Wdzięczność jak powietrze – potrzebna, by być

Wdzięczność jak powietrze – potrzebna, by być

Następne pokolenia nie będą już obchodzić Bożego Narodzenia, Świąt Wielkanocnych ani Święta Dziękczynienia. Będzie #dzień fajnych prezentów i #dzień zajączka. Święto indyka już mamy.

Dzień indyka – to niefortunne określenie Święta Dziękczynienia usłyszałem w polskim radiu. Występujący na antenie sprzedawca samochodów był mocno przejęty wciskaniem oferty najnowszych modeli za pół darmo, ale „święto indyka” nie brzmiało jak przejęzyczenie. Rzeczywiście, Święto Dziękczynienia jest dniem obżarstwa, tego dnia folgujemy sobie do woli. Nie zamierzam absolutnie psów wieszać na tych, którzy Święto Dziękczynienia spędzą standardowo, czyli uprawiając thanksgivingowy trójbój – indyk, drzemka, bania. Dzień indyka to trafne określenia dla dnia obżarstwa, natomiast teza, że objadamy się, bo to jedyne wyjście, by przyjemnie spędzić obce święto, jest nieuprawniona. Nie zgadzam się, że nadchodzące święto jest dla nas kulturowo obce. Kiedy „Mayflower” przybił do brzegu Nowego Świata w 1620 roku, od 13 lat w Jamestown przebywała grupa kolonistów, którzy przypłynęli na statku „Mary and Margaret”. Wśród nich było sześciu Polaków, a prym wiedli Zbigniew Stefański i Jan Bogdan.

Z tą porcją wiedzy przeznaczanie tak pięknego święta na kulinarno-alkoholowe wybryki jest zwykłym marnotrawstwem. Otóż istotą tego dnia jest wdzięczność. Po pierwsze poczucie jej. Wdzięczność nachodzi nas w dwójnasób. Łatwo być wdzięcznym z jakiegoś powodu. Ktoś mi pomógł, załatwił, nie wziął pieniędzy (są jeszcze tacy ludzie), czyli wyświadczył przysługę. Ta wdzięczność, choć miła, jest płytka. Drugi rodzaj to wdzięczność, która nadchodzi niespodziewanie jak grypa i również zwala nas z nóg. W Święto Dziękczynienia głównym daniem jest nie indyk, a wdzięczność właśnie.

Powiem, jak to jest u mnie. Indyk jest albo nie, jako wegetarianie (oprócz syna) nie promujemy zabijania i zjadania ptaków. Jeżeli indyk ląduje już na stole, to ktoś z gości musi go przynieść. Zanim zaczniemy jeść, każdy z obecnych zabiera głos i mówi, za co jest wdzięczny. To świetny pomysł, nie znam bardziej dosadnego sposobu wyrażenia swojego szacunku, miłości czy sympatii niż powiedzenie komuś: „Jestem wdzięczny za to, że jesteś w moim życiu”. Wdzięczność to stan emocjonalny wyższego rzędu. Niezbędny do zachowania psychicznej i duchowej higieny. Po to są modlitwy, hymny dziękczynne. Żeby poczuć się lepiej. Żeby zobaczyć, że szklanka jest do połowy pełna. Że mimo wszystko cała ta gonitwa ma jakiś sens. Że nie jesteśmy sami. Święto Dziękczynienia jest okazją docenienia ludzi w naszym życiu. Nie tylko ludzi. Wydaje nam się, że większość tego, co mamy – należy się nam. To nieprawda, spróbuj wstrzymać oddech przez trzy minuty, a poczujesz, jakim darem jest możliwość oddychania.

Najważniejszą lekcję o wdzięczności dostałem od mojej żony. Kilka lat temu obudziłem się i zobaczyłem, że leży i coś cichutko mamrocze. Z delikatnością słonia w składzie porcelany zapytałem, czy dobrze się czuje. Wiedziałem, że się nie modli, małżonka uważa się za ateistkę. Odpowiedziała, że wyraża swoją wdzięczność, że dziękuje. Moja wrodzona delikatność znów dała o sobie znać: – Ale komu ty dziękujesz, jak nie wierzysz w żadnego boga? Popatrzyła na mnie jak na głupca i odpowiedziała: – Czy rzeczywiście myślisz, że potrzebuję jakichkolwiek nadprzyrodzonych sił, aby wyrazić wdzięczność, którą mam w sobie?

Kilka lat wcześniej zetknąłem się z praktykowaniem wdzięczności. Gorąco polecam następujące ćwiczenie, działa jak ciepły kompres. Weź kartkę papieru, na górze napisz: „JESTEM WDZIĘCZNY ZA:…”. Wpisz na listę przynajmniej 20 pozycji. Przeczytaj głośno i uśmiechnij się do siebie. To twoja lista wdzięczności. Noś ją przy sobie i dopisuj kolejne pozycje aż do stu albo do końca kartki. W chwili wzburzenia, psychicznego doła, kiedy wpadasz na pomysł poużalania się nad sobą, zamiast przybierać wygodną pozę: ja, biedny miś – przeczytaj swoją listę. To twój stan posiadania. Uświadomienie sobie ogromu tego, co masz, zaczynając od podziękowania za to, że otworzyłem rano oczy – to sztuka. Na koniec usłyszane, ale świetne: pamiętaj, że większość ludzi na świecie mając twoje problemy, ucieszyłaby się, że ktoś właśnie wysłuchał ich modlitw.

Grzegorz Dziedzic

fot.herblady28/pixabay.com

Categories: Dziedzic

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*