Thanksgiving – najbardziej amerykańskie święto

Thanksgiving – najbardziej amerykańskie święto

Jeśli istnieje dzień, który naprawdę jednoczy wszystkich Amerykanów – naród będący niezwykłym tyglem setek różnych tradycji oraz kultur – to jest to właśnie Dzień Dziękczynienia. Nie 4 lipca, ale właśnie czwarty czwartek listopada – tradycyjny okres rodzinnych spotkań i przypomnienia o podstawowych wartościach tworzących jeden naród z przedstawicieli wszystkich wyznań: chrześcijan, muzułmanów, żydów, buddystów, czy niewierzących.

Amerykański Thanksgiving jest zjawiskiem fascynującym. Przede wszystkim jako element mitu założycielskiego Ameryki. To odpowiednik – toutes proportions gardees – naszej legendy o Piaście Kołodzieju, albo Lechu, Czechu i Rusie połączonej z rytuałami wigilijnymi. Są oczywiste różnice. Dzień Dziękczynienia nie ma w Ameryce bezpośrednich odniesień religijnych ani etnicznych, choć nie odcina się od form pobożności. To pozwala na jego uniwersalność. W odróżnieniu od polskich dziejów bajecznych, amerykańskiego mitu założycielskiego nie da się też oderwać od faktów historycznych, z czego wynikają pewne kłopoty. Plemię Wampanoagów rzeczywiście pomogło przetrwać kolonistom-pielgrzymom, którzy na statku Mayflower przypłynęli jesienią 1620 roku do wybrzeży Cape Cod i na terenach dzisiejszego Massachusetts założyli kolonię Plymouth. W szkolnych podręcznikach często wspomina się o tym, jako o godnym przypomnienia przykładzie braterstwa ludzi. O tym, że gdy tylko koloniści mocniej stanęli na nogach, rozpoczęła się systematyczna eksterminacja Indian, których na dodatek przetrzebiły przywiezione przez białych do Ameryki choroby, jest już dużo ciszej. Psułoby to wymowę święta. W Dniu Dziękczynienia przypominają o tym dziś tylko potomkowie tamtejszych Indian dopominający się o ziemie zabrane przez białych.

Historycy doszukują się korzeni Dnia Dziękczynienia w uniwersalnej tradycji dożynek. To święto plonów, zwykle obchodzone w kilka tygodni po żniwach i zakończeniu najważniejszych prac polowych. Dzień radości z powodu kolejnego przeżytego roku i napełnionych na zimę spichlerzy. Zasadnicze menu głównego posiłku nie zmienia się od wieków, choć w zależności od regionów i tradycji na stołach pojawiają się także i inne potrawy. To płody tej ziemi: indyk, kukurydza i ciasto z dyni.

W przeszłości i amerykański Thanksgiving Day celebrowany był zresztą wcześniej niż dziś – tuż po zebraniu plonów. Dopiero prezydent Abraham Lincoln, który dzięki zwycięstwu w wojnie secesyjnej ocalił jedność Stanów Zjednoczonych, ustanowił w 1863 roku jesienne uroczystości dziękczynienia. Musiało znowu minąć kilka dekad zanim Franklin D. Roosevelt postanowił, że będzie to czwarty czwartek listopada.

Zawsze zadziwiała mnie łatwość z jaką przesłanie związane z tym świętem akceptują mieszkańcy Ameryki. Dzień Dziękczynienia przez swą uniwersalność stał się świętem wszystkich imigrantów i ich potomków, którzy wspólnie tworzą dziś najsilniejszą demokrację świata. Także w domach wszystkich polskich imigrantów, których znam indyk pojawiał się na stołach już w pierwszym roku pobytu na amerykańskiej ziemi. To zresztą kolejny szczęśliwy zbieg okoliczności. Indyk jest mięsem spożywanym przez wyznawców niemal wszystkich religii, mógł więc stać się kulinarnym wspólnym mianownikiem dla celebracji tego święta.

W odróżnieniu od innych obchodzonych w Ameryce świąt, Thanksgiving jest świętem stosunkowo mało skomercjalizowanym. Wiem, co teraz usłyszę: Thanksgiving Day to tradycyjnie w USA czas największego nasilenia podróży w całym roku, a poprzedzająca go środa jest dniem, w którym przemieszcza się z miejsca na miejsce najwięcej ludzi. To raj dla przewoźników. A po świątecznym czwartku mamy ,,czarny piątek”, kiedy wszyscy ruszają do sklepów. Będę jednak bronił swojej tezy. Dziękczynienie to tradycyjny czas spotkań i zjazdów rodzinnych, a w kraju, w którym to ludzie przemieszczają się za pracą, a nie praca za ludźmi trzeba przemierzać wielkie przestrzenie. Latać więc trzeba. Następujący po Dniu Dziękczynienia „czarny piątek” jest już pierwszym dniem świątecznego sezonu handlowego. Ale tu już chodzi o inne święta – Boże Narodzenie, Nowy Rok, Chanukę i wszystko co się z grudniem i zimą kojarzy. Najpierw jest czas na rodzinne spotkanie. Potem możemy myśleć o wyprzedażach i kolejnych świętach. Przypomnijmy sobie falę krytyki, która spadła kilka lat temu na wielkie sieci handlowe, które podejmowały decyzje o wcześniejszym rozpoczęciu wyprzedaży, próbując zamieniać „czarny piątek” w „czarny czwartek”. To było łamanie tabu – Thanksgiving Day powinien pozostać tradycyjnym dniem rodzinnych spotkań. porównajmy agresywność dekoracji halloweenowych, czy bożonarodzeniowych z powściągliwością Dnia Dziękczynienia.

Wierzmy więc w to co mówi legenda założycielska Ameryki. W tym nieco mitycznym przekazie kumuluje się przecież to, co jest kwintesencją tego kraju: zaradność, religijność, wolność i dążenie do dostatku.

Tomasz Deptuła

Dziennikarz, publicysta, ekspert ds. komunikacji społecznej. Przez ponad 25 lat korespondent polskich mediów w Nowym Jorku i redaktor “Nowego Dziennika”. Obecnie zastępca szefa Centrum Badań nad Bezpieczeństwem w Warszawie.

 

fot.Pexels.com

Categories: Deptula

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*