
Mam nadzieję, że poczujecie wiatr w żaglach i sami weźmiecie się do gotowania i pieczenia. Dzielcie się swoimi uwagami.
Zapraszam na smaczną przygodę! 
E-mail: malewypieki@gmail.com
Adres strony: malewypieki.pl

fot.arch. Kasi Maciejewskiej

  • DSC_0016
  • DSC_0014
  • DSC_0012
  • DSC_0018
  • DSC_0020
  • DSC_0022
  • DSC_0027
  • DSC_0030

The post Pieczeń z fetą i cukinią appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/przepisy-kasia-m/pieczen-z-feta-i-cukinia/feed/ 0
Bawarska sałatka ziemniaczana (bayerische kartofflen salat) http://dziennikzwiazkowy.com/przepisy-kasia-m/bawarska-salatka-ziemniaczana-bayerische-kartofflen-salat-marks/ http://dziennikzwiazkowy.com/przepisy-kasia-m/bawarska-salatka-ziemniaczana-bayerische-kartofflen-salat-marks/#respond Sun, 06 Oct 2019 20:15:50 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=446647 To było tak: postanowiłam zrobić kotlety schabowe. Nie przepadam, ale czasem trzeba wrócić do klasyki, bo domownicy się domagają. A do schabowych wiadomo, że ziemniaki. I wtedy stwierdziłam, że ok,

The post Bawarska sałatka ziemniaczana (bayerische kartofflen salat) appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
To było tak: postanowiłam zrobić kotlety schabowe. Nie przepadam, ale czasem trzeba wrócić do klasyki, bo domownicy się domagają. A do schabowych wiadomo, że ziemniaki. I wtedy stwierdziłam, że ok, będą ziemniaki, ale nie tak po prostu hop i ziemniak na talerzu. Wtedy sobie przypomniałam, że nasi zachodni sąsiedzi też lubią kartofle (w końcu to niemieckie słowo) i mają bardzo fajną sałatkę.

Od pomysłu do wykonania go upłynęło dokładnie tyle, ile dzieli mnie od mojej kuchni. Wkrótce już kroiłam, siekładam, gotowałam. Nie ma się co martwić, prace nie są jakieś ciężkie i czasochłonne. Więcej czasu zajmuje gotowanie, studzenie, a następnie macerowanie (przegryzanie się sałatki).

Tę sałatkę często robi się też z majonezem. Ja jednak proponuję wersję zbliżoną do oryginału, czyli z bulionem i winegretem. Wg mnie taka jest smaczniejsza. Jeśli ktoś chce mięso w sałatce, można podsmażyć bekon i pokruszyć go na wierzch. Sałatka idealnie pasuje do mięs smażonych, pieczonych i grillowanych. Pyszna jest również, jako samodzielne danie.

1 lb ziemniaków (najlepiej sałatkowych)

1 cebula czerwona, duża

2-3 ogórki kiszone, ale mogą być również pikle

½ szklanki bulionu, gorącego

1 łyżka octu

1 łyżka oleju roślinnego

2 łyżki musztardy, ja dodałam z ziarnami gorczycy

Trochę soli

Trochę pieprzu

1 spora garść natki pietruszki, posiekanej

Czas gotowania: 30-45 min

Czas przygotowania: 30 min

Czas macerowania: 1 godzina

Porcje: 4 osoby

Ziemniaki umyj i ugotuj w mundurkach (w skórce).

Pokrój w kostkę cebulę i ogórki kiszone, posiekaj natkę pietruszki i ostudź bulion warzywny. Jeśli nie lubisz surowej cebuli, możesz wrzucić ją do bulionu.

Gdy ziemniaki są ugotowane, osusz je, polej zimną wodą i pozwól, aby trochę ostygły. Chodzi o to, żeby w trakcie obierania nie poparzyć sobie palców. Jednak powinny być nadal ciepłe.

Następnie obierz ziemniaki i pokrój je w plasterki o szerokości około ¼ inch. Najlepiej użyć do tego krajalnicy do jajek, ale może być też zwykły nóż.

Przygotuj winegret: do miski wlej ocet, olej, dodaj sól, pieprz i musztardę, a następnie wymieszaj trzepaczką, aż wszystkie składniki zostaną połączone. Stopniowo dodawaj bulion z cebulą do ziemniaków, aż uzyskasz pożądaną konsystencję (uwaga: ziemniaki powinny być jeszcze ciepłe, a bulion gorący). Następnie dodaj winegret i ogórki. Pozostaw sałatkę ziemniaczaną na około godzinę.

Na koniec dopraw wszystko jeszcze raz, w razie potrzeby dopraw natką pietruszki.

Kasia Marks

Kasia Marks
Gotowanie nie od razu stało się moją pasją. Byłam za to radosnym konsumentem pierogów babi Anieli. I pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie opakowanie ryżu i pierwsze kotlety ryżowe (okropne). Tak właśnie zaczęły się moje przygody kuchenne. Ziarno (także ryżu) zostało zasiane i od tamtej pory coraz częściej i coraz śmielej poczynałam sobie w kuchni. Przez lata upiekłam wiele ciast i ugotowałam wiele dań. Zakochałam się w kuchni Indii i basenu Morza Śródziemnego. Ale nadal pozostaję bliska polskiej, domowej kuchni, choć chyba moje pierogi nigdy nie dorównają tym babcinym. Na co dzień jestem mamą nastolatka i pracuję jako redaktor w serwisie internetowym.

fot.arch. Kasi Marks

  • 141_03
  • 141_01
  • 141_02

The post Bawarska sałatka ziemniaczana (bayerische kartofflen salat) appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/przepisy-kasia-m/bawarska-salatka-ziemniaczana-bayerische-kartofflen-salat-marks/feed/ 0
Światło… kamera… serwetka! 12. Edycja Chicago Gourmet http://dziennikzwiazkowy.com/fotonews/swiatlo-kamera-serwetka-12-edycja-chicago-gourmet/ http://dziennikzwiazkowy.com/fotonews/swiatlo-kamera-serwetka-12-edycja-chicago-gourmet/#respond Sun, 06 Oct 2019 17:21:12 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=447000 Deszcz wcale nie przestraszył w ostatni weekend września uczestników festiwalu kulinarnego „Chicago Gourmet”. Amatorzy dobrego jedzenia i wielbiciele trunków z procentami licznie zjawili się na mokrej murawie Jay Pritzker Pavilion

The post Światło… kamera… serwetka! 12. Edycja Chicago Gourmet appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
Deszcz wcale nie przestraszył w ostatni weekend września uczestników festiwalu kulinarnego „Chicago Gourmet”. Amatorzy dobrego jedzenia i wielbiciele trunków z procentami licznie zjawili się na mokrej murawie Jay Pritzker Pavilion w Parku Milenijnym, by spróbować wszystkiego, co w kulinarnym Chicago najlepsze i najnowsze.

Podczas rozpoczęcia imprezy Sam Toia, prezes i CEO Zrzeszenia Restauracji Illinois (ang. Illinois Restaurant Association) żartował, że zamówił u burmistrz Chicago Lori Lightfoot brak deszczu. Burmistrz wraz z żoną i córką pojawiły się w Millennium Park podczas otwarcia imprezy i rzeczywiście wtedy nie padało.

Hasłem przewodnim tegorocznego Chicago Gourmet było „Lights, Camera, Napkin” (światło, kamera, serwetka). To świadoma parafraza kojarzonego z przemysłem filmowym zawołania: “Lights, Camera, Action” (światło, kamera, akcja). Wszak impreza w Parku Milenijnym co roku przyciąga największe sławy kulinarne. Co roku podczas otwarcia nie może też zabraknąć znanego chyba wszystkim w Chicago szefa kuchni Ricka Baylessa. W tym roku podczas festiwalu gotowała z nim burmistrz Lori Lightfoot, ponieważ podczas trwania „Chicago Gourmet” można nie tylko skosztować potraw, ale także podglądać ich przygotowywanie przez najlepszych kucharzy i wziąć udział w organizowanych właśnie na miejscu warsztatach gotowania.

Wstęp na „Chicago Gourmet” nie jest tani i osobno płaci się za wstęp na ekskluzywną imprezę „Grand Cru”, która w tym samym czasie odbywa się na dachu Harris Theater w Parku Milenijnym.

Poza jedzeniem, atrakcjami były w tym roku także grająca na miejscu orkiestra dęta oraz wielkie lalki Mojigangas, które do Chicago przywiozła z Meksyku ekipa restauracji “Moe’s Cantina”, by świętować Miesiąc Dziedzictwa Hiszpańskiego (ang. National Hispanic American Heritage Month).

Tekst: Ewa Malcher

Zdjęcia: Peter Serocki

  • PSV-6348
  • PSV-6349
  • PSV-6354
  • PSV-6355
  • PSV-6364
  • PSV-6369
  • PSV-6373
  • PSV-6387
  • PSV-6426
  • PSV-6429
  • PSV-6440
  • PSV-6443
  • PSV-6445
  • PSV-6449
  • PSV-6450
  • PSV-6451
  • PSV-6453
  • PSV-6455
  • PSV-6458
  • PSV-6459
  • PSV-6461
  • PSV-6463
  • PSV-6466
  • PSV-6468
  • PSV-6469
  • PSV-6470
  • PSV-6473
  • PSV-6474
  • PSV-6476
  • PSV-6477
  • PSV-6482
  • PSV-6484
  • PSV-6487
  • PSV-6489
  • PSV-6491
  • PSV-6495
  • PSV-6497
  • PSV-6498
  • PSV-6499
  • PSV-6501
  • PSV-6510
  • PSV-6511
  • PSV-6514
  • PSV-6517
  • PSV-6522
  • PSV-6528
  • PSV-6532
  • PSV-6535
  • PSV-6540
  • PSV-6542
  • PSV-6543
  • PSV-6546
  • PSV-6547
  • PSV-6552
  • PSV-6554
  • PSV-6555
  • PSV-6561
  • PSV-6569
  • PSV-6571
  • PSV-6572
  • PSV-6574
  • PSV-6575
  • PSV-6576
  • PSV-6577
  • PSV-6578
  • PSV-6579
  • PSV-6584
  • PSV-6586
  • PSV-6588
  • PSV-6589
  • PSV-6594
  • PSV-6596
  • PSV-6597
  • PSV-6600
  • PSV-6601
  • PSV-6605
  • PSV-6609
  • PSV-6610
  • PSV-6613
  • PSV-6617
  • PSV-6618
  • PSV-6622
  • PSV-6623
  • PSV-6624
  • PSV-6625
  • PSV-6627
  • PSV-6631
  • PSV-6632
  • PSV-6635

The post Światło… kamera… serwetka! 12. Edycja Chicago Gourmet appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/fotonews/swiatlo-kamera-serwetka-12-edycja-chicago-gourmet/feed/ 0
Nadzwyczajny miesiąc http://dziennikzwiazkowy.com/kleczka/nadzwyczajny-miesiac/ http://dziennikzwiazkowy.com/kleczka/nadzwyczajny-miesiac/#respond Sun, 06 Oct 2019 17:14:33 +0000 http://dziennikzwiazkowy.com/?p=446994 Dokładnie tak został nazwany październik 2019 roku w kalendarzu powszechnym Kościoła katolickiego: Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny. I chociaż pewnie, niestety, wiele osób nie dowie się na ten temat ani słowa, idąc

The post Nadzwyczajny miesiąc appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
Dokładnie tak został nazwany październik 2019 roku w kalendarzu powszechnym Kościoła katolickiego: Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny. I chociaż pewnie, niestety, wiele osób nie dowie się na ten temat ani słowa, idąc do swoich kościołów, to temat jest bardzo istotny. Powodem tej nadzwyczajnej idei stała się rocznica – 100 lat od pewnego pisma, które ówczesny papież Benedykt XV ogłosił w 1919 roku, kiedy na świecie zakończyła się zawierucha I wojny. Papież przypominał o tym, że bardzo potrzebne jest ewangeliczne „przekształcenie działalności misyjnej na świecie, tak aby została oczyszczona z wszelkiej kolonialnej spuścizny i trzymała się z dala od tych dążeń nacjonalistycznych i ekspansjonistycznych, które spowodowały wiele katastrof.” Zachęcał jednocześnie do „odrzucenia wszelkich form interesowności, ponieważ tylko głoszenie i miłość Pana Jezusa, potwierdzone świętością życia i czynionym dobrem, są sensem misji”. Jak bardzo aktualne są słowa Następcy Piotra sprzed 100 lat! Od lat głośno przypomina się o tym, że wierzący w Chrystusa, ludzie tworzący wspólnotę Kościoła, mają obowiązek ewangelizacji. I wciąż słowo to pozostaje pustym, niewiele mówiącym frazesem, by znów użyć słowa: niestety.

Kiedy byłem dorastającym młodzieńcem, raz po raz do naszego domu rodzinnego docierały różne informacje misyjne rozsyłane przez zakony. Proszono w nich o modlitwę, duchowe i materialne wsparcie konkretnych projektów, najczęściej budowy szpitali, przychodni zdrowia, zakupu lekarstw i koniecznego sprzętu, a także na szkolnictwo i wychowanie dzieci i młodzieży. Kiedyś wylosowałem imię i nazwisko pewnego konkretnego misjonarza, za którego się codziennie modliłem. Jaka radość była, kiedy po latach mogłem go spotkać osobiście i mu o tym powiedzieć! Jeden z członków mojej rodziny, ksiądz, który pracował wiele lat w Kamerunie, przywiózł nam małą rzeźbioną ręcznie hebanową figurkę Matki Bożej z Dzieciątkiem, które niosła na plecach, w stylu afrykańskim. Figurka ta do dziś zajmuje poczesne miejsce w moim domu. A we mnie rodziło się pytanie o to, co znaczy być misjonarzem i czy w ogóle mógłbym się do tego nadawać. Zainteresowanie rosło, ale także lęk. Zdawałem sobie sprawę, że trzeba być zdrowym i odważnym człowiekiem. Z czasem uświadomiłem sobie najważniejsze, że trzeba mieć silną i żywą wiarę w Chrystusa i umiejętność przekazywania jej, nie od biurka czy z kościelnej ambony, ale siadając na ziemi obok ludzi, stając się jak oni ubogim, zwyczajnym człowiekiem poznającym i przyjmującym za swoją ich język, kulturę i zwyczaje. Dopiero wtedy, kiedy te przestrzenie ludzkiego życia zostaną zewangelizowane, czyli przeniknięte światłem Ewangelii Jezusa Chrystusa, przychodzi czas na zaproszenie do wiary i udzielanie sakramentów.

Pierwsze jednak jest to, by samemu stawać się człowiekiem ewangelicznym. A to jest możliwe! „Kościół powinien pod wpływem Ducha Chrystusowego kroczyć taką samą drogą, jaką postępował Chrystus, to znaczy drogą ubóstwa, posłuszeństwa, posługi i poświęcenia siebie”. Takimi słowami Drugi Sobór Watykański nakreślał drogę ewangelizacji współczesności. Cóż, kiedy wciąż nie dociera to do współczesnych katolików, stając się przedmiotem bezsensownych dyskusji i udowadniania próżnych racji. Misja powinna być taką iskrą, która zapala każdego, by dzielić się usłyszaną i przyswojoną Ewangelią i przemieniającym się osobistym życiem. Czy nie tak? Czy nie to właśnie najbardziej przekonuje innych do wiary? Zwyczajność i prostota życia oraz serdeczna otwartość, a także dzielenie się doświadczeniami wiary?

Otrzymałem ostatnio od kogoś pięciokolorowy różaniec, ręcznie robiony z maleńkich koralików przez matki dzieci, które w jednym z afrykańskich krajów zarabiają w ten sposób na wózki inwalidzkie dla swoich dzieci. Kolor zielony oznacza Afrykę, czerwony przypomina rdzennych mieszkańców Ameryk, biały symbolizuje Europejczyków, niebieski – ludy Oceanii, Wysp i Australii, a żółty – ludzi z Azji. Każda dziesiątka prowadzi myślą do innej części kuli ziemskiej, gdzie żyją konkretni ludzie, którzy potrzebują świeżego powietrza Ewangelii i chcą nim się dzielić. Co zrobić, by ten „nadzwyczajny” miesiąc misyjny stał się zwyczajnym i codziennym czasem wzajemnej odpowiedzialności? Można wiele! Wystarczy spróbować patrząc dokoła siebie! Chrystus przyszedł zbawić każdego człowieka, bez wyjątku!

ks. Łukasz Kleczka

kleczka
Salwatorianin, ksiądz od 1999 roku. Ukończył studia w Bagnie koło Wrocławia, Krakowie i Rzymie. Pracował jako kierownik duchowy i rekolekcjonista w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, duszpasterz i katecheta. W latach 2011-2018 przełożony i kustosz Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville w stanie Indiana. Od lipca 2018 r. wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Bayonne, w New Jersey.

 

fot.arch. ks. Łukasza Kleczki

The post Nadzwyczajny miesiąc appeared first on Dziennik Związkowy.

]]>
http://dziennikzwiazkowy.com/kleczka/nadzwyczajny-miesiac/feed/ 0