Śladami chicagowskich duchów

Halloween można lubić i obchodzić albo nie znosić i ignorować. Żadna z tych postaw nie stoi na przeszkodzie, by poznać najbardziej „nawiedzone” miejsca i ich tropem wybrać się na niesamowitą wycieczkę po Chicago. Historyczny Fort Dearborn, dom seryjnego mordercy, kwatera główna Ala Capone, miejsce katastrofy statku Eastland i nawiedzona dyskoteka Excalibur – to tylko kilka miejsc, w których podobno straszy. Chicago to najbardziej mroczne i nawiedzone amerykańskie miasto.

Fort Dearborn
fot.Napoleon Sarony – Wau Bun the „Early Day” in the North-West/Wikipedia

Fort Dearborn, skrzyżowanie ulic N. Michigan Avenue i East Upper Wacker Dr.

Jedno z najbardziej krwawych wydarzeń w historii Chicago miało miejsce u zarania dziejów Wietrznego Miasta. Zanim wybudowane zostało Chicago, nad brzegiem jeziora Michigan, przy ujściu Chicago River, w 1803 r. armia amerykańska wybudowała Fort Dearborn – warowną bazę wojskową, wokół której z biegiem czasu powstawały domostwa napływających osadników. W 1812 roku Amerykanie i Brytyjczycy stali na progu wojny. Brytyjczykom udało się przekonać lokalne plemiona indiańskie – Potawatomi i Huronów, że wojna będzie świetną okazją, by pozbyli się ze swoich ziem osiedlających się Amerykanów. Wojna wybuchła w czerwcu. Dowódca Fortu Dearborn, kapitan Nathan Heald otrzymał rozkaz ewakuacji fortu. 13 sierpnia 1812 r. kapitan Heald spotkał się z wodzem Indian Potawatomi. Oznajmił mu, że Amerykanie opuszczą fort zostawiając Indianom część zapasów. W zamian miał otrzymać gwarancję nietykalności. 15 sierpnia rano 93 osoby, w tym dziewięć kobiet i osiemnaścioro dzieci opuściło Fort Dearborn i skierowało się na południe w eskorcie około 500 wojowników Potawatomi. Indianie nie dotrzymali danego słowa i nagle zaatakowali Amerykanów, zabijając 53 osoby, w tym dwie kobiety i dwanaścioro dzieci, a następnie spalili fort. Ci, którzy przeżyli, zostali wzięci do niewoli. Masakra miała miejsce w pobliżu dzisiejszych ulic Prairie i 18. Podobno do dziś spotkać tam można duchy zabitych w masakrze Fortu Dearborn. Okoliczni mieszkańcy mówią o półprzezroczystych zjawach ludzi ubranych w wojskowe mundury lub stroje osadników. Niektóre ze zjaw wpatrują się nieruchomo w miejsce masakry, inne uciekają w popłochu. Zapewne tak, jak uciekali przerażeni mieszkańcy fortu ponad 200 lat temu.

Katastrofa statku Eastland na rzece Chicago fot.Max Rigot Selling Company/Wikipedia

Miejsce katastrofy statku Eastland, nadbrzeże Chicago River pomiędzy ulicami LaSalle i Clark

24 lipca 1915 roku, o godz. 7.18 statek pasażerski Eastland był gotowy do wypłynięcia w rejs po jeziorze Michigan. Na pokładzie było ponad 2,5 tys. pasażerów, głównie pracowników zakładów Western Electric, którzy wraz z rodzinami płynęli na piknik do parku znajdującego się na drugim brzegu jeziora. Przeładowany statek, wciąż przycumowany do brzegu, nagle przechylił się, a do wnętrza zaczęła wlewać się woda. Około godziny 7.30 statek przewrócił się, a woda zalała pełne pasażerów dolne pokłady. W katastrofie Eastland zginęło 845 osób, wśród nich 135 Polaków. Większość ofiar nie ukończyło 25 lat. Od katastrofy Eastland minęło ponad 100 lat, ale miejsce katastrofy uznawane jest za nawiedzone. Podobno zdarza się, że piesi przekraczający rzekę okolicznymi mostami słyszą mrożące krew w żyłach krzyki tonących oraz jęki i płacz dochodzące… z wody. Za nawiedzone przez duchy ofiar katastrofy uznawany jest też budynek Harpo Studios, przy 1058 West Washington Blvd., gdzie przewożono ciała topielców. Pracownicy Harpo Studios, gdzie kręcony był słynny Oprah Winfrey Show, wielokrotnie byli świadkami niewytłumaczalnych zjawisk. W budynku straszy ponoć tajemnicza Szara Dama, a w korytarzach i pomieszczeniach słychać kroki, szepty, płacz dzieci, odgłosy piknikowej muzyki i stukania się kieliszkami. Być może dusze ofiar katastrofy Eastland do dziś nie zaznały spokoju.

Congress Plaza Hotel fot.IvoShandor/Wikipedia

Congress Plaza Hotel, 520 S. Michigan Avenue

Hotel, w którym znajdowało się centrum dowodzenia najpotężniejszego gangu Wietrznego Miasta kierowanego przez Ala Capone. Według świadków, duch gangstera straszy tam do dziś, a spotkać go można najczęściej na ósmym piętrze budynku. Jednak duch słynnego gangstera jest tylko jedną z wielu zjaw w hotelu uznawanym za najbardziej nawiedzone miejsce w Wietrznym Mieście. W budynku słychać podobno muzykę organową i odgłosy ludzi jeżdżących na łyżwach na istniejącym tu niegdyś lodowisku. Ludzie fotografujący się wokół fortepianu ustawionego w tzw. Złotym Pokoju, podobno nie pokazują się na zdjęciach, a w południowym budynku straszy duch mężczyzny z jedną nogą.

Lexington Hotel fot.Wikipedia

Lexington Hotel i miejsce masakry Świętego Walentego

Kolejnym hotelem, w którym według legendy straszył duch Ala Capone i członków jego gangu, jest wyburzony w 1995 roku Lexington Hotel, znajdujący się niegdyś na rogu ulic Michigan i 22. To tam najsłynniejszy gangster mieszkał w 1929 roku, kiedy zlecił najsłynniejszą chicagowską gangsterską egzekucję, nazwaną masakrą św. Walentego. 14 lutego 1929 roku siedmiu członków konkurencyjnego gangu George’a Morana zostało zamordowanych przez ludzi Capone’a w garażu znajdującym się przy 2122 North Clark Street. Budynek od dawna nie istnieje, ale przechodniom zdarza się słyszeć przerażające krzyki i odgłos karabinów maszynowych. Wiele osób, które przystawało w tym feralnym miejscu doświadczało irracjonalnego uczucia strachu. W miejscu garażu powstał skwer, na którym można spotkać mieszkańców okolicznych budynków wyprowadzających psy na spacer. Podobno zwierzęta często zachowują się tam dziwnie – podkulają ogony i przestraszone uciekają, skomlą i wyją. Kto wie, może wciąż czują przerażenie mordowanych gangsterów.

Klub Excalibur fot.Cervin Robinson/Wikipedia

Klub Excalibur, 632 North Dearborn Street

W budynku, w którym do dziś istnieje znany chicagowski klub nocny, siedzibę miało Chicagowskie Towarzystwo Historyczne. Podczas wielkiego pożaru, który strawił ogromną część Wietrznego Miasta w październiku 1871 roku, kilkaset osób schroniło się w murowanym budynku Towarzystwa Historycznego, który uznali za ognioodporny. Wiele z nich zginęło w płomieniach. Pracownicy i bywalcy klubu Excalibur, który w odbudowanym gmachu istnieje od lat 90. zeszłego wieku, wielokrotnie obserwowali obecność tajemniczych zjaw. Wielu klientów zgłaszało, że zostali popchnięci na schodach przez niewidzialną siłę. Ale najwięcej emocji budzi stojąca samotnie świeczka, umieszczona wysoko na jednej ze ścian klubu, która od czasu do czasu podobno sama się zapala. Mroczna legenda miejsca przyciąga amatorów dobrej zabawy przyprawionej dreszczykiem niesamowitości. Klientom klubu zalecana jest jednak ostrożność – szczególnie na przeklętych schodach.

Morderczy Zamek fot.Wikipedia

Morderczy Zamek, róg ulic South Wallace i 63.

Dom najsłynniejszego chicagowskiego seryjnego mordercy H.H. Holmesa został zburzony w roku 1938, a w jego miejscu stoi dziś budynek poczty. Henry Howard Holmes w rzeczywistości nazywał się Herman Webster Mudgett i był chicagowskim farmaceutą. W 1893 roku H.H. Holmes w dzielnicy Englewood otworzył wybudowany przez siebie hotel, pełen sekretnych przejść, ślepych korytarzy i ukrytych pokoi. W piwnicy znajdowały się narzędzia chirurgiczne i piec krematoryjny, w którym morderca miał spalać szczątki swoich ofiar. Szkielety kilku z nich Holmes sprzedał chicagowskiej Akademii Medycznej. W swoim domu-hotelu, nazwanym Morderczym Zamkiem H.H. Holmes miał zamordować około dwustu osób, choć przyznał się do zaledwie 27 morderstw, z czego dowiedziono mu jedno, za które został powieszony w 1896 roku. Sam Holmes twierdził, że musiał mordować, ponieważ był opętany przez diabła. Trumna z jego ciałem na jego prośbę została zalana dwoma tonami betonu. Po wyburzeniu Morderczego Zamku, działka przez wiele lat stała niezabudowana, a miejsce przyprawiało o gęsią skórkę i ciarki okolicznych mieszkańców i osoby je odwiedzające. Świadkowie twierdzą, że do dziś jest nawiedzone przez duchy ofiar Holmesa. Historię makabrycznych zbrodni najsłynniejszego chicagowskiego mordercy w książce „Diabeł w białym mieście” opisał Erik Larson.

Dunning Asylum fot.Wikipedia

Dunning Asylum, teren pomiędzy ulicami Irving Park Rd, Montrose Ave., Narragansett Ave. i Oak Park Ave.

W chicagowskiej dzielnicy Dunning mieszka wielu Polaków, ale nie każdy wie, jaka jest historia terenu rozciągającego się pomiędzy ulicami Irving Park, Montrose, Oak Park i Narragansett. W 1858 roku został tam otwarty szpital psychiatryczny, pod oficjalną nazwą Chicago State Hospital, ale znany też jako Dunning Asylum, co w wolnym tłumaczeniu oznacza psychuszka Dunning.

Do szpitala zamykano chorych psychicznie i osoby z niedorozwojem umysłowym, ale także alkoholików, bezdomnych, wyrzutków społecznych i pospolitych przestępców. Warunki panujące w zatłoczonej instytucji urągały ludzkiej godności, pacjenci spali w salach przypominających stajnie, a w łazienkach nie było ciepłej wody. Personel często stosował brutalne metody, a w szpitalu panowała atmosfera nieopisanego smutku i rozpaczy. Zmarłych pacjentów grzebano na terenie przylegającym do szpitala. Chicago State Hospital zamknięto w 1970 roku, a następnie wyburzono. Na części ogromnej działki u zbiegu ulic Irving Park i Narragansett powstało centrum handlowe i budynki mieszkalne, ale większość poszpitalnego terenu jest wciąż niezabudowana.

W 1991 lokalny deweloper rozpoczął tam budowę apartamentowca, ale koparka natrafiła na ludzkie szczątki. Prace przerwano, a archeolodzy z Loyola University rozpoczęli wykopaliska, które wstrzymano po wydobyciu z ziemi szczątków 182 osób. Historycy oceniają, że teren po szpitalu psychiatrycznym Dunning jest jednym wielkim masowym grobem, w którym spoczywać może… 38 tysięcy ciał!

Nic dziwnego zatem, że miejsce uważane jest za nawiedzone. Klienci i pracownicy sklepu Jewel, stojącego niemal dokładnie w miejscu szpitalnego skrzydła dla obłąkanych, są gotowi przysiąc, że widują zjawy w szpitalnych piżamach i kaftanach. W pobliskim biurze radnego przy Irving Park Road pojawia się duch starszej kobiety ubranej w szpitalny drelich. Ale najbardziej nawiedzonym miejscem jest Read Dunning Memorial Park, w którym okoliczni mieszkańcy i badacze zjawisk nadprzyrodzonych zaobserwowali dziwne światła i obecność zjaw, jak również słyszeli głosy, które zawodzą: „Ułożyli mnie na brzuchu”, „Dzieci jeżdżą na rowerach po naszych głowach” oraz „Wszyscy tu jesteśmy martwi”. Prawda, że idealne miejsce na halloweenowy rodzinny spacer?

Główne wejście do cmentarza Resurrection w Justice fot.MrHarman/Wikipedia

Cmentarz Resurrection w Justice

Kierowcy jadący po Archer Avenue w pobliżu Willowbrook Ballroom w podchicagowskim Willow Springs spotykają na swej drodze młodą autostopowiczkę. Młoda blondynka o niebieskich oczach ubrana jest zawsze w białą balową suknię i ma przy sobie niewielką torebkę. Zabrana podróżuje w milczeniu, prosząc kierowców o zatrzymanie się w pobliżu cmentarza Resurrection w Justice. Wysiada, dziękuje za podwiezienie i.. znika na cmentarzu. Według badaczy zajmujących się chicagowskimi duchami, od lat 30. XX wieku zjawę autostopowiczki, zwanej Resurrection Mary, zgłosiło przynajmniej 30 kierowców. Legenda głosi, że Mary wybrała się ze swoim narzeczonym na tańce do sali znanej obecnie jako Willowbrook Ballroom. Para pokłóciła się i pomimo mroźnej nocy Mary postanowiła wrócić do domu piechotą. Gdy szła samotnie po Archer Avenue zginęła potrącona przez samochód. Dziewczyna została pochowana w białej długiej sukni na cmentarzu w Justice. Według badaczy Resurrection Mary może być duchem Mary Bregov, która zginęła w wypadku samochodowym w 1934 r. lub Anny „Marii” Norkus, zabitej przez samochód na Archer Avenue w 1927 roku.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

Categories: Chicago, Historia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*