Rzeź chicagowska

Rzeź chicagowska

Weekend 3-5 sierpnia był jednym z najkrwawszych w historii miasta

 

Pierwszy weekend sierpnia 2018 roku w Chicago. Jedni w śródmieściu bawią się na Lollapaloozie, największym festiwalu muzycznym w mieście. Inni pokonują 90-stopniowy upał chłodząc się nad brzegiem jeziora Michigan. Jeszcze inni, na zachodzie i południu miasta, przechadzają się lub przejeżdżają po okolicy strzelając do siebie nawzajem, a nieraz ślepo w tłum.

Statystyki różnią się od siebie nieznacznie, ale co do jednego wszyscy są zgodni. Pierwszy weekend sierpnia br. był w Chicago najbardziej krwawy pod względem przemocy z bronią od 2016 roku. Według dziennika „Chicago Tribune”, który prowadzi własne analizy przemocy w mieście, od piątkowego popołudnia do poniedziałkowego poranka w Chicago postrzelono co najmniej 74 osoby, z czego 12 śmiertelnie. Najtragiczniejsza była niedziela 5 sierpnia, kiedy w ciągu siedmiu godzin doszło do 40 strzelanin. Ostatni raz postrzelono tyle osób w ciągu jednego dnia w 2012 roku.

Wśród zabitych – 17-letnia Jahnae Patterson, zastrzelona podczas sąsiedzkiego pikniku w nocy z soboty na niedzielę w chicagowskiej dzielnicy Lawndale. Kule dosięgły tam też pięć innych osób, w tym 11-latka i 14-latka. „Chicago przeżyło pełną przemocy noc” – powiedział w niedzielę Fred Waller, szef patroli z lokalnej policji. Jak podkreślił, do niektórych incydentów doszło w ramach walki między rywalizującymi gangami. Policja szacuje, że w Chicago jest ich kilkadziesiąt i należy do nich ok. 100 tys. osób. Najstarsza raniona osoba w niedzielnych strzelaninach miała 62 lata, a najmłodsza 11.

Wstrząśnięty burmistrz, sfrustrowany komendant

Rekordowo krwawy weekend nadszedł niespodziewanie, parę dni po tym, jak chicagowska policja upubliczniła lipcowe statystyki, z których wynika, że przemoc w Wietrznym Mieście spada już siedemnasty miesiąc z rzędu. Liczba zabójstw od początku roku spadła o 23 proc., o 19 proc. zmniejszyła się liczba strzelanin. Optymizm szefa chicagowskiej policji słusznie był wówczas powściągliwy. Na konferencji prasowej w poniedziałek 6 sierpnia Johnson nie potrafił wyjaśnić, co spowodowało tak gwałtowny wzrost przemocy. Wykluczył niedobory w patrolach spowodowane Lollapaloozą, zbagatelizował rolę upałów. Frustracja Johnsona przerodziła się w gniew, gdy podwyższonym tonem sprzeciwiał się obwinianiu policji, podczas gdy recydywiści z bronią są wypuszczani na wolność. Emocje udzieliły się również burmistrzowi Rahmowi Emanuelowi, który u boku Johnsona przejętym głosem wzywał mieszkańców dotkniętych dzielnic do współpracy z władzami i wydawania przestępców.

Jeszcze bardziej dziwi i szokuje fakt, że trzy dni po krwawym weekendzie nie aresztowano żadnego sprawcy strzelanin, choć policja zapewnia, że bada kilka głównych tropów. Jednak zdaniem ekspertów to pierwsze 48-72 godziny mają największe znaczenie w rozwiązywaniu przestępstw, a zwłaszcza zabójstw. Pamięć świadków jest wtedy najświeższa, podobnie jak dowody, a sprawca nie zdąży jeszcze zbiec. Media szybko doszukały się danych, że tylko 17 proc. zabójstw w Chicago jest rozwiązywanych – i nie obejmuje to nawet postawienia zarzutów, lecz jedynie identyfikację sprawcy! Według danych University of Chicago Crime Lab w rekordowym pod względem przemocy roku 2016 tylko 5 proc. sprawców zostało doprowadzonych przed wymiar sprawiedliwości.

Na kolejnej konferencji prasowej, we wtorek, szef chicagowskiej policji Eddie Johnson ogłosił, że przydzielił już dodatkowych 430 fukcjonariuszy w najbardziej niebezpieczne zachodnie i południowe dzielnice Chicago; dwustu kolejnych będzie rozlokowanych tam na weekend. Wszystko po to, aby zapobiec spodziewanym odwetom i kolejnym strzelaninom. Johnson zapewnił, że dodatkowi policjanci pochodzą z zasobów dyspozycyjnych pozostałych chicagowskich dystryktów policyjnych, więc na ich przeniesieniu nie ucierpi bezpieczeństwo w innych częściach miasta. Stróże prawa będą pracować wydłużone godziny, a dni wolne funkcjonariuszy z oddziałów antygangowych, taktycznych i zajmujących się ściganiem zbiegów zostają odwołane.

Holistyczne podejście do przemocy?

Nie wszyscy podejmują te wysiłki z entuzjazmem. O ile burmistrz i komendant mają swoje pomysły rozwiązania problemu przemocy zbrojnej w Chicago, afroamerykańscy działacze społeczni, duchowni i sami mieszkańcy – mają swoje. Zdaniem czarnych aktywistów i pastorów wspólna strategia powinna obejmować nie tylko policję i władze miejskie, ale także lokalne społeczności, duchowieństwo, pracodawców oraz nauczycieli i wychowawców. Ważne jest również zaprzestanie obwiniania się nawzajem.

Faktem jest, że miasto nie ma stosownej, ujednoliconej strategii rozwiązywania przemocy z użyciem broni. Afroamerykańscy aktywiści nie chcą dodatkowych policjantów na ulicach Chicago, lecz zwiększenia środków na zapobieganie przemocy. Ich zdaniem czas podejść do problemu przemocy zbrojnej „holistycznie” i traktować je jako kryzys zdrowia publicznego. Zamiast budować w West Garfield Park nową akademię policyjną za 95 mln dolarów, proponują przekształcić niewielki miejski oddział ds. zapobiegania przemocy (Office of Violence Prevention) w Biuro ds. Zapobiegania Przemocy z Bronią z prawdziwego zdarzenia i zasilić go budżetem w wysokości 50 mln dolarów.

Tego samego zdania są afroamerykańscy duchowni, którzy we wtorek zebrali się w szpitalu Strogera, aby modlić się za ofiary strzelanin oraz za udzielających im pomocy medycznej lekarzy. Dr Faran Bokhar, szef oddziału chirurgii pourazowej powiatowego szpitala powiedział reporterom, że aby udzielić pomocy co najmniej 21 postrzelonym pacjentom, którzy trafili do placówki w feralny weekend, lekarze pracowali na okrągło. Z kolei pogotowie w szpitalu Mt. Sinai przy Ogden i California na południowym zachodzie miasta tymczasowo nie przyjmowało pacjentów z ambulansów z powodu przepełnienia.

Niechlubna sława Chicago

Przemoc w Chicago po raz kolejny odbiła się echem w całym kraju. Pytanie, dlaczego pod względem liczby zabójstw Wietrzne Miasto znacznie wyprzedza większy od siebie Nowy Jork czy Los Angeles powróciło na czołówki gazet. Trwająca od lat walka ze zorganizowaną przestępczością w Wietrznym Mieście jak zawsze stała się również ważnym punktem debaty politycznej. Rudy Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku a obecnie adwokat prezydenta Donalda Trumpa, odniósł się do ostatniego krwawego weekendu w Chicago pisząc na Twitterze, że strzelaniny w Wietrznym Mieście są rezultatem „rządów demokratów”.

Dwa dni po krwawej niedzieli, we wtorek 7 sierpnia przypadał, o ironio, ogólnokrajowy dzień przyjaźni z policją zwany National Night Out. Doroczne wydarzenie ma na celu promowanie bezpieczeństwa i dobrych relacji mieszkańców z lokalnymi stróżami prawa. W różnych dystryktach policyjnych Chicago, podobnie jak i w całym kraju, funkcjonariusze wraz z miejscowymi brali udział w piknikach, zabawach i grach. Dwie mile od jednej z takich imprez, odbywającej się na stadionie Gately na południu miasta, od kul ranne zostały trzy kolejne osoby. Jedna z nich zmarła w pobliskim szpitalu.

Joanna Marszałek
j.marszalek@zwiazkowy.com

fot._vikram/Flickr/pixabay.com

Infografiki: Ewa Malcher

Categories: Chicago, Z miasta

Comments

  1. Christopher
    Christopher 14 sierpnia, 2018, 11:29

    No tak ale co do tego wszystkiego maja jakiekolwiek partie polityczne, czy gdy byl Republikanski Mayor Chicago to zmienilo by sie wszystko jak za ” dotknieciem „czarodziejskiej rozdzki” . Mieszkalem kilka dekad w Chicago i jakos nikt mnie nie napadl a bedac w Cleveland, Ohio w bialy dzien na gas station w down town (centrum) miasta , pelno policji , dwoch „czkoladowych” przystawilo mi do piersi gun i zabrali kluczyki i podpiepszyli mi auto . Jak odjechali zglosilem , wszystko bylo nagrane na monitoringu , Policja przyjechala po 15 minutach a auto znalezli rozbite 30 mil za miastem ale na drugi dzien rano .

    Reply this comment

Write a Comment

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*