Nie dajmy manipulować granicami okręgów wyborczych w Chicago

Nie dajmy manipulować granicami okręgów wyborczych w Chicago

Z polityczną kartografią (ang. gerrymandering), czyli z tendencyjnym wyznaczaniem okręgów wyborczych przez elity rządzące, rozprawili się już wyborcy w Kalifornii. W jej ślady mogłoby pójść również Illinois. Początkiem zmian w naszym stanie może być listopadowe referendum w sprawie zreformowania obecnej metody wykreślania granic okręgów wyborczych. Od dziesięcioleci każda nowa mapa tych okręgów, pojawiająca się po kolejnym spisie powszechnym, przede wszystkim chroni stołki urzędujących polityków. Można się było o tym przekonać w ostatnich prawyborach 18 marca.

Z kształtu, jaki przybrał 4 dystrykt śmiał się nawet komik Jon Stewart w swoim programie satyrycznym "Daily Show" fot.Rubenstein/Wikipedia/google map

Z kształtu, jaki przybrał 4 dystrykt śmiał się nawet komik Jon Stewart w swoim programie satyrycznym „Daily Show” fot.Rubenstein/Wikipedia/google map

Wyborcy nie mieli na kogo głosować

Większość długoletnich urzędników zwyciężyła walkowerem, bo nie miała kontrkandydatów. Marcowe prawybory do władz federalnych, stanowych i lokalnych były sprawdzianem nowych map politycznych sporządzonych po spisie powszechnym z 2010 roku. Zgodnie z konstytucją Illinois okręgi wyborcze wykreślili ustawodawcy partii mającej większość mandatów w parlamencie stanowym. Ale wykreślili tak, by zachować swoje stanowiska.

Dominowali demokraci

Dlatego właśnie oni sporządzili nowe mapy polityczne, umacniające ich pozycję. W przeszłości, gdy republikanie mieli większość mandatów, tworzyli własne mapy chroniące ich interesy i stanowiska.

Najnowsza, dziwaczna mapa okręgów federalnych w Illinois została nawet zauważona w programie satyrycznym Jona Stewarta „Daily Show”. Przedmiotem kpin był m.in. 4. okręg kongresowy, którego jedna „portorykańska” połowa o poszarpanych granicach znajduje się na północy, a druga „meksykańska” na południu Chicago; obszar pomiędzy nimi zamieszkują Afroamerykanie.

Gerrymandering, czyli wspomniana kartografia polityczna, rządzi się wyłącznie interesami wyborczymi i prywatą, choć oficjalnie powołuje się na względy demograficzne i dobro mieszkańców. Tymczasem nie brakuje przykładów wyraźnej szkodliwości społecznej.

Jackowo poszarpane

Po spisie powszechnym w 1990 r. fragmenty polonijnej dzielnicy, znajdującej się w ówczesnym 30. okręgu miejskim, zostały dołączone do sąsiednich okręgów. Wyborcy polskiego pochodzenia zostali rozparcelowani po innych okręgach, utracili swoją siłę polityczną i szanse na własną reprezentację w radzie miasta.

Anatomia politycznej kartografii w mieście

W Chicago, gdzie rada miasta jest ponadpartyjna, za wykreślenie granic okręgów wyborczych (ang. wards) odpowiedzialny jest zespół radnych, desygnowany przez całą radę. Tak jak w przypadku map federalnych i stanowych, tak i mapa miasta ma za zadanie wynagrodzić lojalistów elit rządzących i ukarać ich przeciwników poprzez pozbawienie okręgu wyborczego i elektoratu. Prawdziwe intencje autorów mapy odzwierciedlają misternie poszarpane granice niektórych okręgów wyborczych: 1., 2.,15.,23. i 36.

nowe-mapki-ward

Politycy nie powinni decydować o granicach okręgów

Wyborcy mogliby odebrać politykom przywilej wykreślania granic okręgów wyborczych. Odpowiednia poprawka mogłaby zostać naniesiona do konstytucji Illinois, gdyby wyborcy opowiedzieli się za taką poprawką w referendum. Jednak aby je zwołać − przy okazji najbliższych listopadowych wyborów powszechnych − potrzeba co najmniej 300 tys. podpisów pod petycją domagającą się umieszczenia pytania referendalnego na karcie wyborczej.

Akcja zbierania podpisów

Prowadzi ją kilka niezależnych ponadpartyjnych organizacji, wśród nich Yes! For Independent Maps oraz Take Back Chicago. W akcji zbierania podpisów bierze też udział społeczność polonijna. W miniony wtorek na spotkaniu w Teatrze Chopina do uczestnictwa w akcji zachęcała Anna Klocek, była kandydatka na radną chicagowską.

– Chcemy zebrać nawet 500 tys. podpisów, czyli więcej niż wymagane minimum, na wypadek gdyby nasi przeciwnicy na drodze sądowej unieważnili część podpisów pod petycjami. Termin przedłożeni petycji upływa 15 maja, ale chcemy wykonać zadanie wcześniej, żeby przeprowadzić własną weryfikację podpisów – powiedziała „Dziennikowi Związkowemu” Anna Klocek.

Nasza rozmówczyni poinformowała też, że jest jedną z osób, w imieniu których League of Women Voters wniosła pozew do sądu federalnego w sprawie mającej na celu delegalizację nowej mapy okręgów wyborczych miasta. − Kwestionujemy nie tylko granice nowych okręgów, ale również wprowadzanie ich w życie już teraz, gdy mapa jeszcze nie zaczęła oficjalnie obowiązywać, bo nastąpi to dopiero w przyszłym roku – stwierdziła.

Klocek obiecała, że dostarczy kopie petycji do siedzib polonijnych organizacji (także do redakcji naszej gazety). – Osoby zbierające podpisy pod petycją i podpisujące ją muszą mieć obywatelstwo amerykańskie i być zarejestrowanymi wyborcami – podkreśla. I dodaje: – Gorąco zachęcam do podpisania się pod petycją i poinformowania o niej rodziny, znajomych i sąsiadów, bo to naprawdę słuszna sprawa. Chodzi przecież o przywrócenie prawdziwie demokratycznych wyborów.

Zwycięstwo wyborców jest możliwe

Widać to najlepiej na przykładzie Kalifornii, gdzie partyjny sposób sporządzania mapy został z woli wyborców zastąpiony bezpartyjnym. W Kalifornii nowe granice okręgów wyborczych wykreślone zostały przez niezależny i ponadpartyjny panel. Gdy w 2012 r. zespół przedstawił nową mapę okręgów wyborczych do parlamentu stanowego czternastu długoletnich posłów zdecydowało, że nie będzie ubiegać się o reelekcję, a inni, którzy pozostali w wyścigu − przegrali.

Wykreślanie okręgów wyborczych zostało też w pewnym stopniu zreformowane w kilku innych stanach, m.in. w Iowa, Waszyngtonie, Idaho i Arizonie. Jednak tamtejsze reformy są tylko połowiczne w porównaniu z Kalifornią, która dla Illinois byłaby najlepszym wzorem do naśladowania.

Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*