Porwania, których nigdy nie było

Porwania, których nigdy nie było

Mark Walker, mieszkaniec Nobelsville, północnego przedmieścia Indianapolis w stanie Indiana, odebrał telefon od córki. W słuchawce, zamiast jej głosu, usłyszał przytłumiony głos mężczyzny, który oznajmił, iż porwał i uwięził jego córkę.

Mężczyzna zagroził, że zabije kobietę, jeśli ojciec nie będzie kooperował i nie spełni stawianych żądań. Dotyczyły one przede wszystkim zachowania dyskrecji i unikania prób powiadomienia policji oraz dokonania przelewu pieniężnego przez MoneyGram w lokalnym sklepie sieci Walmart.

Koszmar w słuchawce

Taka sytuacja to najgorszy koszmar, jakiego doświadczyć mogą rodzice. Brzmi jak scenariusz filmu sensacyjnego, jednak jest to historia prawdziwa i wydarzyła się kilka dni temu w sąsiedniej Indianie. Oczywiście Mark Walker natychmiast powiedział o wszystkim żonie. Oczywiście nie spełnił żądań rzekomego porywacza. Oczywiście, jego córce nikt nie groził. Oczywiście, nawet nie została porwana – w tym czasie spokojnie odbierała ze szkoły własne dzieci.
Żeby było dramatyczniej, niemal w tym samum czasie syn Walkerów, Eli, odebrał telefon od… własnego ojca, którego zdjęcie wyświetliło się na ekranie komórki. Męski głos oświadczył, iż senior ma broń przystawioną do głowy i zginie, jeśli syn nie będzie postępował zgodnie z instrukcjami lub powiadomi kogokolwiek. Sytuacja ta wydała się Eliemu tak absurdalna, że nie odezwał się do „porywacza”, tylko natychmiast wysłał do matki wiadomość z pytaniem, czy ojciec jest bezpieczny.

California nightmare

Zaczęło się w słonecznej Kalifornii. Mieszkaniec Laguna Beach odebrał podobny telefon. Męski głos powiadomił, iż jego córka została porwana i zginie, jeśli nie dokona on przelewu w wysokości 5 tys. dol. na konto w Meksyku. Ojciec, przerażony wizją zamordowanej córki, bez sprzeciwu wypłacił pieniądze z konta i przelał je w kilku transzach. Uświadomił sobie, że został oszukany, kiedy otrzymał telefon od córki, która niczego nieświadoma, cały czas przebywała w Laguna Beach.

Taki sam telefon odebrała następnego dnia kobieta zameldowana w Kalifornii, której powiedziano, że jej córka studiująca w Chicago, została uprowadzona. Porywacze domagali się pieniędzy. Przerażona kobieta wypłaciła 6 tys. dol., ale postanowiła powiadomić policję, która natychmiast powstrzymała ją przed dokonaniem przelewu do Meksyku. Funkcjonariusze szybko doszli, iż oszuści wskazali obydwu ofiarom to samo miejsce dokonania przelewu – sklep w Costa Mesa na południowych przedmieściach Los Angeles.

Inna matka, także mieszkanka okolic Los Angeles, w niespełna godzinę po odwiezieniu córki do szkoły odebrała telefon, w którym usłyszała jej płacz i głos mówiący, iż została wciągnięta do samochodu i porwana. Matka natychmiast wróciła do szkoły i znalazła tam swoją córkę całą, zdrową i bezpieczną.

Wirtualne porwania to zjawisko związane z rozwojem nowych technologii. Nie dzieją się naprawdę, „ofiara” nawet nie wie, iż rzekomo została porwana, ani że jej bliscy przechodzą gehennę. Według raportów FBI zjawisko to funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych od blisko dwóch dekad, ale jego rozwój i rozprzestrzenianie się na skalę masową nastąpiło stosunkowo niedawno. Początkowo związane było ze społecznością hiszpańskojęzyczną rejonów Los Angeles i Houston. Śledztwo ujawniło, iż telefony wykonywane były z meksykańskich więzień. Bariera językowa i kulturowa sprawiła, że przez dłuższy czas zjawisko to nie wychodziło poza kręgi latynoskie, ale od co najmniej 2015 roku „porywacze” komunikują się w języku angielskim. Oszustwo wyszło więc poza krąg specyficznej grupy etnicznej i stało się zjawiskiem ogólnokrajowym. Wirtualnym porywaczem może być każdy. W samym stanie Nowy Jork podobne zgłoszenia policja odebrała setki razy.

Czarne scenariusze

W miarę rozwoju technologii i popularyzacji mediów społecznościowych, dzięki którym oszuści zbierają szczegółowe informacje na temat ofiar i ich rodzin, zmienia się też pomysłowość i wyrafinowanie oszustów. Mianownik wszelkich działań jest wspólny – chodzi o wyłudzenie pieniędzy od przerażonej ofiary. Inne są realizowane scenariusze. Najpopularniejszy, oprócz porwania, to wypadek samochodowy. Ofiara odbiera telefon z numeru członka swojej rodziny i słyszy, iż syn (mąż, córka, wnuk itd.) uległ groźnemu wypadkowi samochodowemu i jest w stanie niemal krytycznym wykrwawiając się na śmierć. Zrządzeniem losu podejrzanie często drugim autem zaangażowanym w kraksę podróżuje członek gangu, który nie powiadomi służb ratowniczych dopóty, dopóki ofiara nie przeleje pieniędzy za rzekome zniszczenia samochodu. Inne scenariusze dotyczą długów narkotykowych, prostytucji, handlu żywym towarem. Czasem w tle ofiara słyszy stłumiony krzyk, który może być krzykiem „porwanej” córki lub „konającego” syna.

Dziwić nas może, w jaki sposób ofiara daje się oszukać, jeśli scenariusz brzmi tak nieprawdopodobnie. Należy uświadomić sobie jednak mechanizm silnego stresu, któremu poddana jest osoba odbierająca telefon (pisaliśmy o tym w zeszłym tygodniu w artykule „Niewiedza kosztowała mnie trzy tysiące dolarów). Wyłącza się wówczas racjonalne myślenie i kieruje nami strach, pod wpływem którego działamy irracjonalnie i poddajemy się manipulacji.

Jak nie dać się oszukać

FBI oraz policja ostrzegają przed ujawnianiem jakichkolwiek osobistych szczegółów dotyczących członków rodziny w przypadku, kiedy odbierzemy podobny telefon. Radzą też uważać, co publikujemy w mediach społecznościowych, gdyż najczęściej to one są źródłem informacji dla oszustów. Detektywi radzą też, aby w przypadku odebrania podobnego telefonu, natychmiast się rozłączyć i powiadomić policję. Jeśli wdamy się już w rozmowę, starajmy się trzymać sytuację pod kontrolą, gdyż głównym czynnikiem powodzenia oszustów jest czas (a raczej jego brak), pośpiech i strach. Nie chcą dopuścić do tego, by ofiara zaczęła myśleć racjonalnie. Można też spróbować odwrócić uwagę „porywacza” i w tym czasie spróbować skontaktować się z naszymi bliskimi, by dowiedzieć się, czy sytuacja rzeczywiście jest groźna, czy ktoś próbuje nami manipulować. Można też zażądać rozmowy z domniemaną ofiarą porwania. Policja radzi również, by spróbować zyskać na czasie poprzez powtarzanie słów „porywacza”. Porywacze rozłączają się, kiedy słyszą, że ofiara nie poddała się manipulacji lub strachowi. Zawsze jednak powinniśmy powiadomić policję.

Anna Rosa
a.rosa@zwiazkowy.com

fot.Pixabay.com

Categories: Chicago, Z miasta

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*