Na pohybel szanownej komisji

Na pohybel szanownej komisji

Budzę się rano i już tam są. Szanowna komisja cholernych krasnali. Siedzą i narzekają, wytykają błędy, przypominają, że trzeba się bać.

Nie mam na szczęście urojeń, ani psychoz, przeciwnie, uważam się za jednego ze zdrowszych psychicznie ludzi, jakich znam. Nie widuję niewidzialnych ludzi, siedmiometrowych aniołów, nie głaszczę nieistniejących czarnych kotów. Tym niemniej komisja jest realna. Ja mam swoją, moja żona ma swoją, każdy ma swoją. Prezydent i papież też.

To kłębiący się zwój niepokoju, lęku o przyszłość, poczucia winy, kompleksów, uprzedzeń, wierzeń, poglądów, zachciewajek i marzeń. I czego jeszcze zażyczy sobie wiecznie niezadowolony ludzki umysł. Podobno ewolucyjnie ma to sens.

Niedawno (w skali ewolucji zaledwie przed chwilą) człowiek z jaskini miał ciężkie życie. Cały czas musiał się za siebie oglądać, a to mu jaskinię, a to żonę chcieli gwizdnąć, jak nie małpolud to lew. Non stop w zagrożeniu. Nie obchodził go śpiew słowika, czy piękno górskiego potoku. Rozwinął mózg naturalnie zorientowany na zagrożenie i negatywy.

Znam parę osób, które mają tyle negatywizmu, że spokojnie przeżyłyby w jaskini. Minęło kilka tysięcy lat, jedynym zagrożeniem mojego dzisiejszego wieczoru są lody w zamrażalniku. Kanapa – jest, kocyk – jest, ciepło – jak trzeba. Nic nie goni, nikt nie zagraża. A mózg, jak przed wiekami szuka dziury w całym.

W latach 90. Phil Jackson zdobywał z Bullsami jedno mistrzostwo NBA za drugim. Obejmując stanowisko trenera urządził zawodnikom, oprócz koszykarskiego treningu, zajęcia z medytacji uważności. Śmiali się tylko przez pierwsze parę tygodni. Przestali, gdy zauważyli, że intuicyjnie rozgrywają akcje, polegają na instynktach i nie pękają przy dużym stresie. Już po kilku tygodniach codziennej praktyki uważności jakość życia wzrasta. Zmniejsza się lęk, rzadziej zdarza się automatyczny pilot, taki stan, kiedy szukasz telefonu trzymając go w ręku, budząc się w nocy odkrywasz ze zdumieniem, że twoja złość nie wyłączy alarmu wyjącego na sąsiedniej ulicy.

Z domu wyniosłem tęsknotę za rzeczami. Ojciec zawsze marzył o terenowym samochodzie, ale i tak skończył na maluchu. Jakby co – żadna rewelacja Tato. Ale chyba dlatego mam jeepa, od lat zresztą, ani mnie to ziębi, ani grzeje. Zanim kupiłem dom, moja głowa podpowiadała mi: “Gdybyś jeszcze tylko miał dom, to wtedy – tak – byłbyś chłopie szczęśliwy”. I co? I jajco! Jeepy są już dużo fajniejsze, poza tym dyżurna szanowna komisja wciska mi ostatnio, że dobijam do wieku, w którym wypada mieć przynajmniej volvo, jak nie lexusa. Dom jest, ale przecież z bejzmentem byłby lepszy.

Znowu moje szczęście jest już tuż, za rogiem, już je prawie mam. Muszę tylko zdobyć, zarobić, ukończyć, napisać, kupić, spłacić itd. Proszę państwa, oznajmiam – to szaleństwo nie kończy się nigdy – szukać szczęścia w posiadaniu rzeczy, to jak płynąć za cel mając linię horyzontu.

Zagadka. Co robi dwanaścioro Polaków, którzy dobrowolnie pojechali do leśniczówki na weekend? Zonk! Nie pękła ani jedna flaszka. Podpowiedź: przez całą dobę nie zamienili między sobą ani słowa, odżywiali się kaszą gryczaną i surówką z kapusty, siedzieli w kółku na poduszkach i dziwnych stołeczkach, gapiąc się w ciszy w podłogę. Dalej nic?

Odpowiedź: zuchy te pojechały na warsztaty uważności. Ciężko je znaleźć w języku polskim, ale zapewniam, że takie rzeczy dzieją się wśród chicagowskiej Polonii. Cóż oni tam takiego robili? Ćwiczyli uważność i uczyli się medytacji. Po co? Żeby szanowna komisja choć na chwilę przerwała obrady. Żeby wyłączyć autopilota, żeby uciszyć hałas w głowie. Żeby poczuć ten wyjąkowy moment przejrzystości pomiędzy jedną, a drugą myślą. Byłem, siedziałem, poczułem. Po dwóch dniach bolały mnie stawy i mięśnie nóg, natomiast myśli “stały w rządku, jak honorowa gwardia”, jak rapował dawno temu Kaliber 44. I grzecznie czekały, aż pozwolę im przyjść do głowy. Dwa dni dały mi więcej wytchnienia niż tygodniowa wyprawa w góry czy na plażę.

Nadchodzi era uważności, jaszcze trochę a zaczną ją sprzedawać w sklepach. Warto zapoznać się z tym cennym narzędziem samorozwoju, nim upchną ją w happy mealu spryciarze od marketingu. Zresztą, może i nie. Człowiek, który zaczyna żyć bardziej świadomie to słaby konsument. Ćwicząc świadomość, wyłączysz telewizor. Kotlet nie smakuje, jak kiedyś. Widzisz, jak na dłoni, że to wszystko papka: w telewizorze, w sklepie, na weselu, w kościele. Do głowy ci nie przyjdzie pójść głosować, czy bić się pod pomnikiem, bo po co?

Niebezpieczna jest uważność, bo wyzwala, często totalnie. Od dogmatów, wierzeń, skostniałych przekonań; następuje rewolucja – oto własny umysł wziąłeś za mordę, sprowadzając go do roli niezwykle sprawnego narzędzia. Lęk i niepokój nie mają nad tobą władzy.

Póki co, moja szanowna komisja znowu dała dyla. Na razie siedzi pod łóżkiem, ale już dzisiaj jeden krasnal wystawił krzywy ryj. Odetchnąłem kilka razy. Przestraszony zwiał.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

 

 

fot.geralt/pixabay.com

Categories: Dziedzic

Comments

  1. Jeden z dwonastu
    Jeden z dwonastu 23 listopada, 2014, 18:37

    W sklepie nie bylo juz Dziennika Zwiazkowego, wiec probujac znalezc artykul o uwaznosci na internecine znalazlem cos z „szanowna komisja” co brzmialo jak polityka. Zmusialem sie jednak do przeczytania pierwszych kilku zdan i zorientowalem sie ze to jest to czego szukalem. Swietny artykul, przyjemnie sie czyta, bardzo trafne a zarazem humorystyczne porownania. Tu i teraz.

    Reply this comment
  2. z umiarem
    z umiarem 24 listopada, 2014, 08:40

    Ten artykul to jak moj sen . Prawdziwy realny w nocy ? Bec rano juz go nie ma . Bo tak jest w rzeczywistosci .
    Mysle ze wydanie ksiazkowe panskich Pnie Grzegorzu uwaznoeci skrocilo by nam / czytelnikom / dzdzyste i smutne wieczory tego nastepnego i przyszlych tygodni – az do wiosny .

    Reply this comment
  3. Krzysztof
    Krzysztof 27 listopada, 2014, 03:14

    Zaciekawil mnie ten artykul bardzo prostymi stwierdzeniami. „Uwaznosc” jak to okresla autor posiada wiekszosc prostych ciezko pracujacych ludzi. Nie klebia sie im w glowach mysli naszych praprzodkow i nie musza z tej okazji siedziec w kregu i wpatrywac sie w podloge aby sobie mysli poukladac bo ich rzeczywistosc jest prosta ; zapewnic rodzinie byt, tak jak karzdemu z nas podejrzewam ze autorowi tego tekstu tez

    Reply this comment
  4. Krzysztof
    Krzysztof 27 listopada, 2014, 03:24

    co bys nie robil i jak bys nie kombinowal to od ostatecznosci nie uciekniesz , a wszystko w miedzy czasie to tylko egzystencja
    czasem bardziej czasem mniej owocna

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*