Koks polski

Koks polski

Po rozbudzeniu sportowej narodowej dumy przez piłkarzy na Euro, igrzyska olimpijskie póki co okazują się kubłem zimnej wody. Polska reprezentacja olimpijska miała zdobyć kilkanaście medali i pokazać światu, na co nas stać. Niezbyt to wychodzi, choć honor ratują wioślarki. Medale nie są jednak najistotniejsze, na olimpiadzie najważniejszy jest duch zdrowej rywalizacji i zasada fair play, czyli uczciwość i czysta gra w zgodzie ze sportowymi zasadami. W tym miejscu sporą i śmierdzącą plamę dali sztangiści, których w Rio przyłapano na dopingu. No cóż, zdarza się, bo zasadniczo biorą wszyscy, albo większość. We współczesnym sporcie wyczynowym obowiązuje zasada podobna do panującej w PRL-owskim harcerstwie – „harcerz pije i pali, byle go nie złapali”. Tajemnicą poliszynela jest, że w szczególności w sportach siłowych, bez chemicznego wspomagania o dobrym wyniku można tylko pomarzyć. Cały wic polega na tym, żeby przed zawodami skutecznie organizm wyczyścić, a negatywny wynik dopingowego testu uzupełnić jak najbardziej pozytywnym, najlepiej medalowym wynikiem występu. Nade wszystko, nie dać się złapać. A jak się już noga powinie, to przeprosić i obiecać poprawę, a na przyszłość koksować mądrzej. Tyle teorii. A jak wygląda praktyka, widzimy aż nazbyt wyraźnie.
Zamiast pójść drogą pokory, można wybrać butę i udawać głupka: wyrazić święte oburzenie pozytywnym wynikiem testu, przysiąc na wszelkie świętości, że nigdy, przenigdy nic się nie brało, że od urodzenia człowiek był czysty, a jedyne wspomagacze to ryż, kurczak i proteinowe drinki. Można też, to znana w naszym kręgu kulturowym linia obrony, zostać złapanym za rękę i twierdzić, że to nie nasza ręka. A do kompletu, wystąpić w roli ofiary spisku. No tak. Biedni sztangiści – ktoś im najwyraźniej tego koksu do jedzenia dosypał, do izotonicznego napoju wstrzyknął, może wchłonęli steryd przez skórę, bo tajne służby albo wrogi obóz wysmarował skoksowaną maścią sztangi? Przecież wszystko jest możliwe, bo na Polaka zewsząd czyha wróg. Jak nie Rusek albo Niemiec, to rodzimy działacz sportowy z komunistyczną przeszłością. To z pewnością robota wciąż pociągających za sznurki komunistów, którzy oczerniając polskich ciężarowców całą obecną władzę chcą zdyskredytować, a obraz Polski w świecie do cna opluć i podeptać. Żeby chociaż za cel ataku wybrali sobie jakiś mniej męski sport. Gdyby tak nakoksowali skoczków do wody albo, jeśli się kiedyś zakwalifikują, pływaczki synchroniczne. Ale nie – zaatakowano wprost – polskich chłopców na schwał, symbol narodowej siły i patriotycznej krzepy. Wiedzą skubańcy, gdzie uderzyć.
Wyraz swojemu oburzeniu dał na Facebooku jeden ze złapanych na dopingu zawodników, Krzysztof Szramiak, koksiarz recydywista, który do sprawy podszedł w sposób zdecydowany i wskazał winnych pisząc o „ścierwie politycznym”, którym nasz kraj „przesiąkł już całkowicie”. Jako rozwiązanie pan Krzysztof proponuje standardowo – gilotynę albo sznur. Brawo!

Tak oto głupia wpadka zyskała wymiar okołopolityczny. Absolutnie niepotrzebnie, bo poczucie zażenowania, zamiast stopniowo maleć, skokowo rośnie. Okazuje się, że Polacy nie mogli brać niedozwolonych środków, bo to licuje z narodową godnością i honorem. A prawdziwy Polak, jak wszyscy wiemy, nie kłamie, nie kombinuje, nie kradnie, nie pije (zbyt dużo), nie zdradza żony, itd. Jest wzorem cnót wszelakich od zawsze i po wieki wieków. Wystarczy spojrzeć na historię. Według tej pisanej przez nową władzę, Polacy zawsze występowali po słusznej stronie, nigdy nie dopuścili się czynów haniebnych, pogromów i mordów. W naszych żyłach płynie wyłącznie krew bohaterów i powstańców. Wszelkie historyczne plamy należy wybielić, a gdyby nie działało – wyciąć. Zwalić na innych. Odciąć się. Twierdzić, że to nie moja ręka, z  przekonaniem i po wielokroć, aż do skutku.

Marzy mi się, że doczekam kiedyś czasów uczciwości. I normalności, w której przyznanie do winy nie oznacza słabości, wręcz przeciwnie – jest miarą siły charakteru, a odpowiedzialność za własne wybory i zgoda na ich konsekwencje – na powrót stanie się cnotą. Zastąpi paranoiczne węszenie spisku i występowanie w roli ofiar wrogich okoliczności. Niepoprawny ze mnie idealista, wiem. I za dużo myślę, zamiast z radością witać przykład, który idzie z samej góry. To jasny i prosty przekaz. Nikt nie łamie konstytucji, panuje modelowa demokracja, a władza prowadzi naród w absolutnie słusznym kierunku. My, Polacy w Polsce i na obczyźnie, możemy być dumni, bo jesteśmy nieskazitelni. Ciężarowcy żadnego koksu nie brali, a jak już, to z pewnością był to koks w z polskich laboratoriów. Wyprodukowany w Polsce, bez dotacji z Unii Europejskiej. Najlepszy, dlatego wyszedł w testach.

Grzegorz Dziedzic

fot.Diema/pixabay.com

Categories: Dziedzic

Comments

  1. janusz z harlemu
    janusz z harlemu 11 września, 2016, 15:16

    A dlaczego juz nie ma tekstu G Dziedzica Chamstwo w panstwie? Czyzby autocenzura objela rowniez miejscowych albo ktos sie przestraszyl pisdzielcow?

    Reply this comment
    • Normals
      Normals 11 września, 2016, 18:32

      Wyglada na to ,ze teraz zeby przeczytac felieton pana Dziedzica ,trzeba bedzie kupic papierowe wydanie Dziennika Zwiazkowego.Mimo ,ze bardzo sobie cenie jego teksty to w dobie wszechobecnego internetu i informacji odpuszcze sobie kupno DZ dla jednego artykulu .Jest tyle innych ciekawych zrodel i publicystow ,ktorzy publikuja swoje materialy online ,ze szybko zapelnie pusta luke w mojej internetowej bibliotece.

      Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*