Piekła nie ma

Piekła nie ma

Uwaga, będę pisał felieton teologiczno-filozoficzny, choć na teologii znam się jak świnia na gwiazdach, a rok filozofii na UMCS spędziłem pijąc piwo w klubie studenckim Żaczek. W codziennym nawale informacji, wylewających się z telewizorów, głośników i kolumn prasowych, pewna ważna informacja przeszła niemal bez echa. Przyznaję, że ku mojemu zaskoczeniu. Powinna bowiem radośnie krzyczeć z pierwszych stron gazet, wbijać się w umysły wzmocniona paskiem Breaking News. Papież Franciszek oficjalnie i dobitnie stwierdził, że piekła nie ma. Przyznaję, że jestem w szoku. Bo niby różni mędrcy i cynicy przebąkują o tym od dawna, że piekło to tylko metafora, literacki byt i instrument do trzymania w szachu chwiejnych z natury wiernych. „Piekło nie jest niczym innym jak metaforą samotnej duszy, która podobnie jak inne, w końcu łączą się w miłości Boga” – powiedział papież, parafrazując tym samym owsiakowskie „róbta co chceta”.

I co? Piekła nie ma, a świat nie pogrążył się w chaosie. Jechałem dzisiaj do pracy i wszystko wyglądało zaskakująco zwyczajnie. Złodzieje nie plądrowali sklepów, nikt nie gwałcił kobiet za przystankiem. Być może wiadomość o zamknięciu pośmiertnego sanatorium pełnego wrzącej smoły nie dotarła do mas. A może po prostu do wymuszenia przestrzegania społecznych norm wystarczy nam zwykłe prawo ustalane przez śmiertelników.

Cieszę się niezmiernie, że Kościół przestaje uznawać swoich wiernych za stado bezmyślnych baranów. Naprawdę, szacun! Lepiej późno niż wcale, bo średniowieczne bajki służące utrzymaniu rządu dusz, w XXI wieku to niesmaczne urąganie rozumowi. W dalszej części swojego wystąpienia, w kilku prostych zdaniach Franciszek otworzył Kościół dla wszystkich, łącznie z gejami i zwolennikami aborcji. Nawet komuniści, zdaniem Franciszka, bez problemu ogrzeją się w ciepełku bożego miłosierdzia. A piekło? Nie ma. Nigdy nie było.

Dla wielu to ulga, bo ciężko żyje się w przekonaniu, że po śmierci czeka nas kocioł i wieczne obdzieranie ze skóry, tym bardziej, że każdy z nas coś w życiu przeskrobał. Piekła, powtórzę za Franciszkiem, jako fizycznego miejsca kaźni, nie ma. Ale natura nie znosi próżni. „Piekło to inni” – pisał egzystencjalista Sartre. Inny aforyzm mówi o dobrych chęciach, którymi jest piekło wybrukowane. O polskim piekiełku mówimy w kontekście podziałów i niekończących się polsko-polskich waśni. Jesteśmy w stanie zgotować piekło nieprzyjaciołom, a natrętów wysyłamy do diabła. Piekło jest obecne w nas ciągle, całą dobę. Tkwi u samego sedna funkcjonowania naszych umysłów.

Dwa tygodnie temu miałem przyjemność zrobić coś, co przynosi mi wiele satysfakcji. Na południu Chicago poprowadziłem grupę dydaktyczną na temat ciekawości i uważności. To dość modne ostatnio zagadnienia, więc jeśli do tej pory nie spotkałeś się z terminami „uważność, mindfulness” prawdopodobnie powinieneś poszerzyć zakres zainteresowań. Inaczej nigdy nie wyzwolisz się z piekła, które codziennie funduje ci własny umysł. Na warsztatach u górali zabrałem kilkunastu chętnych w podróż do miejsca, gdzie dotrzeć jest niezmiernie trudno: do chwili obecnej, do tu i teraz. Bez osądzania każdego aspektu rzeczywistości, poza fałszywe wierzenia, dotyczące nas samych i innych, pomimo natrętnych myśli. Brzmi jak new age’owe pitolenie, prawda? Nic bardziej mylnego. Uważność to uczciwość w wersji turbo. Nie istnieje bowiem żadna inna chwila, poza tą właśnie, kiedy widzisz kropkę na końcu tego zdania. Bam! Witaj w rzeczywistości. Wszystko jest w porządku z tym momentem, prawda? W tej ciasnej przestrzeni pomiędzy jedną a drugą myślą czai się odwieczna cisza. Najspokojniejszy spokój. Nie ma ocen, pragnień, głosu, mówiącego mi jak żyć i dlaczego nie zasługuję na bycie szczęśliwym.

Do tego miejsca, do hiperuczciwości bieżącej chwili, prowadzi droga doświadczania życia. Poczuj szorstkość gazety, którą trzymasz w dłoniach, powietrze w płucach, smak w ustach. Świetnym ćwiczeniem na uważność jest mycie naczyń. Powoli, dokładnie, z namaszczeniem, jakby z powodu niedomytej salaterki miał skończyć się świat. Ale przecież to głupie! – słyszysz głos w twojej głowie. Wiesz skąd dochodzi? Z samego dna piekła.

Grzegorz Dziedzic

fot.EPA

Categories: Dziedzic

Comments

  1. roman
    roman 9 maja, 2016, 09:05

    Moze pan Dziedzic raczy wyjasnic „glupiej i niedouczonej” polonii w jakim to dokumencie albo w jakim wystapieniu papiez Franciszek stwierdzil, ze pieklo nie istnieje.

    Reply this comment
  2. Wiara
    Wiara 9 maja, 2016, 12:00

    jakby anarchia koscielna ,przyznala sie do tego ze nie ma piekla ,ani nieba ,to wiara katolicka przestalaby istniec ,kompletne bankructwo Watykanu i wszystkich sutannowych roznego stopnia,to ze strachu przed koncem zycia i smiercia , katolicy chca wierzyc w takie mity o niebie i piekle.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*