Dlaczego Ogórek nie jest zielony(a)?

Dlaczego Ogórek nie jest zielony(a)?

Polityki nie lubię, nudzi mnie, brzydzi i wywołuje u mnie ten sam rodzaj niepokoju i rozdrażnienia, co wypadnięty dysk. Nie znaczy to jednak, że nie mam poglądów ani sympatii. Dlatego, choć na polityce znam się jak świnia na gwiazdach, postanowiłem napisać felieton (prawie) polityczny.

Z zainteresowaniem obserwuję stawanie w wyborcze szranki kandydatów na prezydenta w odległej, choć bliskiej przecież memu sercu, żołądkowi i paru innym organom Polsce. Wiadomo, że wygra Komorowski, tym bardziej teraz – w wersji bez wąsów. Żeby jeszcze przestał udawać, że już nie poluje. Prezydenckie wybory są szansą na pięć minut sławy, na zaistnienie w mediach i obywatelskiej świadomości jednostek z całego spektrum polskiej rzeczywistości. To uroki demokracji – największe dziwadło może startować na urząd. Jednocześnie sposób prowadzenia kampanii oraz sami startujący pokazują, w jakiej formie lub fazie rozkładu są formacje desygnujące kandydatów.

Jako że uważam się za feministę (mając szefową, żonę i córkę nie może być inaczej), wywód mój poświęcę tylko kobietom – kandydatkom, jak zwykle pozostającym w dysproporcjonalnej mniejszości i bez najmniejszych szans na zwycięstwo. Pani Magdalena Ogórek wchodzi właśnie do polskiej polityki, zajmując od razu pierwsze miejsce w kategoriach ładna buzia i wykształcenie – chwali się bowiem doktoratem. Występując z ramienia SLD, partii ponoć lewicowej, już na starcie wywołuje u mnie zgrzyt zębów. Nieładnie, partia, która w swoim programie kładzie nacisk na parytet, wyrównanie szans i walkę z seksizmem, sama seksistowskie chwyty stosuje. Prawda jest bowiem taka, że patrząc na panią doktor Ogórek moja wyobraźnia za Chiny ludowe nie chce jej umiejscowić w Belwederze, prędzej w jury któregoś z rozrywkowych programów lub reklamie środków czyszczących. Żarty żartami, ale Leszek Miller postąpił z właściwym sobie cynizmem i podbija wizerunek swojej kanapowej partii za pomocą atrakcyjnej, niegłupiej i sympatycznej pani Magdy. Ale czegóż się można spodziewać? Tacy z nich lewicowcy jak z Korwina demokrata.

Bardziej na lewo, z poparciem tak nikłym, że reprezentujący je słupek nie jest wcale słupkiem, znajduje się istniejąca od ponad 10 lat partia Zielonych. Ta sympatyczna i niezbrukana polską polityką formacja jest częścią międzynarodowej Europejskiej Partii Zielonych. Ta obecna jest w Radzie Europy; w Niemczech Zieloni zajmują tradycyjnie ok. 10 proc. miejsc. Polscy Zieloni do prezydenckiego wyścigu wystawili Annę Grodzką, która automatycznie stała się jedyną powszechnie rozpoznawalną członkinią swojego ugrupowania. Ideowo jest Grodzka we właściwym miejscu. Jej walka o prawa mniejszości seksualnych i poszanowanie inności jest godna szacunku. Idealnie wpasowała się w program Zielonych, który jest najbardziej prospołeczny z wszystkich programów, jakie czytałem. Partia nie nabzdycza się na salonach i nie ma złudzeń co do swoich wyników. Szkoda, że zaślepieni tragicznym duopolem PO–PiS Polacy znowu zmarnują swój głos w wyborze mniejszego zła. Szczególnie teraz, gdy Grecja i Hiszpania daje szanse lewicowym radykałom, z bezsilności rzecz jasna. Cóż, wygląda na to, że nastał czas radykałów. Jak mam wybierać, to wolę tych z lewa, mają ładniejsze fryzury, a w ich programach nie ma wieszania ludzi na drzewach.

Czy wybór Grodzkiej na kandydatkę jest dobrym pomysłem? Nie wiem, na pewno ryzykownym. Przeciętny Kowalski być może o Zielonych i ich programie usłyszy, ale wsadzi go do mentalnej szufladki z napisem „zboczeńcy”. Do Zielonych, już po przegranych wyborach, powinna przejść Magdalena Ogórek. Chyba że odpowiada jej rola SLD-owskiej barbie. Pani Magdo, proszę pamiętać, że uroda przemija, piszący te słowa jest tego żywym przykładem. Proszę się nie bać! Niech pani opowiada głupoty i popełnia niewybaczalne gafy, byle zrobiło się głośno. Na stałe, nie tylko w ogórkowym wyborczym sezonie. Jak będzie po wszystkim, proszę iść do Zielonych. Oni, jak pani buzia – nie stracili jeszcze świeżości. A poza tym potrzebują więcej kobiet z jajami.

Grzegorz Dziedzic

fot.Radek Pietruszka/EPA

Categories: Dziedzic

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*